Dostała mi się nieładna

Dostaje się niepiękna

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność

W końcu ciemność zaczyna się rozpraszać. Słyszy głos:
Agnieszko Kowalska, to ratownik, tam coś wybuchło.
Przez ból czuje na szyi dotknięcie ręki. Próbuje unieść powieki. Udaje się z trudem. Przed oczami wisiorek w formie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozbrzmiewa głos całkiem blisko.
Rodzice wracają z pracy. Matka natychmiast pędzi do kuchni, zajrzawszy do pokoju, gdzie syn odrabia lekcje. Dariusz natomiast, wchodząc do pokoju, od razu zauważa, że nastrój u syna nie jest najlepszy.
Tomek, co się stało? ojciec klepie go po głowie.
Nic, – mruczy syn, czwartoklasista.
No cóż, dawaj, mów!
Wkrótce Ósme marca. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewczynek.
No i gdzie problem? uśmiecha się ojciec.
Mamy tylu samo chłopców i dziewczynek. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko wzdycha. Mnie przypadła niepiękna, Agnieszka Kowalska.
Wszystkie dziewczynki chcą dostać prezent na Ósme marca, i niepiękne też, – ojciec stara się rozmawiać z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie może się powstrzymać i znowu się uśmiecha.
Według zgodności. Agnieszka to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja akurat Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Do pokoju natychmiast wpada matka:
Co się tu u was dzieje?
Ewo, idź do kuchni, – twarz ojca staje się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wychodzi, Tomek smutnym głosem pyta:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Ty przecież pracujesz na fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A u nas produkuje się wszystkie rodzaje pokryć metali.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przynosi wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wygląda jak złoty. Na jednej stronie wygrawerowane są dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisane:
«Mojej koleżance z klasy Agnieszce na Ósme marca! Tomasz».
Och, jak pięknie ten wisiorek się prezentuje! A gdy mama pakuje go w celofanowy woreczek, wygląda zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódme marca. Nauczycielka nie zamierza prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczają jej prezent. Ona długo dziękuje. Potem ogłasza, żeby chłopcy obdarowali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczyna! Wszyscy chłopcy rzucają się do swoich wybranic. Tomek też podchodzi do Agnieszki Kowalskiej i wypowiada, jak uczył tata:
Agnieszko, gratuluję ci z okazji święta Ósme marca! Być może, kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek kieruje się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważa, jak bije serce tej niepięknej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Agnieszki przeprowadzają się do innej dzielnicy, i sama Agnieszka od piątej klasy zaczyna uczyć się w innej szkole.
***
Tomasz otwiera oczy. Biały sufit w szpitalnej sali. Próbuje poruszyć rękami i nogami. Porusza się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwraca się nie wiadomo do kogo.
Słychać jakiś stukot i do jego łóżka podchodzi chory na kulach, uważnie patrzy na niego i pyta:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii urazowej.
Mam ręce, nogi wszystkie całe? pyta Tomasz cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – informuje tamten radosną nowiną. Tylko zabandażowany jesteś cały od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Wtedy podchodzi pielęgniarka i z troską pyta:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje! odpowiada pytaniem na pytanie Tomasz.
– Nic nie zagraża twojemu życiu. Ręce i nogi będą działać. Tylko blizn zostanie wiele, – podaje włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozlega się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – stara się mówić jak najweselej. Powiedziano, że zostaną tylko małe blizny. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolono mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, ty nie martw się zbytnio!
Kładzie telefon obok siebie, próbuje uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, wkrótce to cię nie wypiszą, – uśmiecha się w odpowiedzi pielęgniarka. Będziesz leżał trzy tygodnie. To pewne!
– Co się u was stało? pyta sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wychodzi.
– Ja jestem ratownikiem. Na fabryce butle z tlenem zaczynają wybuchać, – zaczyna przypominać Tomasz. Wezwali nas. My przybyliśmy przed strażakami. Pomieszczenie jest ogromne, wewnątrz są troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle są porozrzucane, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Ja wychodziłem ostatni Gdy byłem już przy drzwiach, wybuchła kolejna butla Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Nowak Tomasz, – rozlega się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiada poszkodowany. Ale na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Zaraz rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię ty cały we krwi lekarze byli już obok
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawia się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was będzie teraz obchód. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestu lat:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, to znaczy, że będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy wy mnie zszywaliście? pyta Tomasz.
