Tomka poznałam na początku studiów i byliśmy ze sobą, z małymi przerwami, aż do obrony prac magisterskich na ostatnim roku. Mieszkał ze mną w kawalerce, którą kupili mi rodzice, a kiedy mu się coś nie podobało, wyprowadzał się do kumpla, ale zwykle po tygodniu wracał z podkulonym ogonem. Pamiętam jak pokłóciliśmy się tuż przed imprezą w plenerze na zakończenie studiów i przez niemal cały wieczór ze sobą nie rozmawialiśmy. Nie wiem nawet po co tam szłam, siedziałam tylko załamana i patrzyłam jak Tomek flirtuje z inną dziewczyną bez skrępowania. Kochałam go i byłam w stanie wiele wybaczyć, gdyby tylko chciał… W pewnym momencie pojawił się obok mnie kolega z młodszego rocznika, Zbyszek, i zapytał czemu jestem smutna. Nie miałam ochoty mu odpowiadać, więc przeprosiłam go i odeszłam w stronę koleżanek. Lubiłam Zbyszka, chodziliśmy razem na koło naukowe z energetyki, to bardzo miły chłopak, ze świetnym poczuciem humoru, ale nie miałam nastroju na żarty.
Kolega poszedł za mną i wręczył mi bukiecik z polnych kwiatów i powiedział mi jakiś komplement, ale teraz nie pamiętam nawet co to było. Cały czas myślałam o Tomku i zastanawiałam się czemu mnie tak traktuje. Pod koniec imprezy Tomek do mnie podszedł i długo przepraszał, a potem prosił o możliwość powrotu. Oczywiście mu wybaczyłam i jeszcze byłam szczęśliwa, że do mnie wrócił. Przez następny rok było różnie, oboje mieliśmy pracę i jakoś żyliśmy razem, a potem okazało się, że jestem w ciąży. Jeszcze zanim urodziłam, Tomek nawiązał romans z dawną znajomą z rodzinnego miasta i wyjechał z nią, zostawiając mnie bez słowa ani żadnej pomocy. Wyparł się dziecka i nie zamierzał zmienić zdania.
To był najgorszy okres w moim życiu. Zostałam sama w ósmym miesiącu ciąży, a potem całkiem sama musiałam sobie radzić z niemowlęciem i całą resztą obowiązków. Moja mama trochę mi pomogła, ale miała własne życie i problemy. Gdy syn trochę podrósł i byłam w stanie wyjść z nim na dłuższy spacer, spotkałam w parku Zbyszka. Prawie go nie poznałam, ale on, jak zawsze, przywitał mnie komplementem. Trochę porozmawialiśmy, a potem zaprosił mnie na lody i spędziliśmy ze sobą pół dnia. Gdy już zbierałam się, by położyć dziecko spać, Zbyszek złapał mnie za ramię i powiedział: „Nie wiem czy pamiętasz nasze ostatnie spotkanie, ale ja nie mogłem o nim zapomnieć. Wtedy zdałem sobie sprawę, że jesteś miłością mojego życia i trwałem w nadziei, że kiedyś zgodzisz się zostać moją żoną”. Byłam w szoku, przecież to dwa lata młodszy chłopak, a ja jako panna z dzieckiem nie byłam najlepszą partią, ale po kilku spotkaniach dałam mu szansę. Pokazał, że kocha mnie i mojego syna, a wkrótce staliśmy się rodziną.
