Zawiodłem się na kobietach. Nigdy nie miałem szczęścia w związkach z nimi, albo była zaborcza i chciwa, albo mnie zdradzała, albo nie mówiła poważnie. W ten sposób po trzydziestce zostałem sam. Wiem, że mogę sobie na to pozwolić, ludzie teraz nie spieszą się z zakładaniem rodzin i posiadaniem dzieci. W tych czasach poświęcają więcej czasu na karierę, ale nie chodzi o to, że ja chcę, czy potrzebuję kariery. Chcę już zwykłej, ludzkiej miłości i mieć kogoś, kto będzie na mnie czekał w domu, zjemy razem pyszny, domowy obiad, a ja będę mógł zaoferować coś w zamian.
Czasami myślę o tym, jak wspaniały mógłby być mój związek z dziewczyną, gdybym spotkał tę właściwą, idealną dla mnie. Nie mam wygórowanych standardów dotyczących urody, czy umiejętności, po prostu chcę poznać „swoją” kobietę, poczuć przy niej swobodę, nie stresować się, jednym słowem mówiąc, nie czuć się niezręcznie w jej towarzystwie.
Dlatego właśnie samotność mnie martwi. Nie pozwala mi spać spokojnie, cieszyć się drobiazgami i korzystać z tego, co mam. Do tego presja ze strony przyjaciół, by dowiedzieć się, kiedy się ożenię, tylko pogarsza sprawę.
Sam chcę się ożenić! Gdzie jednak mam szukać tą moją połówkę na resztę życia?
