Cicha decyzja Lilki: Studentka rodzi córeczkę w tajemnicy, chce oddać ją do adopcji – poruszająca hi…

Słuchaj, chcę Ci opowiedzieć historię, która ostatnio mocno mnie poruszyła. Pracuję jako położna już dobre kilka lat, więc różne rzeczy widziałam i piękne, i trudne. Generalnie w naszym szpitalu raczej nie wtrącamy się w sprawy rodzin pacjentek, ale ostatnio czułam, że muszę pomóc jednej młodej dziewczynie w bardzo nietypowej sytuacji.

Oliwia, bo tak miała na imię ta dziewczyna typowo polskie imię, wiesz, takie delikatne, ale z charakterem. Trafiła do szpitala w Warszawie, kompletnie samotna, z brzuchem już na ostatniej prostej. Przez całe dziewięć miesięcy nie była u żadnego lekarza, a na moje pytania odpowiadała bardzo niechętnie, zresztą przed porodem nie było czasu na długie rozmowy.

Poród miał niesamowicie spokojny przebieg. Oliwia cicho sobie jęczała, wykonywała wszystko, co jej mówiłam, serio powinna uczyć w szkole rodzenia, bo była wzorem. Kiedy urodziła przepiękną dziewczynkę, mała od razu zaczęła głośno płakać, a ja wtedy powiedziałam jej, że mamy nowego człowieka na świecie i że jest zdrowa, silna, powinniśmy się cieszyć. Oliwia patrzyła na córeczkę z łzami, płakała cicho, nie wiedziałam jeszcze, co siedzi jej w głowie.

Po wszystkim, na oddziale, powiedziała nam wprost, że chce oddać dziecko do adopcji. Prosiła, żebyśmy poinformowali odpowiednie instytucje, nie chciała nawet karmić małej. Próbowałyśmy ją przekonywać, że działa pod wpływem emocji, że może zmieni zdanie ale ona była stanowcza, odsuwała się od córki, prosiła, żeby ją zostawić.

Mała nie chciała sztucznej mieszanki, tylko łapała zapach mleka mamy, wyginała się szukając piersi, instynkt był tak silny… Ale mama nie miała w sobie siły, by ją przytulić. Dziewczynka zaczęła tracić na wadze.

Na mojej następnej zmianie nie mogłam tak tego zostawić. Wzięłam malutką i poszłam do Oliwii, mimo że reszta zespołu odradzała mi taki krok. Jasno powiedziałam jej, że w tej chwili jej postawa szkodzi dziecku. Prawie wymusiłam, żeby spróbowała nakarmić córkę. Jak tylko przystawiła małą do piersi, ta zaczęła ssać z taką energią, że aż łzy mi stanęły w oczach. Zostawiłam je same niby miałam coś do zrobienia, ale chciałam im dać chwilę bliskości.

Gdy wróciłam pół godziny później, zobaczyłam, że śpią przytulone, mama delikatnie obejmowała córeczkę, wyglądały po prostu wzruszająco. Chwilę później Oliwia wyszła z malutką na korytarz, usiadła tuż obok mojego biurka i wyobraź sobie zaczęła mi się zwierzać.

Dowiedziałam się, że ojcem dziewczynki był znany warszawski biznesmen Marek Zając. Żonaty, nie chciał tego dziecka, namawiał ją do usunięcia, ale Oliwia zdecydowała się urodzić. Gdy Marek zrozumiał, że sprawa jest poważna, powiedział wszystko swojej żonie. Ona niby wybaczyła, ale w rzeczywistości zrobiła awanturę Oliwii, naciskała, żeby oddała dziecko. Szantażowała ją pieniędzmi, potem groziła, w końcu Marek zniknął z Warszawy, a żona nie dawała spokoju, aż Oliwia uznała, że sama nie da rady.

Na końcu rozmowy Oliwia spojrzała mi prosto w oczy: Chciałabym zatrzymać córeczkę, ale nie wiem, jak sobie poradzę w akademiku i bez złotówki… mówi takim tonem, że serce pęka. Wiesz co? Po prostu ją przytuliłam, pochwaliłam za odwagę, powiedziałam, że nie jest sama.

Naszym ordynatorem jest doktor Janusz Baran, świetny facet, dużo kontaktów w Warszawie, więc udało się skontaktować z Markiem. Ku naszemu zaskoczeniu, Marek przyszedł do szpitala jeszcze tego samego dnia. Był całkiem w porządku, bez kombinowania, spokojnie rozmawiał. Zaproponował, że wynajmie Oliwii mieszkanie w Warszawie na rok od razu zapłacił całość, przelał jej na konto sporą sumę, żeby miała na pierwsze potrzeby i obiecał, że będzie się opiekował córką. Chyba sumienie mu się odezwało i w końcu poczuł się ojcem.

Jak wyszły ze szpitala, Oliwia przeprowadziła się do nowego mieszkania i na starcie dostała tyle, że nie musiała się martwić o podstawowe rzeczy. Marek faktycznie dotrzymał słowa, a ja mam cichą nadzieję, że te dwie dziewczyny stworzą rodzinę pełną miłości. Naprawdę wzruszyłam się tą historią, bo pokazuje, że nawet w trudnych chwilach można znaleźć wsparcie i wyjście. Trzymam za nie mocno kciuki.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + 19 =

Cicha decyzja Lilki: Studentka rodzi córeczkę w tajemnicy, chce oddać ją do adopcji – poruszająca hi…