Drogi Dzienniku,
Dziś wpadła mi na myśl cała ta szara codzienność, którą od lat noszę w sercu jak ciężki płaszcz. Kiedy moje dziecko leżało już w kołysce, moja matka, ciotka Łucja, zbladła i rzekła:
Grażyno, nie jesteś już moją córką. Skąd ten chłopak, co przyniósł mu tę nieznaną twarz? Wstydzę się ciebie. Przenieś się do babci i żyj jak dorosła, poczuj odpowiedzialność za własne czyny.
Następnego wieczoru usłyszałam połączenie od przyjaciółki Małgorzaty:
Grażyno, przybyli ludzie w delegacji, by pomóc nam w warszawskich remontach. Chcesz iść ze mną do klubu? mówiła, rozkładając się wygodnie w fotelu.
Małgorzato, a co z Władkiem? Z kim zostanę? Czy mam go zabrać ze sobą? zaśmiała się, rozglądając się wokół.
Małgorzata delikatnie spytała:
A może poprosimy ciotkę Łucję?
Ciotka machnęła ręką, jakby nie miała siły.
Nie! Ona wciąż nie wybaczyła mi narodzin syna, bo chciała, żebym wyszła za Andrzeja, a ja zamiast tego pojechałam na studia. Nie skończyłam, ale wróciłam z brzuchem pełnym niepokoju. Cały rok gniewała się na mnie, dopiero dwa miesiące temu zaczęła rozmawiać. Idź więc z kimś, może znajdziesz szczęście.
Westchnęłam i przyznałam:
Dobrze, pójdę z Tosia. Jutro wszystko ci opowiem.
Po kolacji położyłam synka spać i wyszłam na werandę. Dźwięk muzyki z pobliskiego klubu docierał do mojego domu. Owinęłam się w płaszcz i wyobrażałam sobie, jak ludzie tańczą i się bawią. Małgorzata pewnie znów założyła swoją tygrysią sukienkę. Uśmiechnęłam się cicho, czując się niczym tygrysia gąsienica. Z żalem podeszłam do łóżka i położyłam się spać.
Rankiem, przy świcie, przyszybowała Małgorzata, a ku naszemu zaskoczeniu zjawiła się też moja mama. Próbowałam przycisnąć palec do warg, by ją uciszyć, ale Małgorzata wpadła w kadr, nie dając sobie rady.
Co za pech, że nie byłaś wczoraj. Były tam chłopcy, a nawet jeden odprowadzał mnie powiedziała, podając rękę. Nazywają go Wojtek. Gada, ma humor. Dziś idę na randkę.
Mama, ze złośliwym uśmiechem, zapytała:
Pewnie już zaślubiony?
Małgorzata wzruszyła ramionami:
Nie wiem, nie zerknęłam w paszport. A jeśli tak, to przynajmniej będę miała o czym wspominać.
Ech, dziewczyny, co wy kombinujecie? Ten Andrzej to nie jest złe męża. Ja przegapiłam swoje szczęście, ale ty, Małgorzato, wciąż możesz mu zamieszać głowę wtrąciła ciotka Łucja, rozbawiona własnym pomysłem.
Ciociu Łucjo, co ty mówisz! Kto go potrzebuje? I matka też! Boże, niech to szczęście nie przychodzi! wykrzyknęła Małgorzata, po czym odwróciła się w stronę mnie.
Był tam chłopak, któremu nie oderwać oczu. Wszystkie dziewczyny wpadły w zachwyt. On stał z kolegami i odszedł sam. Nie zaprosił nikogo do tańca.
Nagle ciotka Łucja zamyśliła się i rzekła:
Grażyno, ty też idź do klubu. A ja zostanę z Władkiem. Może spotkasz kogoś poważnego, niezależnego. Władek potrzebuje ojca, ale nie szukaj mężów. One wyczuwają, że kobieta jest sama. Rozumiesz?
Skinęłam głową, nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście, i przytuliłam mamę. Wtedy usłyszałam:
Idź już, nie rób wrażenia.
W swojej najładniejszej sukni stałam z przyjaciółkami, rozmawiając i wspominając beztroskie chwile.
Patrzcie, on znowu przyszł szepnęły dziewczyny.
Spojrzałam w jego stronę, a serce moje zadrżało. Szybko odwróciłam się i szepnęłam Małgorzacie:
Chyba wrócę do domu. Władek pewnie płacze bez mnie.
Zaskoczyła mnie podpowiedź:
Grażyno, po co uciekasz? To pierwsza taka noc, a nie wracasz do domu, nie zatańczyłaś ani razu!
Zdecydowanie odpowiedziałam:
Idę już. A on pewnie idzie do twojego Wojtka. Nie będziesz się nudzić i ruszyłam w stronę wyjścia.
Tu przy drzwiach ktoś wziął mnie za rękę:
Potrzebny ci jeden taniec, dziewczyno?
