Ola, a te twoje zbędne kilogramy?

Pamiętam, że już dawno temu w małym warszawskim domu rozbrzmiewało pytanie: Bogusiu, te twoje dodatkowe kilogramy to nie problem? nie ustawała matka Michała. Ja nie widzę w sobie nadwagi, a poza tym mój przyszły mąż i tak się cieszy, że mam nieco krągłości. Nie każda musi być jak patyczek z marchewką. rzuciła złośliwie Bogumila, przyglądając się jednocześnie Helenie, matce Michała, i jej siostrze Zofii. Z taką bezczelnością Helenę nie ominęło zdziwienie.

Mamo, kupiłaś herbatkę odchudzającą? A nasiona chia? Po co wlałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież dodatkowe kilogramy! wykrzyknął już od małego Michał. I znowu kupiłaś chleb na zakwasie? To niezdrowe! Trzy szklanki wody rano, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda? Brzmiały te uwagi niczym echo z dzieciństwa.

Matka i starsza siostra nieustannie dręczyła ich własna sylwetka. Zofia, trzydziestoosiolatka, nigdy nie wyszła za mąż i przypominała Michała wyszukanego, pochylonego konia z nieugaszonym apetytem. Helenę z kolei charakteryzowała surowość niczym prosta wędka.

Michał miał już dość tej obsesji i szukał ludzi radosnych, z apetytem do życia. Marzył, by przyszła żona różniła się od matki i siostry. I znalazł ją.

Miała na imię Bogusława, lecz wszyscy mówili po prostu Bogna. Imię jej brzmiało miękko, przyjemnie, niczym zapach domowego ciasta. Bogna nie była szczupła mierzyła 173cm, ważyła 85kg, a każdy jej kilogram promieniował zdrowiem i dobrym humorem. Wysokie piersi, smukła talia, kobiece kształty i dołeczki na pulchnych policzkach, które aż prosiły się o drobne pieszczoty. Michał nie mógł oderwać od niej wzroku, gdy pierwszy raz ją zobaczył.

Pewnego wieczoru zawiózł Zofię do banku przy Krakowskiej ulicy, by załatwiła sprawy. Ona wzięła kartę, usiadła w odpowiednim fotelu, a on krążył po holu, czekając. Nagle usłyszał srebrzysty, dzwoniący śmiech, cichy, lecz tak zaraźliwy, że sam nieodparcie się uśmiechnął. Z ciekawością podążył za dźwiękiem.

Śmiała się młoda operatorka przy oknie, obsługując starszego klienta, który opowiadał dowcip. Śmiech jej rozbrzmiał jeszcze raz, a Michał nie potrafił oderwać od niej spojrzenia od falujących włosów po usta w kształcie małej kokardy. Co więcej, jej sylwetka zdawała się być w pełni zrównoważona, co dało się dostrzec gołym okiem.

Jechał samochodem z Zofią, wsłuchując się w jej monotonną opowieść, lecz myślami był już w banku, przy tamtej dziewczynie.

Michał, słuchasz mnie? zapytała nieco niezadowolona siostra.

Oczywiście, Heleno, słucham. wymamrotał, próbując odgadnąć, o czym mówiła.

Powiedz mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka, narzekała Zofia, rozczarowana kolejnym zalotnikiem. Michał skinął współczująco, język mu się przyczepił, jakby chciał dodać: ten drań

Następnego dnia, pod koniec popołudnia, po powrocie do banku zobaczył ją Bognę w miejscu, które w jego wyobraźni było wymarzone. Z ulgą westchnął, poczekał na zamknięcie placówki, wyciągnął z samochodu bukiet róż i podszedł do niej.

Dziewczyno, nie potrzebujesz męża ani zamiennika dla swojej mamy? wymamrotał, podając kwiaty. Jego twarz była tak rozbawiona i zakłopotana, że Bogna wybuchła dźwięcznym śmiechem i przyjęła róże.