– Nie, Agnieszka Kowalska. Ona przyjdzie pojutrze w ciągu dnia.
***
Mijają dwa dni. Tomasz już próbuje wstawać. Prawda, ból w nogach jest jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył o bramę, dobrze, że zdążył wystawić prawą rękę do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz jest nadal opuchnięta.
Dzisiaj obchód ma przeprowadzić lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwuje.
I oto ona wchodzi. Młoda, szczupła, co prawda w okularach, ale one jej wcale nie szpecą, a biały kitel zupełnie pasuje do niej. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już jest żonaty. Ale po pół roku rozchodzą się charakterami nie zgadzali się, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! mówi lekarka i kieruje się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiecha się. Coś nie tak?
– Daj, obejrzę panią!
I ona pochyla się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Agnieszka Kowalska!!! wykrzykuje.
Ona uważnie patrzy na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! mówi, nie poznając go.
– Ja to Byk, – i wskazuje na wisiorek.
– Tomek Nowak? jej wargi drżą. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No co ty, Agnieszko? widząc łzy w oczach kobiety, on kładzie dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! ona wyjmuje chusteczkę i wyciera oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się w ten sposób.
Więcej tego dnia Agnieszka nie wchodzi do jego sali. Ale Tomasz już wie, że jej grafik jest taki jak jego: dzień, noc i dwa wolne.
Tak nie chce wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbuje chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wychodzi na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany odchodzi. Przychodzi nowa zmiana to widać po rozmowach na korytarzu. Teraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Oto już dziesiąta. Wchodzi pielęgniarka, wyłącza światło w sali. Ale coś nie pozwala zasnąć. Już po północy na korytarzu słychać czyjeś kroki, oto one cichną, i w tej ciszy Tomasz raczej czuje niż słyszy, że na korytarzu ktoś płacze. Wstaje i ostrożnie wychodzi na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedzi i, opuściwszy głowę na ręce, płacze jego była koleżanka z klasy. Podchodzi i kładzie zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się dzieje, Agnieszko!
Ona wstaje i wtula się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która trafiła pod samochód, – łkając ze łzami zaczyna opowiadać. Zrobiłam wszystko co możliwe i niemożliwe Ona teraz jest na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci jej mąż jest teraz z nią w sali
– Uspokój się, Agnieszko!
– Pracuję jako chirurg już trzy lata i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już są nasze zawody. Przez pięć lat też widziałem tyle śmierci, ale przecież my uratowaliśmy niemało żyć, – Tomasz ciężko wzdycha. – Dlatego odeszła ode mnie żona. Mówi, że przychodzę do domu nie w swoim stanie i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie to samo, – ona patrzy mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na szaloną. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– No daj spokój, nam z tobą tylko dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już dwadzieścia siedem.
– Agnieszka Kowalska, jej puls zanika, – krzyczy wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Agnieszka rzuca się na intensywną.
Nie może zasnąć tej nocy. Rano przychodzi pielęgniarka, jak zwykle robi mu zastrzyk.
– Kobieta, której operację robiono tej nocy, żyje? pyta on niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
***
Mijają trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się goją. Z Agnieszką widują się, gdy ma zmiany, ponadto coraz silniej ciągnie go do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem, gdzie można rozmawiać o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchódów lekarz-mężczyzna oznajmia:
– Dzisiaj was wypisuję, – uśmiecha się i dodaje. W sensie, ze szpitala. Od razu idziesz do przychodni, a tam zdecydują, ile jeszcze masz siedzieć na zwolnieniu lekarskim.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się zbytnio. Teraz przygotują wam wypis.
Gdy lekarz wychodzi, Tomasz się goli. Patrząc w lustro, zadowolony zauważa, że dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zbiera się, wychodzi na korytarz. Na spotkanie, trzymając się ściany, idzie pacjentka.
«Ona jednak się wykaraskała!» – mignęła radosna myśl.
