Dostała mi się nieładna

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
W końcu ciemność zaczyna się rozpraszać. Słyszy głos:
Kingo, to ratownik, tam coś wybuchło.
Przez ból czuje na szyi dotyk ręki. Próbuje unieść powieki. Udaje się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozlega się głos tuż obok.
Rodzice wracają z pracy. Matka od razu pędzi do kuchni, zaglądając po drodze do pokoju, gdzie syn odrabia lekcje. Dariusz natomiast, wchodząc do środka, od razu zauważa, że nastrój syna nie jest najlepszy.
Tomek, co się stało? ojciec głaszcze go po głowie.
Nic, – burczy syn, uczeń czwartej klasy.
No, dawaj, mów!
Wkrótce Dzień Kobiet. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewcząt.
No, i gdzie problem? uśmiecha się ojciec.
U nas chłopaków i dziewcząt tyle samo. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko wzdycha. Mnie przypadła nieładna, Kinga Wiśniewska.
Wszystkie dziewczęta chcą dostać prezent na Dzień Kobiet, i nieładne też, – ojciec stara się mówić z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie może się powstrzymać i znów się uśmiecha.
Według zgodności. Kinga to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Do pokoju zaraz wbiega matka:
Co się tu dzieje?
Ewo, idź do kuchni, – twarz ojca staje się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Kiedy matka wychodzi, Tomek smutnym głosem pyta:
Tato, i co ja mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki ty możesz zrobić prezent? Ty przecież pracujesz w fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. I tam wszystkie rodzaje pokryć metali są wykonywane.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przynosi wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wygląda na złoty. Na jednej stronie wygrawerowane są dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisane:
«Mojej koleżance Kindze na Dzień Kobiet! Tomek».
Och, jak ten wisiorek pięknie wygląda! A kiedy mama pakuje go w celofanowy woreczek, wygląda zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódmy marca. Nauczycielka nie zamierza prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczają jej prezent. Ona długo dziękuje. Potem ogłasza, żeby chłopcy dali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczyna! Wszyscy chłopcy rzucają się do swoich wybranek. Tomek też podchodzi do Kingi Wiśniewskiej i wypowiada, jak uczył tata:
Kingo, gratuluję ci święta Dzień Kobiet! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek kieruje się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważa, jak zabiło serce tej nieładnej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Kingi przeprowadzają się do innej dzielnicy, i sama Kinga od piątej klasy zaczyna uczyć się w innej szkole.
***
Tomasz otwiera oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Próbuje poruszyć rękami i nogami. Porusza się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwraca się nie wiadomo do kogo.
Słychać jakiś stukot i do jego łóżka podchodzi pacjent na kulach, uważnie patrzy na niego i pyta:
Ocknąłeś się? Jesteś na oddziale chirurgii nagłej.
Mam ręce, nogi całe? pyta Tomasz cichym głosem.
Wydaje się, wszystko na miejscu, – informuje tamten radosną wieść. Tylko zabandażowany jesteś od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Tu podchodzi pielęgniarka i współczująco pyta:
Jak się czujesz?
Co się ze mną dzieje! odpowiada pytaniem na pytanie Tomasz.
Twojemu życiu nic nie grozi. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn dużo zostanie, – podaje włączony telefon. Mama twoja prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
Syneczku, – rozlega się przez łzy głos matki.
Mamo, wszystko w porządku, – stara się mówić jak najweselej. Powiedzieli, że tylko małe blizny zostaną. Wkrótce wypiszą.
Nie pozwolili mi z tobą zostać w nocy. Syneczku, zaraz przyjdę.
Mamo, ty szczególnie się nie martw!
Położył telefon obok siebie, próbuje uśmiechnąć się do pielęgniarki:
Dziękuję!
No, wkrótce cię nie wypiszą, – uśmiecha się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To pewne!
Co u was się stało? pyta sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wychodzi.
Ja jestem ratownikiem. W fabryce butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczyna przypominać Tomasz. Wezwali nas. Przyjechaliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz pomieszczenia troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, tam butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy poszkodowanych wynosić Ja wychodziłem ostatni Gdy już był przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
Tak, dostało ci się.
Kowalski Tomasz, – rozlega się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
Cześć, Tomek! Jak się masz?
Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiada poszkodowany. Ale przywitać się na razie mogę tylko lewą ręką!
Daj spokój!
Co tam dalej było?
My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię byłeś cały we krwi lekarze już byli obok
Dziękuję!
Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawia się uśmiech. – Wydaje się, że chcą nas przedstawić do medali.
Do tego czasu mnie wypiszą.
No, idę. U was teraz obchód będzie. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
No, jak tam, bohaterze? podchodzi do jego łóżka.
Normalnie.
Skoro już rozmawiasz, znaczy będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
Wy mnie szyliście? pyta Tomasz.
Nie, Kinga Wiśniewska. Ona pojutrze przyjdzie w ciągu dnia.
***
Minęły dwa dni. Tomasz już próbuje wstawać. Prawda, ból w nogach jest jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył o drzwi, dobrze, że prawą rękę zdążył wystawić do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dzisiaj obchód powinien przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwuje.
I oto wchodzi. Młoda, szczupła, prawda w okularach, ale one jej wcale nie psują, a biały kitel zupełnie do niej pasuje. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już był żonaty. Ale po pół roku się rozstali charakterami się nie zgadzali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
Dzień dobry! wypowiada lekarz i kieruje się do jego łóżka.
Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
Ja, – uśmiecha się. Coś nie tak?
Pozwól, że cię obejrzę!
I ona pochyla się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
Kinga Wiśniewska!!! wykrzykuje.
Ona uważnie patrzy na jego opuchniętą twarz.
Przepraszam! wypowiada, tak i nie poznając.
Ja jestem Byk, – i wskazuje na wisiorek.
Tomek Kowalski? jej usta drżą. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
No, co ty, Kinga? widząc, na oczach kobiety łzy, opuszcza dłoń na jej rękę.
Przepraszam! ona wyciąga chusteczkę i ociera oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się tak.
Więcej tego dnia Kinga do jego sali nie wchodzi. Ale Tomasz już rozumie, że jej grafik, jak i jego: w dzień, w noc i dwa dni wolne.
Nie chce wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbuje chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wychodzi na korytarz.
Wieczór. Lekarz pracujący na zmianie dziennej odszedł. Przychodzi nowa zmiana to czuć po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód
I nagle krzyki, pospieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Oto już i dziesiąta. Wchodzi pielęgniarka, wyłącza w sali światło. Ale jakoś nie śpi się. Już po północy na korytarzu słychać czyjeś kroki, oto one cichną, i w tej ciszy Tomasz raczej czuje niż słyszy, że na korytarzu ktoś płacze. Wstaje i ostrożnie wychodzi na korytarz.
Za dyżurką siedzi i, opuściwszy głowę na ręce, płacze jego była koleżanka z klasy. Podchodzi, kładzie zdrową rękę na jej ramieniu:
Co się dzieje, Kinga!
Ona wstaje, wtula się w jego ramię:
Operowałam kobietę, ona wpadła pod samochód, – łkając ze łzami zaczyna opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Ona teraz na intensywnej, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jej teraz z nią na sali
Uspokój się, Kinga!
Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
Uspokój się, uspokój się! Takie już u nas z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież my z tobą uratowaliśmy niemało żyć, – Tomasz ciężko wzdycha. – Dlatego odeszła ode mnie żona. Mówi: że sam nie swój wracam do domu i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści żyć można.
U mnie wszystko to samo, – patrzy mu w twarz. Chłopaki patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, jak nastolatka mieszkam z rodzicami.
Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.
Kinga Wiśniewska, u niej puls zanika, – krzyczy, wybiegająca pielęgniarka.
Przepraszam! i Kinga rzuca się na intensywną.
Nie może zasnąć tej nocy. Rano przychodzi pielęgniarka, jak zwykle robi mu zastrzyk.
Kobieta, której dziś w nocy operowałaś, żyje? pyta niespodziewanie nawet dla siebie.
Żyje, ale stan skrajnie ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się zagoiły. Z Kingą widują się, gdy są jej zmiany, więcej tego coraz silniej ciągnie go do niej. Ale oddział chirurgii nagłej nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna informuje:
Dziś cię wypisuję, – uśmiecha się i dodaje. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do waszej przychodni, a tam już zdecydują ile jeszcze będziesz na zwolnieniu.
Można się zbierać!
Tak, tak! Szczególnie się nie spiesz. Teraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wychodzi, Tomasz się goli. Patrząc w lustro, zadowalająco zauważa, że dwie pozostałe blizny wcale nie psują twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny wcale nie warto zwracać uwagi.
Zbiera się, wychodzi na korytarz. Naprzeciw, trzymając się ściany idzie pacjentka.