Boże, jaka piękność! zachwyciła się, wciągając zapach płatków. Michał patrzył na nią z zachwytem.

Od tego momentu stali się nierozłączni. Czasem w życiu spotyka się kogoś i od razu wie się, że to właśnie ten człowiek, nie trzeba już szukać dalej. Tak stało się z Michałem i Bogną. Po miesiącu znajomości złożył jej oświadczyny, a ona przyjęła je z radością. Zostało tylko poznać rodziców.

Rodzice Bogny przyjęli go przy biesiadnym stole pełnym pierogów, serników i głośnego śmiechu. Matka Bogny, piękna i otwarta, pocałowała go w oba policzki, aż Michał poczuł się nieco zawstydzony. Ojciec przyjaznym gestem poklepał go po ramieniu i zaprowadził do kuchni.

Trzymaj się z dala od kobiet, bo cię przytłoczą, ale nie martw się, dodał Jan, ojciec Bogny, z uśmiechem, moja żona, Jadwiga, jest kobietą spokojną, a Bogna to nasz diament. Dbaj o nią, synu.

Potem siedzieli przy stole, jedli z apetytem, opowiadając zabawne historie. Jan grał na gitarze, a reszta śpiewała refreny. Michał poczuł się jak w domu, jakby znał tę rodzinę od zawsze.

Trzy dni później odwiedzili rodziców Michała. Po drodze wstąpili do cukierni, gdzie Bogna kupiła ręcznie robione eklerki dla pań. O piątej po południu dotarli na miejsce.

Drzwi otworzyła matka Michała, Halina Anatolijewna.

O witajcie, kochani spojrzała zaskoczona na Bognę, trzymając się za klamkę z otwartymi ustami.

Mamo, kocham cię też. Może nie stoimy na progu, a przejdziemy do wnętrza? szepnął Michał, prowadząc matkę do środka.

Oczywiście, synku wejdźcie, wejdźcie A ty, na pewno jesteś tą Bogną? zapytała, przeglądając dziewczynę od stóp do głów.

Tak, jestem Bogna! odpowiedziała, podając rękę Halinie.

Tato, Heleno, mama, to Bogna, moja narzeczona, już złożyliśmy wniosek i wkrótce będziemy mieli ślub. To moja rodzina ojciec Michała, Mikołaj Sławomir, siostra Zofia, matka Halina i ja przedstawił ją wszystkim.

Wieść o ślubie była dla nich niespodzianką; w pokoju zapadła cisza, słychać było jedynie stukot sztućców.

Bogna! Cieszymy się z was, a może przynieśliście butelkę? To w sam raz! I jakieś słodkości dla dziewczyn rozładował atmosferę ojciec Mikołaj, sięgając po butelkę wina.

Nie, nie jemy ciast, zwłaszcza po nocach westchnęła Halina, odpychając pudełko z deserami.

Nie jedzcie, a my zjemy! Dajcie tę skrzynkę, zobaczymy, co w niej jest. Myślę, że Bogna nic złego nie przyniesie. żartował z uśmiechem ojciec.

Wszyscy usiedli, a na stole pojawiły się czekolady, lekkie przekąski i butelka szampana. Odkręcili korek, stuknęli kieliszkami i znowu zapadła nieco niezręczna cisza.

Mamo, poznałem rodziców Bogny. Są wspaniali, spodoba wam się powiedział Michał, chcąc przełamać milczenie. Bogna przyglądała się kieliszkowi, a Zofia nie odrywała wzroku od niej. Ojciec opowiadał żart, wszyscy się roześmiali, a napięcie nieco ulotniło się.

Bogna, nie martw się, mam świetnego specjalistę, przyprowadzę cię do niego, a on pomoże rozwiązać twój problem nagle wtrąciła się matka.

Problem? Nie mam problemu odpowiedziała z zadziwieniem.