Wychodzi pielęgniarka, podaje wypis:
– Do widzenia, Tomasz! Więcej do nas nie trafiaj!
***
Ma swoje jednopokojowe mieszkanie, ale jedzie do rodziców. Przecież mama tak na niego czeka i martwi się. Nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuca się do niego w objęcia matka.
– Wszystko w porządku, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci coś do jedzenia. Jaki chudy się zrobiłeś.
– Ojej, jak ja zatęskniłem za domowym jedzeniem!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. Twój pokój stoi pusty do tej pory, – i krzyczy jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomasz idzie do fryzjera. Wchodzi do swojego mieszkania. Zabiera trochę ubrań. Matka zaraz zaczyna je porządkować.
Wieczorem przychodzi ojciec z pracy. Siadają, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiają do późnej nocy.
Kładzie się spać w swoim pokoju, gdzie spędził dzieciństwo i młodość, ale nie zasypia od razu:
«Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem»
Z tą myślą o następnym wieczorze zasypia daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomasz rano idzie do przychodni. Do południa chodzi po gabinetach. Po południu idzie do pracy, akurat jest jego zmiana.
– Ty dokąd? pyta ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy uczyłem się jeszcze w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki z klasy?
– Dla niepięknej Agnieszki Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś wtedy: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Agnieszka jest teraz chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.Dostaje się niepiękna

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność

W końcu ciemność zaczyna się rozpraszać. Słyszy głos:
Agnieszko Kowalska, to ratownik, tam coś wybuchło.
Przez ból czuje na szyi dotknięcie ręki. Próbuje unieść powieki. Udaje się z trudem. Przed oczami wisiorek w formie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozbrzmiewa głos całkiem blisko.
Rodzice wracają z pracy. Matka natychmiast pędzi do kuchni, zajrzawszy do pokoju, gdzie syn odrabia lekcje. Dariusz natomiast, wchodząc do pokoju, od razu zauważa, że nastrój u syna nie jest najlepszy.
Tomek, co się stało? ojciec klepie go po głowie.
Nic, – mruczy syn, czwartoklasista.
No cóż, dawaj, mów!
Wkrótce Ósme marca. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewczynek.
No i gdzie problem? uśmiecha się ojciec.
Mamy tylu samo chłopców i dziewczynek. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko wzdycha. Mnie przypadła niepiękna, Agnieszka Kowalska.
Wszystkie dziewczynki chcą dostać prezent na Ósme marca, i niepiękne też, – ojciec stara się rozmawiać z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie może się powstrzymać i znowu się uśmiecha.
Według zgodności. Agnieszka to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja akurat Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Do pokoju natychmiast wpada matka:
Co się tu u was dzieje?
Ewo, idź do kuchni, – twarz ojca staje się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Gdy matka wychodzi, Tomek smutnym głosem pyta:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki możesz zrobić prezent? Ty przecież pracujesz na fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A u nas produkuje się wszystkie rodzaje pokryć metali.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przynosi wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wygląda jak złoty. Na jednej stronie wygrawerowane są dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisane:
«Mojej koleżance z klasy Agnieszce na Ósme marca! Tomasz».
Och, jak pięknie ten wisiorek się prezentuje! A gdy mama pakuje go w celofanowy woreczek, wygląda zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódme marca. Nauczycielka nie zamierza prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczają jej prezent. Ona długo dziękuje. Potem ogłasza, żeby chłopcy obdarowali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczyna! Wszyscy chłopcy rzucają się do swoich wybranic. Tomek też podchodzi do Agnieszki Kowalskiej i wypowiada, jak uczył tata:
Agnieszko, gratuluję ci z okazji święta Ósme marca! Być może, kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek kieruje się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważa, jak bije serce tej niepięknej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Agnieszki przeprowadzają się do innej dzielnicy, i sama Agnieszka od piątej klasy zaczyna uczyć się w innej szkole.
***
Tomasz otwiera oczy. Biały sufit w szpitalnej sali. Próbuje poruszyć rękami i nogami. Porusza się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwraca się nie wiadomo do kogo.
