Byłam dzieckiem, które stało matce na przeszkodzie do szczęścia.

Od kiedy tylko pamiętam matka zawsze stawiała na pierwszym miejscu swoje potrzeby. Ja byłam tylko kimś, kto kręcił się po jej mieszkaniu, przeszkadzał w rozrywkach i wymagał karmienia. Nigdy nie interesowała się moimi problemami i nie zamierzała dawać mi więcej, niż musiała.

Nie lepiej było w szkole. Przez wszystkie lata nauki miałam spokój tylko przez trzy dni, kiedy to połowa klasy wyjechała na wycieczkę szkolną, na którą ja oczywiście nie pojechałam. To były trzy najszczęśliwsze dni, w trakcie których nikt mi nie dokuczał.

Na co dzień sprawa wyglądała inaczej. Kiedy tylko nauczyciel opuszczał klasę, w moją stronę najczęściej leciał czyjś plecak. Byłam do tego przyzwyczajona, nie płakałam już za każdym razem. Stałam się kozłem ofiarnym od pierwszego dnia w szkole. Przestraszona, w znoszonych ubraniach, typowa szara myszka, która idealnie nadawała się na ofiarę.

Ojciec opuścił nas, kiedy byłam bardzo mała. Od tej pory nie interesował się mną wcale. Matka też nie poświęcała mi czasu. Kiedy wracałam ze szkoły najczęściej zastawałam pustą lodówkę a mama w locie się ze mną witała i żegnała, lecąc na kolejną randkę. Nikogo nie obchodziły ani moje postępy w szkole, ani moje problemy. Byłam niewidzialna.

Kiedy prosiłam mamę o jakieś nowe ubranie, słyszałam, że jak sobie zarobię to kupię. Zdawałam sobie sprawę, że matce jest ciężko finansowo utrzymać naszą rodzinę. Matce jednak nie chodziło o brak pieniędzy. Ona uważała, że zwyczajnie mi nic nie potrzeba. Że dziecko może chodzić w czymkolwiek. Sama nie szczędziła kasy na swoje stroje, tłumacząc się tym, że musi dobrze wyglądać, żeby znaleźć mi nowego “tatusia”.

A “tatusiowe” zmieniali się tak często, że nie byłam w stanie spamiętać ich imion. Żaden z nich nawet nie próbował zastępować mojego ojca.

Wiele razy po ciężkim dniu w szkole leżałam na łóżku zwinięta w kłębek i wyobrażałam sobie, że nie istnieję.
Pewnego dnia wróciłam do domu i zastałam nowego faceta matki. Spojrzał na mnie z niechęcią nawet się nie przedstawiając. Widziałam po jego minie, że to gość, który nie zamierza tolerować obcego bachora. I miałam rację, bo nie zdążyłam wejść do swojego pokoju, jak usłyszałam:

– Marta, nie zamierzam się zajmować obcym dzieciakiem. To tylko stracone pieniądze, czas i nerwy.

Mój los został w tym momencie przesądzony. Wiedziałam, że matka nie będzie mnie bronić, bo przedkładała swoje szczęście nad moje. Rano usłyszałam, że mam spakować wszystkie swoje rzeczy i zamieszkam w domu dziecka.

Teraz jestem już dorosła. Poradziłam sobie, jednak w moim sercu nadal tkwi rana. Niektóre kobiety nigdy nie powinny zostać matkami.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × dwa =

Byłam dzieckiem, które stało matce na przeszkodzie do szczęścia.