«Ona jednak się wykaraskała!» – przemyka radosna myśl.
Wychodzi pielęgniarka, podaje wypis:
Do widzenia, Tomaszu! Więcej do nas nie trafiaj!
***
Ma swoje jednopokojowe mieszkanie, ale jedzie do rodziców. Przecież mama tak na niego czeka i martwi się. Nawet urlop wzięła.
Syneczku! rzuca się do niego w ramiona matka.
Już, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy się stał.
O, jak ja za domowym jedzeniem tęskniłem!
Dopóki się nie poprawisz i nie ożenisz będziesz w rodzinnym domu mieszkać. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyczy jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomasz poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczyna je prasować.
Wieczorem przychodzi ojciec z pracy. Siadają, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiają do późnej nocy.
Kładzie się spać w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale nie zasypia od razu:
«Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem»
Z tą myślą o następnym wieczorze zasypia daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomasz z rana idzie do przychodni. Do obiadu chodzi po gabinetach. Po obiedzie idzie do siebie do pracy, akurat jego zmiana jest.
Ty, dokąd? pyta ojciec.
Tato, pamiętasz dawno-dawno, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
Dla nieładnej Kingi Wiśniewskiej? Pamiętam.
Pamiętasz, mówiłeś jeszcze: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
I to pamiętam.
Tato, Kinga teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
No to, tak!
Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność
W końcu ciemność zaczyna się rozpraszać. Słyszy głos:
Kingo, to ratownik, tam coś wybuchło.
Przez ból czuje na szyi dotyk ręki. Próbuje unieść powieki. Udaje się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozlega się głos tuż obok.
Rodzice wracają z pracy. Matka od razu pędzi do kuchni, zaglądając po drodze do pokoju, gdzie syn odrabia lekcje. Dariusz natomiast, wchodząc do środka, od razu zauważa, że nastrój syna nie jest najlepszy.
Tomek, co się stało? ojciec głaszcze go po głowie.
Nic, – burczy syn, uczeń czwartej klasy.
No, dawaj, mów!
Wkrótce Dzień Kobiet. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy przygotować prezenty dla dziewcząt.
No, i gdzie problem? uśmiecha się ojciec.
U nas chłopaków i dziewcząt tyle samo. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn ciężko wzdycha. Mnie przypadła nieładna, Kinga Wiśniewska.
Wszystkie dziewczęta chcą dostać prezent na Dzień Kobiet, i nieładne też, – ojciec stara się mówić z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie może się powstrzymać i znów się uśmiecha.
Według zgodności. Kinga to Panna, a Pannom najbardziej pasuje Byk. A ja właśnie Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
Ojciec nie wytrzymuje i wybucha śmiechem. Do pokoju zaraz wbiega matka:
Co się tu dzieje?
Ewo, idź do kuchni, – twarz ojca staje się surowa. Mamy z synem poważną rozmowę.
Kiedy matka wychodzi, Tomek smutnym głosem pyta:
Tato, i co ja mam teraz zrobić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię dla twojej wybranki prezent.
Tato, jaki ty możesz zrobić prezent? Ty przecież pracujesz w fabryce.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. I tam wszystkie rodzaje pokryć metali są wykonywane.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!
***
Następnego dnia ojciec przynosi wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wygląda na złoty. Na jednej stronie wygrawerowane są dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisane:
«Mojej koleżance Kindze na Dzień Kobiet! Tomek».
Och, jak ten wisiorek pięknie wygląda! A kiedy mama pakuje go w celofanowy woreczek, wygląda zupełnie rewelacyjnie.
***
I oto siódmy marca. Nauczycielka nie zamierza prowadzić lekcji. Najpierw uczniowie wręczają jej prezent. Ona długo dziękuje. Potem ogłasza, żeby chłopcy dali prezenty dziewczynkom.
Co się tu zaczyna! Wszyscy chłopcy rzucają się do swoich wybranek. Tomek też podchodzi do Kingi Wiśniewskiej i wypowiada, jak uczył tata:
Kingo, gratuluję ci święta Dzień Kobiet! Być może kiedyś los połączy Byka i Pannę.
Po wypowiedzeniu wyuczonej frazy Tomek kieruje się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważa, jak zabiło serce tej nieładnej, jego zdaniem, dziewczynki.
Wkrótce rodzice Kingi przeprowadzają się do innej dzielnicy, i sama Kinga od piątej klasy zaczyna uczyć się w innej szkole.
