Nie miałam szczęścia w miłości. Gdy partner tylko dowiedział się, że jestem w ciąży, od razu urwał ze mną kontakt i tak naprawdę w ogóle nie wiedziałam, gdzie jest. To mi tylko pokazało, jakim człowiekiem jest i potem wcale nie chciałam mieć z nim kontaktu. Uznałam, że poradzę sobie sama. Uznałam także, że w rubrykę o tym, kim jest ojciec wpiszę “ojciec nieznany”, ale wszyscy krewni zaczęli mówić, że jestem niepoważna i nie mogę tak zrobić!
Z Olafem byliśmy w związku od około dwóch lat. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość, nawet myśleliśmy o ślubie. Jednak wiadomość o ciąży spowodowała, że cała ta bajkowa atmosfera po prostu runęła. Nie zamierzał brać na siebie takiej odpowiedzialności, mimo że miał wtedy już 30 lat.
Kiedy po raz pierwszy powiedziałam mu o ciąży, zapytał, czyje to dziecko. Oczywiście to pytanie mnie bardzo obraziło. Kilka minut później padło kolejne paskudne pytanie z jego ust: „A można jeszcze zrobić aborcję, czy już na to za późno?”. Pokłóciliśmy się i rozeszliśmy, chociaż miałam nadzieję, że może wszystko sobie przemyśli i do mnie wróci, ale niestety było zupełnie inaczej i zapadł się pod ziemię.
Później poinformował mnie, że jest jeszcze za młody na dziecko i mogłam się lepiej zabezpieczać, a on w ogóle nie czuje się winny tej sytuacji, dlatego nie zamierza się angażować w życie dziecka nawet wówczas, kiedy zdecyduję się je urodzić. Pożegnałam się z nim więc raz na zawsze.
Nie zamierzałam robić aborcji, tym bardziej, że na szczęście rodzice mnie we wszystkim wspierali i obiecali mi pomóc.
Przez całą ciążę Olaf nie dawał znaku życia. Ja sama byłam na niego tak obrażona, że postanowiłam nie wpisywać go do aktu urodzenia. Kiedy rodzice dowiedzieli się o mojej decyzji, natychmiast wywołali awanturę. Z jakiegoś powodu wierzą, że zrujnuję tym życie dziecka, bo przecież może kiedyś będę potrzebować alimentów, a taka decyzja tylko w oczach sądu sprawi, że nie będę wiarygodną stroną. Poza tym jeśli wpiszę “ojciec nieznany” może dojść do tego, że ludzie uznają mnie za puszczalską, a to zniszczy mnie w oczach ludzi. Mnie to nie przekonuje, bo co – ojciec nie chce dziecka, a ja go mam wpisywać do dokumentów, i po co? On nas nie potrzebuje w naszym życiu, więc my jego też!
Moja córka ma już pół roku. Nie wpisałam swojego byłego do aktu urodzenia. Moi rodzice byli tym tak oburzeni, że przestali ze mną rozmawiać. Nie chcą nawet poznać wnuczki i potępiają mnie za moją decyzję i nawet nie starają się mnie zrozumieć. Wcale mnie to jednak nie obchodzi! Najważniejsze, że mam córkę. Z nią i dla niej poradzę sobie ze wszelkimi problemami i udowodnię wszystkim, że możemy być szczęśliwe same!
