Moi przyjaciele, Wiktor i Ania, poznali się na studiach w Warszawie. Oboje pochodzą z małych miejscowości i zawsze pragnęli żyć w wielkim mieście, więc od razu po skończeniu uczelni zabrali się za poszukiwanie dochodowego zajęcia. Po ślubie intensywnie oszczędzali pieniądze i po dwóch latach wzięli kredyt na własne mieszkanie. Kosztowało ich to wiele ciężkiej pracy i wyrzeczeń, ale w końcu mieli własne cztery ściany.
Gdy tylko rozeszła się wieść, że mają mieszkanie, co jakiś czas odwiedzali ich krewni, którzy chcąc załatwić coś w stolicy, korzystali z gościnności Wiktora i Ani, nocując u nich bez żadnej opłaty. Małżonkowie zostali wychowani na bardzo gościnnych i rodzinnych ludzi, więc nie przeszkadzało im, kiedy ktoś przyjeżdżał raz na jakiś czas, jednak po dwóch latach, mieli tego serdecznie dosyć. Ania właśnie zaszła w ciążę i marzyła o spokojnym życiu, bez niespodziewanych wizyt.
Właśnie wtedy spadli im na głowę brat Wiktora z żoną, którzy niedawno się pobrali i chcieli spróbować miejskiego życia. Mieli w planach znalezienie pracy i poszukanie własnego lokum, ale tymczasowo wymyślili, że zatrzymają się u Wiktora. Obiecali, że wyprowadzą się za maksymalnie trzy miesiące, więc gospodarze godzili się im pomóc, w końcu nie można zostawić rodziny w potrzebie.
Ola i Grzesiek szybko znaleźli pracę, ale zamiast oszczędzać, wydawali pieniądze na imprezy i inne rozrywki, tłumacząc, że najpierw muszą chwilę pożyć, a potem pomyślą o gromadzeniu kapitału. Goście nie potrafili po sobie sprzątać, zostawiali na stole brudne naczynia i nieporządek po wieczornej kąpieli, a Ania musiała po nich sprzątać, bo nic do nich nie docierało. Na szczęście produkty spożywcze kupowali sobie sami, ale do reszty rachunków nie zamierzali się dokładać.
Wiktor wielokrotnie rozmawiał z bratem, próbując uświadomić mu, że nie żyją w hotelu i nie zatrudniają sprzątaczki. Przypominał, że Ania jest w ciąży i nie może wiecznie sprzątać ich bałaganu, ale Grzesiek czuł się na tyle swobodnie, że nic sobie z tych uwag nie robił. Gdy Ania zagroziła, że ich wyprosi, Ola zaczęła się śmiać i powiedziała, że Wiktor na pewno nie wyrzuci własnego brata za próg. Nie pomogła nawet rozmowa z matką mężczyzn, kobieta stała po stronie Grześka i Oli.
Ania jest już w szóstym miesiącu ciąży i jest pełna obaw, że brat męża nigdy się od nich nie wyprowadzi. Często do mnie dzwoni i się żali, ale ja już wyczerpałam cały arsenał pomysłów, nie wiem co jeszcze mogę im doradzić. Nie rozumiem jak Grzesiek może tak żerować na własnym bracie! Macie jakieś pomysły, jak zmusić ich do wyprowadzki, nie wywołując przy okazji skandalu?