***
Tomasz otwiera oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Próbuje poruszyć rękami i nogami. Porusza się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwraca się nie wiadomo do kogo.
Słychać jakiś stukot i do jego łóżka podchodzi pacjent na kulach, uważnie patrzy na niego i pyta:
Ocknąłeś się? Jesteś na oddziale chirurgii nagłej.
Mam ręce, nogi całe? pyta Tomasz cichym głosem.
Wydaje się, wszystko na miejscu, – informuje tamten radosną wieść. Tylko zabandażowany jesteś od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.
Tu podchodzi pielęgniarka i współczująco pyta:
Jak się czujesz?
Co się ze mną dzieje! odpowiada pytaniem na pytanie Tomasz.
Twojemu życiu nic nie grozi. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn dużo zostanie, – podaje włączony telefon. Mama twoja prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.
Syneczku, – rozlega się przez łzy głos matki.
Mamo, wszystko w porządku, – stara się mówić jak najweselej. Powiedzieli, że tylko małe blizny zostaną. Wkrótce wypiszą.
Nie pozwolili mi z tobą zostać w nocy. Syneczku, zaraz przyjdę.
Mamo, ty szczególnie się nie martw!
Położył telefon obok siebie, próbuje uśmiechnąć się do pielęgniarki:
Dziękuję!
No, wkrótce cię nie wypiszą, – uśmiecha się w odpowiedzi pielęgniarka. Trzy tygodnie poleżysz. To pewne!
Co u was się stało? pyta sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wychodzi.
Ja jestem ratownikiem. W fabryce butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczyna przypominać Tomasz. Wezwali nas. Przyjechaliśmy przed strażą pożarną. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz pomieszczenia troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, tam butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy poszkodowanych wynosić Ja wychodziłem ostatni Gdy już był przy drzwiach, kolejna butla wybuchła Dalej nie pamiętam.
Tak, dostało ci się.
Kowalski Tomasz, – rozlega się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
Cześć, Tomek! Jak się masz?
Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiada poszkodowany. Ale przywitać się na razie mogę tylko lewą ręką!
Daj spokój!
Co tam dalej było?
My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Od razu rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię byłeś cały we krwi lekarze już byli obok
Dziękuję!
Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawia się uśmiech. – Wydaje się, że chcą nas przedstawić do medali.
Do tego czasu mnie wypiszą.
No, idę. U was teraz obchód będzie. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie za długo.
Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
No, jak tam, bohaterze? podchodzi do jego łóżka.
Normalnie.
Skoro już rozmawiasz, znaczy będziesz żył. Dawaj, obejrzę cię!
Wy mnie szyliście? pyta Tomasz.
Nie, Kinga Wiśniewska. Ona pojutrze przyjdzie w ciągu dnia.
***
Minęły dwa dni. Tomasz już próbuje wstawać. Prawda, ból w nogach jest jeszcze silny, prawa ręka rozdarta. A ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, uderzył o drzwi, dobrze, że prawą rękę zdążył wystawić do przodu. Spojrzał w lustro. Twarz wciąż opuchnięta.
Dzisiaj obchód powinien przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwuje.
I oto wchodzi. Młoda, szczupła, prawda w okularach, ale one jej wcale nie psują, a biały kitel zupełnie do niej pasuje. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już był żonaty. Ale po pół roku się rozstali charakterami się nie zgadzali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie nie podobała się pensja ratownika.
Dzień dobry! wypowiada lekarz i kieruje się do jego łóżka.
Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
Ja, – uśmiecha się. Coś nie tak?
Pozwól, że cię obejrzę!
I ona pochyla się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
Kinga Wiśniewska!!! wykrzykuje.
Ona uważnie patrzy na jego opuchniętą twarz.
Przepraszam! wypowiada, tak i nie poznając.
Ja jestem Byk, – i wskazuje na wisiorek.
Tomek Kowalski? jej usta drżą. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
No, co ty, Kinga? widząc, na oczach kobiety łzy, opuszcza dłoń na jej rękę.
Przepraszam! ona wyciąga chusteczkę i ociera oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się tak.
Więcej tego dnia Kinga do jego sali nie wchodzi. Ale Tomasz już rozumie, że jej grafik, jak i jego: w dzień, w noc i dwa dni wolne.
Nie chce wyglądać przed nią bezradnie. Cały następny dzień próbuje chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się ściany, wychodzi na korytarz.
Wieczór. Lekarz pracujący na zmianie dziennej odszedł. Przychodzi nowa zmiana to czuć po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód
I nagle krzyki, pospieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy przywożą kolejnego poszkodowanego.