Słychać jakiś stukot i do jego łóżka podchodzi chory na kulach, uważnie patrzy na niego i pyta:
Ocknąłeś się? Jesteś w oddziale chirurgii urazowej.
Mam ręce, nogi wszystkie całe? pyta Tomasz cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – informuje tamten radosną nowiną. Tylko zabandażowany jesteś cały od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Wtedy podchodzi pielęgniarka i z troską pyta:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje! odpowiada pytaniem na pytanie Tomasz.
– Nic nie zagraża twojemu życiu. Ręce i nogi będą działać. Tylko blizn zostanie wiele, – podaje włączony telefon. Twoja mama prosiła, żeby zadzwonić, gdy się obudzisz.
– Synku, – rozlega się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – stara się mówić jak najweselej. Powiedziano, że zostaną tylko małe blizny. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolono mi zostać z tobą na noc. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, ty nie martw się zbytnio!
Kładzie telefon obok siebie, próbuje uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, wkrótce to cię nie wypiszą, – uśmiecha się w odpowiedzi pielęgniarka. Będziesz leżał trzy tygodnie. To pewne!
– Co się u was stało? pyta sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wychodzi.
– Ja jestem ratownikiem. Na fabryce butle z tlenem zaczynają wybuchać, – zaczyna przypominać Tomasz. Wezwali nas. My przybyliśmy przed strażakami. Pomieszczenie jest ogromne, wewnątrz są troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, butle są porozrzucane, miejscami ogień. Zaczęliśmy wynosić poszkodowanych Ja wychodziłem ostatni Gdy byłem już przy drzwiach, wybuchła kolejna butla Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.
– Nowak Tomasz, – rozlega się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiada poszkodowany. Ale na razie mogę przywitać się tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Zaraz rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię ty cały we krwi lekarze byli już obok
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawia się uśmiech. – Chyba chcą nas przedstawić do medali.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was będzie teraz obchód. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestu lat:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, to znaczy, że będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
– Czy wy mnie zszywaliście? pyta Tomasz.
– Nie, Agnieszka Kowalska. Ona przyjdzie pojutrze w ciągu dnia.
***
Mijają dwa dni. Tomasz już próbuje wstawać. Prawda, ból w nogach jest jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył o bramę, dobrze, że zdążył wystawić prawą rękę do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz jest nadal opuchnięta.
Dzisiaj obchód ma przeprowadzić lekarz, który przedwczoraj przez pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwuje.
I oto ona wchodzi. Młoda, szczupła, co prawda w okularach, ale one jej wcale nie szpecą, a biały kitel zupełnie pasuje do niej. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już jest żonaty. Ale po pół roku rozchodzą się charakterami nie zgadzali się, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
– Dzień dobry! mówi lekarka i kieruje się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiecha się. Coś nie tak?
– Daj, obejrzę panią!
I ona pochyla się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Agnieszka Kowalska!!! wykrzykuje.
Ona uważnie patrzy na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! mówi, nie poznając go.
– Ja to Byk, – i wskazuje na wisiorek.
– Tomek Nowak? jej wargi drżą. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No co ty, Agnieszko? widząc łzy w oczach kobiety, on kładzie dłoń na jej ręce.
– Przepraszam! ona wyjmuje chusteczkę i wyciera oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się w ten sposób.
Więcej tego dnia Agnieszka nie wchodzi do jego sali. Ale Tomasz już wie, że jej grafik jest taki jak jego: dzień, noc i dwa wolne.
Tak nie chce wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbuje chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wychodzi na korytarz.
Wieczór. Lekarz z dziennej zmiany odchodzi. Przychodzi nowa zmiana to widać po rozmowach na korytarzu. Teraz obchód
I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Oto już dziesiąta. Wchodzi pielęgniarka, wyłącza światło w sali. Ale coś nie pozwala zasnąć. Już po północy na korytarzu słychać czyjeś kroki, oto one cichną, i w tej ciszy Tomasz raczej czuje niż słyszy, że na korytarzu ktoś płacze. Wstaje i ostrożnie wychodzi na korytarz.
