Tego dnia, a raczej nocy, mąż mojej siostry wrócił do domu wcześniej niż zwykle, bo było dopiero parę minut po północy. Marta myślała, że ma więcej czasu. Niestety mąż przyszedł akurat w chwili, kiedy szykowała się z dziećmi do wyjścia.
A dokąd to wybierasz się w nocy? I dlaczego zabierasz moje dzieci? – usłyszała moja siostra.
Postanowiłam od Ciebie odejść. Nie mam już siły tego wszystkiego znosić. – odpowiedziała Marta, przywołując w pamięci czas, kiedy to zrobiła by dla tego mężczyzny wszystko.
A gdzie Ty chcesz iść, kobieto? Kto Cię przyjmie, w dodatku z bachorami? Idiotka! – powiedział Jurek z pogardą.
To już nie Twoja sprawa. – odpowiedziała Marta i wyszła.
Pamiętam, jak Marta opowiadała mi o swoim szczęściu na początku ich wspólnego życia. Czuła się jak w raju i dosłownie promieniała szczęściem. Miała przystojnego, odnoszącego sukcesy zawodowe faceta, który nosił ją na rękach. Nasz mama przestrzegała ją przed związkiem z tak przystojnym mężczyzną, jednak Marta była przekonana, że Jurek nigdy jej nie zdradzi, ponieważ bardzo się oboje kochają.
Niestety po roku coś się zmieniło. Pewnego dnia świat mojej siostry rozpadł się na kawałki, gdy dowiedziała się, że jej mąż ma kochankę. Kiedy na świat przyszła ich córka, wyglądało na to, że wszystko wróciło do normy. Marta miała nadzieję, że Jurek zrozumie wreszcie, że najważniejsza jest rodzina i wywietrzeją mu z głowy głupoty. Mimo tego, że w domu zapanował spokój, Marta w głębi duszy nadal żywiła urazę do męża.
Życie toczyło się powoli do przodu. Wydawało się, że wszystko jest w porządku. Jedynym minusem były częste służbowe wyjazdy Jurka, co nie podobało się mojej siostrze . Marta zdawała sobie jednak sprawę, że dzięki pracy męża stać ich rodzinę na wiele rzeczy i żyją w dostatku. Kilka lat później Marta urodziła syna. Wyjazdy służbowe mojego szwagra stały się jeszcze częstsze i trwału dłużej. Na pytania dotyczące wyjazdów Jurek reagował złością, odpowiadając, że wolałby ten czas spędzać w domu z dziećmi a nie w podróży.
Marta mimo to podejrzewała, że jej mąż znowu ma jakąś kochankę. Starała się odpędzać te myśli z głowy, zwłaszcza, że nie wyobrażała sobie, iż mogłaby opuścić męża z dwójką dzieci. Nigdy nic mu nie mówiła, gdy wyczuwała od niego zapach damskich perfum, czy słyszała, jak szeptem rozmawia z kimś przez telefon. Doszło do tego, że pewnego dnia nazwał ją nawet innym imieniem i nie zorientował się w swojej pomyłce!
Miarka się przebrała i Marta mimo wszystko postanowiła zostawić męża. Na chwilę zatrzymała się w moim małym mieszkanku. Wkrótce znalazła pracę. Była wdzięczna za zatrudnienie, ponieważ nie miała żadnego doświadczenia zawodowego, jednak w sklepie zarabiała grosze. Wynajęła jakąś klitkę i próbowała jakoś żyć. Nie było jej łatwo utrzymać się z dwójką dzieci ale dała radę. Nie myślała o swoim życiu, dla niej liczyły się tylko dzieci.
Pewnego dnia, kilka lat później, na jej kasie ktoś położył piękny bukiet kwiatów.
To dla Ciebie. Może te kwiaty sprawią, że wreszcie się uśmiechniesz. – powiedział mężczyzna z zawstydzoną miną.
To był stały klient tego sklepu. Wyglądał na faceta przed czterdziestką, zawsze kupował te same produkty: kiełbasę, kawę, bułki i krokiety.
Mam na imię Bartek. Niedługo kończysz pracę, pozwól, żebym odprowadził Cię do domu.
Marta nie była zbyt przychylna zalotom Bartka. Nie wierzyła, że jakiś mężczyzna może mieć poważne zamiary względem kobiety mającej dwoje dzieci. Ojciec wcale nie interesował się dzieciakami, od ponad roku nawet się z nimi nie kontaktował. Dlaczego obcy mężczyzna miałby chcieć zajmować się jej dziećmi? Kiedy Bartek do niej pewnego dnia zadzwonił, Marta powiedziała:
Jestem mamą dwójki dzieci! – była pewna, że ta informacja go odstraszy.
To świetnie! W weekend planuję iść do zoo, dzieciom na pewno się spodoba taka wycieczka. – odpowiedział Bartek z entuzjazmem.
Marta była bardzo zaskoczona. Zgodziła się i od tego czasu coraz częściej spędzali czas razem. Okazało się, że obcy mężczyzna potrafi z radością i zapałem bawić się z jej dziećmi. To Bartek nauczył grać jej syna w szachy a córkę jeździć na rowerze. Potrafił w nocy biec do apteki, kiedy któreś z dzieci zachorowało. Bała się uwierzyć w trwałość tego związku. Bała się ponownego rozczarowania. Bała się do tego stopnia, że w pewnym momencie chciała zakończyć ten związek.
Myślisz, że dam się tak łatwo spławić, Marta? Chcę, żebyś została moją żoną! – usłyszała moja siostra.
Marta i Bartek są małżeństwem od sześciu lat. Dwa lata po ślubie siostra urodziła bliźniaki. Wszyscy znajomi i sąsiedzi twierdzą, że każde z dzieci jest bardzo podobne do tatusia.
Oni chyba mają rację. Faktycznie, moje dzieci stają się takie, jak Ty! – powiedziała ze zdziwieniem Marta.
Oczywiście! Bardzo je kocham i one o tym dobrze wiedzą. – odparł Bartek.
Ale dlaczego kochasz tak bardzo nie swoje dzieci? – zapytała moja siostra.
Ponieważ są częścią Ciebie, kochanie. – usłyszała w odpowiedzi.
Bardzo zazdroszczę mojej siostrze tak kochającego i dobrego męża. Miała szczęście znaleźć kogoś, kto okazał się niezawodny i doceniał to, co dostał od życia.