Oto już i dziesiąta. Wchodzi pielęgniarka, wyłącza w sali światło. Ale jakoś nie śpi się. Już po północy na korytarzu słychać czyjeś kroki, oto one cichną, i w tej ciszy Tomasz raczej czuje niż słyszy, że na korytarzu ktoś płacze. Wstaje i ostrożnie wychodzi na korytarz.
Za dyżurką siedzi i, opuściwszy głowę na ręce, płacze jego była koleżanka z klasy. Podchodzi, kładzie zdrową rękę na jej ramieniu:
Co się dzieje, Kinga!
Ona wstaje, wtula się w jego ramię:
Operowałam kobietę, ona wpadła pod samochód, – łkając ze łzami zaczyna opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Ona teraz na intensywnej, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jej teraz z nią na sali
Uspokój się, Kinga!
Trzy lata już pracuję jako chirurg i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
Uspokój się, uspokój się! Takie już u nas z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież my z tobą uratowaliśmy niemało żyć, – Tomasz ciężko wzdycha. – Dlatego odeszła ode mnie żona. Mówi: że sam nie swój wracam do domu i mało zarabiam. A u mnie zawsze wychodzi czterdzieści żyć można.
U mnie wszystko to samo, – patrzy mu w twarz. Chłopaki patrzą na mnie jak na wariatkę. Do tej pory nie wyszłam za mąż, jak nastolatka mieszkam z rodzicami.
Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.
Kinga Wiśniewska, u niej puls zanika, – krzyczy, wybiegająca pielęgniarka.
Przepraszam! i Kinga rzuca się na intensywną.
Nie może zasnąć tej nocy. Rano przychodzi pielęgniarka, jak zwykle robi mu zastrzyk.
Kobieta, której dziś w nocy operowałaś, żyje? pyta niespodziewanie nawet dla siebie.
Żyje, ale stan skrajnie ciężki.
***
Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się zagoiły. Z Kingą widują się, gdy są jej zmiany, więcej tego coraz silniej ciągnie go do niej. Ale oddział chirurgii nagłej nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.
I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna informuje:
Dziś cię wypisuję, – uśmiecha się i dodaje. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do waszej przychodni, a tam już zdecydują ile jeszcze będziesz na zwolnieniu.
Można się zbierać!
Tak, tak! Szczególnie się nie spiesz. Teraz przygotują ci wypis.
Gdy lekarz wychodzi, Tomasz się goli. Patrząc w lustro, zadowalająco zauważa, że dwie pozostałe blizny wcale nie psują twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny wcale nie warto zwracać uwagi.
Zbiera się, wychodzi na korytarz. Naprzeciw, trzymając się ściany idzie pacjentka.
«Ona jednak się wykaraskała!» – przemyka radosna myśl.
Wychodzi pielęgniarka, podaje wypis:
Do widzenia, Tomaszu! Więcej do nas nie trafiaj!
***
Ma swoje jednopokojowe mieszkanie, ale jedzie do rodziców. Przecież mama tak na niego czeka i martwi się. Nawet urlop wzięła.
Syneczku! rzuca się do niego w ramiona matka.
Już, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy się stał.
O, jak ja za domowym jedzeniem tęskniłem!
Dopóki się nie poprawisz i nie ożenisz będziesz w rodzinnym domu mieszkać. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyczy jakby do dziecka. Idź, umyj ręce!
***
Do wieczora Tomasz poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczyna je prasować.
Wieczorem przychodzi ojciec z pracy. Siadają, jak dawniej, wszyscy razem i rozmawiają do późnej nocy.
Kładzie się spać w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale nie zasypia od razu:
«Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem»
Z tą myślą o następnym wieczorze zasypia daleko po północy.
***
Następnego dnia Tomasz z rana idzie do przychodni. Do obiadu chodzi po gabinetach. Po obiedzie idzie do siebie do pracy, akurat jego zmiana jest.
Ty, dokąd? pyta ojciec.
Tato, pamiętasz dawno-dawno, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Zrobiłeś mi wisiorek na prezent dla koleżanki?
Dla nieładnej Kingi Wiśniewskiej? Pamiętam.
Pamiętasz, mówiłeś jeszcze: Wyrośniesz, może jeszcze się w niej zakochasz.
I to pamiętam.
Tato, Kinga teraz jest chirurgiem. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
No to, tak!
Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!
***
Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 5 =

Dostała mi się nieładna