No właśnie, Bogna, te twoje dodatkowe kilogramy czy to nie kłopot? powtórzyła matka Michała, nie ustępując.

Według mnie nie mam nadwagi, a mój przyszły mąż i tak mnie lubi. Nie każda musi być jak patyczek. odparła żartobliwie Bogna, patrząc na Helenę i Halinę. Złość Heleny rozgrzała się nagle.

Bogno, masz dwadzieścia nadmiernych kilogramów! To niezdrowe. Kiedy urodzisz dziecko, nie wiem, co się stanie

Gdy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, a mój ukochany i dziecko będą przy mnie. A ty, Heleno, jesteś zamężna? Pewna jestem, że szczupła kobieta musi mieć przystojniaka i przynajmniej dwójkę dzieci odpowiedziała z satysfakcją, gryząc ciastko.

Helenę nie udało się dodać kolejnych słów; Mikołaj wtrącił się, napełnił kieliszki i wzniósł toast:

Za kobiety tej rodziny, różne, lecz ukochane!

Wyszli na ulicę po dwóch godzinach, spojrzeli na siebie, westchnęli jednocześnie i wybuchli śmiechem, nie ukrywając radości.

Nie spodziewałam się, że przyszła teściowa powie mi, że jestem pełna zaśmiała się Bogna.

Bogno, jesteś piękna i o tym wiesz! A matka i siostra? Przebacz im szerokim sercem. Krewnych nie wybieramy.

Ślub miał się odbyć 25 sierpnia. Tego dnia krewni i przyjaciele zebrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego, a po ceremonii goście wpadli do restauracji.

Panna młoda lśniła w eleganckiej sukni, podkreślającej jej kobiecą sylwetkę. Pan młody nie mógł oderwać od niej oczu. Matka panny, Jadwiga Eugeniuszowa, nie ustępowała w pięknie i wdzięku. Sukienka podkreślała jej kształty, a mężczyźni z uwagą przyglądali się jej. Była zupełnym kontrapunktem do surowej, niskiej teściowej, uroczej w skromnym stroju. Siostra Michała, Zofia, była kopią matki, tylko młodsza.

Muzyka zabrzmiała, młoda para ruszyła w pierwszy taniec. Kręcili się pod czarującą melodią, a goście patrzyli, jakby nic innego nie istniało na świecie tylko oni dwoje.

A może narzeczona nieco odchudziłaby się? wtrącił się z niezadowoleniem ojciec Michała.

Słowo nie wylatuje, jak ptak, nie da się go złapać pomyślała Halina, choć już było za późno, by cofnąć wypowiedziane słowa.

Mężczyźni nie rzucają się na kości, wolą normalne, żywe kobiety. Twój syn, przy okazji, jest wśród nich. A wy, teściowo, lepiej zachowujcie się ostrożniej, bo ja, choć delikatna, jestem nerwowa. Nie dam rady, gdy chodzi o moją córkę wtrąciła się Jadwiga, gestykulując pełnym biustem i podpierając się ręką o ścianę.

Kobiety patrzyły na siebie przeszywającymi spojrzeniami; Halina wyglądała na przestraszoną, Jadwiga na wściekłą. Sytuację rozładował Iwan Dymitr, który szybko ogarnął zawrót głowy.

Dziewczyny! Widzę, że już się zaprzyjaźniłyście. Muszę jednak zabrąć moją żonę, droga Halino! Jadwiga, zapraszam cię na taniec. Młodzi zatańczyli, teraz nasza kolej.

Chwycił żonę za talię i ruszyli w walc. Muzyka brzmiała, a twarze wokół promieniały radością. Ślub rozbrzmiewał i tańczył, niczym słynna piosenka.

Pozostaje nadzieja, że młode będą żyć, rozwijać się i zbierać dobra bo to najważniejsze, prawda?

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + siedem =

Ola, a te twoje zbędne kilogramy?