Ja i Michał byliśmy małżeństwem od jedenastu lat. Mieliśmy dwoje dzieci w wieku ośmiu i pięciu lat. Mieszkaliśmy w dwupokojowym mieszkaniu i planowaliśmy w niedługim czasie kupić coś większego, żeby każde dziecko miało swój pokój. Oboje doszliśmy do wniosku, że muszę w końcu znaleźć pracę, żeby pomóc mężowi w utrzymaniu rodziny i odłożyć pieniądze na większe lokum. Niestety coś nam poszło nie tak.
Powoli rozglądałam się za odpowiednią pracą, kiedy nagle okazało się, że znowu jestem w ciąży. Nie zmartwiło mnie to za bardzo, jednak mój mąż bardzo się zdenerwował. Co prawda ciąża była nieplanowana ale nie sądziłam, że Michał będzie aż tak przeciwny następnemu dziecku.
– Mamy syna i córkę, czego Ci jeszcze brakuje? – spytał mój mąż.
– No cóż, to dziecko jest już we mnie, więc planuję je urodzić. Rozumiem, że to Cię nie cieszy? – odparłam.
– Uważasz, że powinienem skakać pod sufit z radości? Znowu wszystko spada na moje barki. Dlaczego nie powiedziałaś, że chcesz mieć jeszcze jedno dziecko? Chyba też powinienem mieć coś do powiedzenia w tej sprawie! Nie zamierzam wychowywać naszych dzieci w biedzie. Masz się go pozbyć! – usłyszałam od Michała.
Przypomniałam sobie, jak kiedyś mój mąż negatywnie się wyrażał o wielodzietnych rodzinach. Uważał, że bezmyślnie się rozmnażają nie dbając o to, czy będzie ich stać na wychowanie tak dużej liczby dzieci. Był przekonany, że duża rodzina równa się dużej biedzie.
– Przesadzasz Michał. O jakiej biedzie mówisz? Przecież żyjemy na całkiem dobrym poziomie, niczego nam nie brakuje. Co w tym złego, że będziemy dużą rodziną? Nie panikuj. Dziecko trochę podrośnie i pójdę do pracy tak, jak się umawialiśmy. – tłumaczyłam mężowi.
– Mam wrażenie, że Ty wcale nie chcesz pracować! Jesteśmy małżeństwem od jedenastu lat a Ty pracowałaś tylko dwa lata. – zarzucił mi Michał.
– Nie siadziałam bezczynnie w domu! Wychowywałam Twoje dzieci i prowadziłam Twój dom! Wcześniej mówiłeś, że to Ci nie przeszkadza! A teraz mówisz, że się migam od pracy?! – zdenerwowałam się.
– Dopiero teraz widzę to jasno! – krzyknął.
– Niby co? – zdziwiłam się.
– Nie udawaj! Kiedy się poznaliśmy, byłaś kobietą, która robiła karierę. Jeszcze po ślubie praca była dla Ciebie bardzo ważna. A później zaszłaś w jedną ciążę, drugą i ciągle siedziałaś na urlopie macierzyńskim. Cała rodzina się dopytuje, kiedy masz zamiar wracać do pracy ale Tobie się nie spieszy! Niby szukasz pracy ale w jednej nie odpowiadało Ci stanowisko, w drugiej za niska wypłata. A teraz mi mówisz, że jesteś w ciąży! I znowu nie będziesz pracowała. – bulwersował się Michał.
– Więc uważasz, że zaszłam w ciążę celowo, żeby nie pracować? To może Ty weź urlop tacierzyński i zobacz, jak fajnie zajmować się domem i dziećmi! Twoja praca w porównaniu do moich obowiązków jest lekka. Przychodzisz do domu i odpoczywasz na fotelu a ja pracuję cały dzień! – odparłam.
– Gdyby nie moja “lekka” praca, nie miałabyś co jeść! Nie chcę trzeciego dziecka! Przerwij ciążę i będziemy żyć tak, jak do tej pory. – oświadczył mój mąż.
– Nie ma takiej opcji! Może Ty nie chcesz tego dziecka ale ja je urodzę! – zakończyłam dyskusję.
Nie odzywaliśmy się z mężem przez ponad tydzień. Dopiero odwiedziny moich rodziców skłoniły go do otwarcia ust.
– Przemówcie swojej córce do rozumu. – poprosił Michał.
– Nie zamierzamy się wtrącać w Wasze sprawy, przykro nam. Sami musicie się z tym uporać. – odpowiedziała moja mama.
– Wasza córka sama podjęła decyzję o urodzeniu następnego dziecka! Nikt się mnie nie pytał o zdanie! Nie zamierzam sam utrzymywać stada dzieciaków. Jeżeli Wasza córka będzie co chwilę rodziła dzieci to w końcu staniemy się bezdomni. Nigdy nie będzie nas stać na większe mieszkanie czy wyjazd na urlop! Dzieciaki będą nosić ciuchy jeden po drugim i nie będą dostawały prezentów na święta. – wybuchnął Michał.
Nie wierzyłam własnym uszom. Moja mama próbowała mu tłumaczyć, że wcale tak nie musi być, że trzecie dziecko to nie tragedia. Mąż nie dał się jednak przekonać. Nie wiedziałam już jak mam z nim rozmawiać. Postanowiłam poszukać wsparcia w jego rodzicach.
Niestety, moi teściowie popierali zdanie syna. Uważali, że podejmuję nieprzemyślaną decyzję i nie zdaję sobie sprawy z jej konsekwencji.
– Jeżeli nie poddasz się aborcji będę zmuszony wystąpić o rozwód. Nikt nie zmusi mnie do takiego życia. – usłyszałam od męża.
Zostałam postawiona pod ścianą. Nie mogłam pozbyć się dziecka! Niestety mąż zrobił tak, jak mówił. Wzięliśmy rozwód, mąż płaci alimenty. Spotyka się z dwójką starszych dzieci, najmłodszy synek jednak nie wzbudza jego zainteresowania.
Uważam, że nie mogłam postąpić inaczej. Mąż okazał się nieodpowiedzialnym egoistą. Wybrałam dziecko i nie żałuję, chociaż w ten sposób pozbawiłam moje dzieci obecności ojca.
A Waszym zdaniem postąpiłam słusznie?