Za dyżurnym stołem siedzi i, opuściwszy głowę na ręce, płacze jego była koleżanka z klasy. Podchodzi i kładzie zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się dzieje, Agnieszko!
Ona wstaje i wtula się w jego ramię:
– Operowałam kobietę, która trafiła pod samochód, – łkając ze łzami zaczyna opowiadać. Zrobiłam wszystko co możliwe i niemożliwe Ona teraz jest na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci jej mąż jest teraz z nią w sali
– Uspokój się, Agnieszko!
– Pracuję jako chirurg już trzy lata i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już są nasze zawody. Przez pięć lat też widziałem tyle śmierci, ale przecież my uratowaliśmy niemało żyć, – Tomasz ciężko wzdycha. – Dlatego odeszła ode mnie żona. Mówi, że przychodzę do domu nie w swoim stanie i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści da się żyć.
– U mnie to samo, – ona patrzy mu w twarz. Chłopcy patrzą na mnie jak na szaloną. Do tej pory nie wyszłam za mąż, mieszkam z rodzicami jak nastolatka.
– No daj spokój, nam z tobą tylko dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już dwadzieścia siedem.
– Agnieszka Kowalska, jej puls zanika, – krzyczy wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Agnieszka rzuca się na intensywną.
Nie może zasnąć tej nocy. Rano przychodzi pielęgniarka, jak zwykle robi mu zastrzyk.
– Kobieta, której operację robiono tej nocy, żyje? pyta on niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żyje, ale stan jest bardzo ciężki.
***
Mijają trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się goją. Z Agnieszką widują się, gdy ma zmiany, ponadto coraz silniej ciągnie go do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie jest miejscem, gdzie można rozmawiać o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchódów lekarz-mężczyzna oznajmia:
– Dzisiaj was wypisuję, – uśmiecha się i dodaje. W sensie, ze szpitala. Od razu idziesz do przychodni, a tam zdecydują, ile jeszcze masz siedzieć na zwolnieniu lekarskim.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Nie spiesz się zbytnio. Teraz przygotują wam wypis.
Gdy lekarz wychodzi, Tomasz się goli. Patrząc w lustro, zadowolony zauważa, że dwie pozostałe blizny wcale nie szpecą twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny nie warto zwracać uwagi.
Zbiera się, wychodzi na korytarz. Na spotkanie, trzymając się ściany, idzie pacjentka.
«Ona jednak się wykaraskała!» – mignęła radosna myśl.
Wychodzi pielęgniarka, podaje wypis:
– Do widzenia, Tomasz! Więcej do nas nie trafiaj!
***
Ma swoje jednopokojowe mieszkanie, ale jedzie do rodziców. Przecież mama tak na niego czeka i martwi się. Nawet wzięła urlop.
– Synku! rzuca się do niego w objęcia matka.
– Wszystko w porządku, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci coś do jedzenia. Jaki chudy się zrobiłeś.
– Ojej, jak ja zatęskniłem za domowym jedzeniem!
– Dopóki się nie wyzdrowiejesz i nie ożenisz, będziesz mieszkał w domu rodzinnym. Twój pokój stoi pusty do tej pory, – i krzyczy jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomasz idzie do fryzjera. Wchodzi do swojego mieszkania. Zabiera trochę ubrań. Matka zaraz zaczyna je porządkować.
Wieczorem przychodzi ojciec z pracy. Siadają, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiają do późnej nocy.
Kładzie się spać w swoim pokoju, gdzie spędził dzieciństwo i młodość, ale nie zasypia od razu:
«Jutro trzeba pójść do przychodni. Potem do pracy. A wieczorem»
Z tą myślą o następnym wieczorze zasypia daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomasz rano idzie do przychodni. Do południa chodzi po gabinetach. Po południu idzie do pracy, akurat jest jego zmiana.
– Ty dokąd? pyta ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno temu, gdy uczyłem się jeszcze w czwartej klasie. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki z klasy?
– Dla niepięknej Agnieszki Kowalskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, powiedziałeś wtedy: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
– I to pamiętam.
– Tato, Agnieszka jest teraz chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No proszę!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

siedemnaście + pięć =

Dostała mi się nieładna