Bez paniki

W sklepie staruszek kupował groszek, a dokładniej jedną torebkę. W pobliżu zakupy robiła gruba, wysoka kobieta. Umieszczała w wózku różnego rodzaju produkty i opakowania. Nagle postanowiła dać temu starszemu Panu radę:  “Proszę Pana, proszę sobie kupić kaszę i płatki kukurydziane. Wkrótce ceny wzrosną i nie wiadomo, czy uda się je potem tak łatwo kupić„.

Spojrzał na nią z pogardą i nazwał panikarą„. Powiedział, żejak Ty trocęe nie zjesz, to Ci się nic nie stanie„. Podobało mi się też to, co powiedział na koniec:  „przeszliśmy taką wojnę, więc i to przeżyjemy„. Bardziej nawet podobało mi się to, w jaki sposób on to powiedział – z niesłychanym poczuciem godności. 

Pamiętam czasy, kiedy w Czeczenii zaczęła się wojna. Wiele dzieci zostało osieroconych i dzięki dobrym ludziom przyjeżdżali do Polski po lepsze życie. Potem pojawiła się nawet plotka, że jakiś mały Czeczen zamieszkał u nas po Białymstokiem, a potem jeszcze jedna – że dzieci te będzie można niebawem adoptować. 

Wieczorem siedzieliśmy przy kolacji, a mama powiedziała, że chciałaby, abyśmy adoptowali jedno dziecko. Ojciec się zgodził.

Mama oczywiście nie widziała bombardowań, nie wiedziała, czym jest wojna, a mimo to potrafiła wczuć się w los powojennych sierot. Jej ojciec, a mój dziadek walczył za to podczas wojny, broniąc Warszawy i wiedział, co to znaczy, więc tym bardziej cieszył się z tego, co zrobiła jego córka. .

Podczas tej kolacji jeszcze powiedziała: „Sami żyjemy biedni, ale nie jesteśmy żebrakami. Przed domem mamy ogród warzywny, kury i świnie. Jeśli przygarniemy pod dach jeszcze jedną osobę, nic się nie stanie, damy sobie radę”. Było nas wtedy pięcioro. 

Z jakiegoś powodu dzisiaj przypomniałem sobie tę historię.

Pewnego dnia zauważyłem na ulicy płaczącą dziewczynkę. Mogła mieć sześć lat, nie więcej. Starsza pani podeszła i zapytała, co się dzieje, a dziewczynka powiedziała, że zgubiła pieć złotych. Mama dała jej chleb, a ona straciła.

Starsza pani zaprowadziła do stoiska z chlebem i kupiła bochenek. Potem jeszcze dała dzieckę resztę z pięciu złotych. Na koniec pogłaskała ją po głowie i powiedziała „nie panikuj„.

Kiedy to zobaczyłem, od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. 

Różne sytuacje, jakie widuję lub w których uczestniczę upewniają mnie w tym, że nasz naród nie należy do chciwych. Jesteśmy uczynnymi ludźmi, którzy z łatwością pomogą, wesprą i podzieli się ostatnim kawałkiem chleba.

Z dzieciństwa przypomina mi się taka sytuacja: kiedy sąsiad przychodził po coś do dziadków, oni nigdy nie wypuszczali go z domu bez wypicia filiżanki herbaty. Tak miało być i już. Na stole stała herbata z cukrem, masło, chleb i tanie cukierki karmelowe.

Jeśli ktoś przypadkowo zajrzał do nas w trakcie obiadu, zawsze był zapraszany do wspólnego posiłku. Nalewano gościowi pełną miskę zupy i serwowano drugie danie. Odmowa była wykluczona.

Jesienią zwykle było świniobicie, aby było mięso na zimę. Wszyscy krewni i bliscy dostawali po kawałku, tak samo jak i sąsiedzi. Kiedy wszystko było już gotowe, wołano ich po mięso, a przy okazji zwykle organizowano małą ucztę. Goście przychodzili z butelką wina, aby okazać szacunek za gościnę i hojność, dając ten skromny podarunek do kolazji.

Wtedy ludzie uważali, że skąpstwo i egoizm są co najmniej nieprzyzwoite. Trzeba mieć duszę na sercu i chcieć pomagac, wtedy lepiej się żyje.

Na koniec chciałem opowiedzieć o tym, jak wczoraj widziałem idącą ulicą matkę z chłopcem. Prosił o cukierki. Z jakiegoś powodu mu ich nie dała, ale ja nie wytrzymałem. Wyjąłem jednego z torby. Chłopiec wziął, ostrożnie obrócił go w dłoniach, ugryzł połowę, a resztę dał swojej matce. Wszyscy potem powiedzieli „dziękuję”.

To co napisałem może wydawać się niespójne, ale to nic, sens został zawarty. Pewnie jak większość z nas masz niepokój w duszy, ale oby z czasem go było mniej, a potem wcale. Nie panikuj, proszę!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

Bez paniki