Starałam się odciągnąć rękę:
Nie tańczę.
Mężczyzna był nieugięty.
Daj mi jeden taniec, proszę.
W końcu odwróciłam się i serce moje przeskoczyło z podłogi. To był właśnie on, ten sam chłopak, którego spotkanie odmieniło moje życie. Nie rozpoznał mnie od razu. Z lekkim drżeniem serca uśmiechnęłam się:
Dobrze, tylko raz, bo się spieszę.
Zatańczył ze mną, wirując nas w rytm muzyki.
Rozumiem, chyba pan się martwi?
Z suchym tonem odpowiedziałam:
Nie jestem mężatką.
Mrugnął, a w jego spojrzeniu pojawiło się coś znajomego, co odebrało mi oddech.
Czyli mam szansę? zapytał złośliwie.
Odsunęłam się od niego.
Nie ma mowy, i wybiegłam z klubu.
Płakałam po drodze do domu. Zapiszę jego twarz w pamięci na zawsze, choć nie rozpoznał mnie.
Potem spotkaliśmy się w pociągu. Ja wracałam smutna po niezdanych egzaminach, a on jedzie w odwiedziny do rodziców. Widząc mój smutek, próbował rozbawić mnie.
Nazywam się Maksymilian. Mama woła mnie Maksik, a mój brat Maśka. Wybierz, co ci się podoba.
Uśmiechnęłam się.
Masia brzmi ciekawiej.
Wyciągnął rękę:
Już prawie się poznaliśmy. A ty, jak się przedstawisz, piękna istoto?
Odpowiedziałam:
Grażyna.
Maksymilian skinął poważnie:
Myślałem tak. Królewska nazwa.
Opowiedziałam mu, że nie zdałam egzaminów i że mama będzie o tym przypominać latami.
Przygotuj się na zimę i spróbuj jeszcze raz poradził.
Z radością przyjęłam:
Naprawdę? Nie pomyślałam. Dziękuję.
Spojrzał na mnie zamyślony:
Nie ma za co. A czy ktoś ci nie mówił, że jesteś bardzo piękna?
Zrumieniłam się.
To zwykła ja, nie przesadzaj. Ale dziękuję.
Zbliżył się i nagle:
To prawda i pocałował mnie. Głowa mi zawisła w zawrocie. To było jednocześnie wstyd i słodycz. Maksymilian odszedł szybciej.
Na pewno cię znajdę obiecał.
Dopiero później zrozumiałam, że nie zapytał mnie nawet o adres.
A potem dowiedziałam się, że czekam dziecko, a mama, nie ukrywając wstrętu, rzekła:
Nie jesteś już moją córką. Skąd ten chłopak i skąd on wziął się? Wstydzę się ciebie. Przeprowadź się do domu babci i żyj jak dorosła. Poczuj konsekwencje swoich czynów.
Do porodu trafiłam do biblioteki, pracując aż do urlopu macierzyńskiego. Z domu przywitała mnie Małgorzata. Mama nie przyszła, dopiero kiedy Władkowi skończyło się pięć miesięcy, serce moje nie wytrzymało i w końcu pojawiłam się.
Nie nasza rasa oceniła.
Jednak przychodziłam częściej, przynosząc wnukowi zabawki.
Dlaczego tak wcześnie? zapytała mama. Nie było nic ciekawego. A Władek?
Uśmiechnęła się.
Twój synek śpi. Skoro już tu jesteś, zostanę.
Zamknęłam drzwi i próbowałam zasnąć. Udało się dopiero przy świcie. Zaspana karmiłam synka, a Władek marudził i nie chciał jeść kaszki.
Nie zjesz kaszki, nie urośniesz, jak twój tata. A on jest silny i przystojny.
To ty o mnie mówisz? Miło mi. A to mój syn? odezwał się głos zza drzwi.
Wpuściłam łyżkę.
Co? Skąd? uśmiechnął się Maksymilian.
Mówiłem, że cię znajdę. Nie wiedziałem, że urodziłem syna w tym czasie. Byłam tak zaskoczona, że zapomniałam zapytać, gdzie mieszkasz. Może los sam nam przeznaczył, że mamy być razem powiedział, robiąc minę do Władka.
Władek roześmiał się głośno.
Rankiem mama zastała szczęśliwą Grażynę i nieznajomego mężczyznę, który dźwigał zadowolonego synka na ramionach.
To on? zapytała.
Tak uśmiechnęła się szeroko Grażyna.
Mama podeszła do Maksymiliana i wyciągnęła rękę:
Nazywam się Miłość Georgiewna. Będę pilnować, byś był dobrym mężem i ojcem.
Maksymilian mocno uścisnął jej dłoń i skinął:
Rozumiem.
Koniec tego dnia. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze zapiszę te wspomnienia, bo serce moje wciąż szuka swojego miejsca.
Grażyna.






