Bawiłam się niedawno na weselu mojego brata Tomka i w pewnej chwili pomyślałam sobie, że mało brakowało, a pewnie by do tego nie doszło. Jeszcze dwa lata temu biegał zakochany za Anką z naszej wsi. To była prawdziwa piękność, ale zdawała sobie sprawę, że może mieć każdego, więc zachowywała się jak księżniczka i nie dawała mojemu bratu cienia szansy na związek. On był jednak nieugięty i długie miesiące starał się o jej względy, przynosił jej kwiaty, woził ją do miasta, gdy miała na to ochotę i obsypywał ją komplementami.
Pewnego dnia wyznała mu, że jej rodzice od dawna planowali wyprowadzkę do miasta i następnego dnia jej już nie zastanie w domu. Tomek się załamał, ale był tak zakochany i zdeterminowany, że zmienił pracę i postanowił zarobić pieniądze, by również przenieść się do miasta i być obok niej. Jednak Anka bardzo dosadnie dała mu do zrozumienia, że jego nadzieje są płonne i nic między nimi nie będzie. Mój brat długo cierpiał, ale brak kontaktu z tą dziewczyną działał kojąco na jego ranę w sercu. Anka nie pojawiła się we wsi przez blisko rok, ale któregoś dnia zobaczyłam ją na podwórzu jej babci. Ona też mnie zobaczyła i zaczęła wypytywać o Tomka.
Nic jej nie powiedziałam, ale obiecałam przekazać bratu, że o niego pytała i że jest we wsi. Nie dałam nic po sobie poznać, ale z uśmiechem na twarzy pobiegłam do niego i opowiedziałam mu wszystko, namawiałam go, żeby wyszedł do swojej ukochanej, która sama do niego przyszła i pierwsza nalegała na spotkanie. Otrzymałam od niego bardzo chłodną i krótką odpowiedź: „Nie mam ochoty”. Nie rozumiałam tego, przecież tak za nią szalał… Po kilku godzinach zauważyłam, że wychodzi z domu bardzo elegancko ubrany, więc postanowiłam iść za nim, bo byłam ciekawa jak przebiegnie jego spotkanie z Anką. Zdziwiłam się, kiedy poszedł z inną stronę, a naprzeciw szła jakaś dziewczyna w zwiewnej sukience. Stałam się przypadkowym świadkiem, jak mój brat oświadcza się Ninie naszych sąsiadów, nawet nie wiecie jaka byłam szczęśliwa!
