Do pierwszej klasy szła właśnie dziewczynka o imieniu Alicja. Była chudziutka, niebieskooka, a na włosach miała kokardki.
Tata się o nią martwił, bo co będzie, gdy nagle ją ktoś zacznie obrażać? Zwykle to chłopcom przychodzą do głowy takie głupie pomysły. Najchętniej dałby córce coś, dzięki czemu mogłaby się bronić przed ich natrętnymi zaczepkami – jakiś drewniany miecz albo bazukę, ale z tym to raczej nie wpuściliby jej do szkoły. Dlatego na szczęście już wcześniej tata zajął się córką i od trzeciego roku życia uczył jej karate. Do momentu, w którym osiągnęła wiek szkolny dziewczynka nauczyła się już siedmiu sposobów powalania człowieka za pomocą złożonej gazety. To wszystko oczywiście dzięki tacie! Potrafiła też celnie rzucać widelcami, czy pluć pestkami z jakiegoś owocu. Jeśli ktoś chciałby sie jej postawić musiał liczyć się z tym, że jednym ruchem mogła złamać mu rękę.
W pierwszym tygodniu szkoły Alicja biła chłopców pojedynczo, a następnie wystraszeni chłopcy wybierali po pięciu “ochotników”, którzy mieli z dziewczynką prowadzić negocjacje i prosić ją o łaskę. Spotkanie zaplanowano na środę, mieli się spotkać za szkołą między śmietnikiem a płotem. Alicja przyszła ze złożoną gazetą i wyglądało na to, że nic jej nie powstrzyma, dlatego chłopcy uciekli z krzykiem, na odchodne rzucając “Co za wściekła idiotka!”. W młodszych klasach nastał pokój, spokój i matriarchat. Tak skończyła się jesień.
A w styczniu zakochała się w pięknym chłopcu z siódmej klasy. Przez dwa dni wzdychała i patrzyła na niego fiołkowymi oczami, a trzeciego dnia zastała go na korytarzu przyciśniętego do ściany przez jakąś krowę z ósmej klasy! Uderzyła chłopaka w krocze, a kiedy chłopak zwijał się z bólu – pocałowała go myśląc “żebyś miał jasność, kto Cię kocha, głupcze”.
Następnego dnia ojciec został wezwany do szkoły. Słuchał o wyczynach swojej córki i cieszył się, że nie kupił jednak tej bazuki. Niestety, dyrektor szkoły nie podzielał jego ekscytacji i zaproponował, aby dziewczynka została przeniesiona do pobliskiej szkoły, gdzie chętniej toleruje sie taką “trudną młodzież”. Tata jednak obawiał się, że i tam mogą nie chcieć jego córki, a ta szkoła przecież już jest przzwyczajona do jej zachowań, więc wolał, aby tutaj została. Obiecał, że porozmawia z córką i ta na pewno przestanie być taka porywcza. Jako dodatkowy argument wysunął pieniądze, aby przekonać dyrektora, jednak ten chłodnym tonem kazał je schować. Tata rzucał coraz większe sumy, ale dyrektor był nieustępliwy. W końcu w ramach konsensusu zdecydowano, ze decyzja zostanie podjęta na podstawie tego, co powie psycholog. Psychologiem jest moja mama.
– Biedna dziewczynka! – zawołała słuchając tej historii – Dziecko próbowało – według zaleceń ojca – obronić się przed złymi językami dzieci, a teraz nauczyciele ją karcą, dzieci się jej boją, a ojciec jest dumny tego, jak ona się zachowuje. W dodatku jeszcze się zakochała. Oczywiście jej zachowanie nie jest normalne, ale dziecko nie jest temu winne, tylko otoczenie. Po prostu trzeba z nią rozmawiać i tłumaczyć – powiedziała mama.
– Zakochałam się kiedyś jeszcze w dzieciństwie i nie wiedziałam, jak wyrazić uczucia, dlatego złapałam go, powaliłam i wsypałam mu piasek do majtek – mówiła na jednym ze spotkań dziewczyna, co chyba najlepiej obrazuje cały problem.
Teraz jest dorosła i obroniła nawet pracę magisterską z psychologii. Jak widać, nikogo nie można spisywać na straty.
