Mój mąż to rodzinny i ciepły człowiek, podobnie jak jego mama, z którą od początku mam dobre relacje. Przyjęła mnie do rodziny jak własną córkę, której nigdy nie miała, a ja poczułam się u niej jak u siebie w domu. Moja teściowa mieszkała na wsi, gdzie nie było dla mnie pracy, więc wkrótce po ślubie wyprowadziliśmy się z mężem do miasta. Miałam tam kawalerkę po zmarłej babci, ale postanowiliśmy kupić coś większego, a moje mieszkanie wynajmować. Kiedy urodziłam bliźniaki, Paweł zaproponował, by jego mama przeprowadziła się do mojej kawalerki i pomogła mi w opiece nad dziećmi. Pani Krysia z miłą chęcią spełniła prośbę syna i była dla mnie nieocenioną pomocą, szczególnie przez pierwsze miesiące życia dziewczynek. Gdy córki podrosły i było mi lżej, teściowa chciała wrócić do siebie, ale poprosiłam, by na stałe zamieszkała blisko nas i zostawiła życie na wsi. Miała dobrą emeryturę i było ją stać na opłacanie rachunków, a jej wiejski dom nie miał nawet podłączenia do kanalizacji ani porządnego ogrzewania. Poza tym, okazało się, że byłam w kolejnej ciąży i wiedziałam, że będę znowu potrzebowała pomocy.
Teściowa początkowo była przeciwna, by na stałe zamieszkać w mieście, ale przekonał ją stały dostęp do ciepłej wody i wygoda życia w bloku. Bardzo lubiła też spędzać czas z wnuczkami i cieszyła się na kolejne dziecko w rodzinie. Pani Krysia znowu wykonała kawał dobrej roboty pomagając mi przy dzieciach i opiekując się mną pod koniec ciąży, ale później, gdy nauczyła się sprawnie korzystać z Internetu, zaczęła poznawać nowych znajomych i coraz częściej wychodziła z nimi do kawiarni i do kina. Zapisała się też do pobliskiego klubu seniora, by różne atrakcje mieć za darmo i w końcu przestała nas codziennie odwiedzać. Było mi przykro i aż się popłakałam, gdy rozmawiałam o tym z mężem. Byłam na nią nawet zła, że zamieniła nas na obcych ludzi i własne przyjemności.
Dopiero mój mąż uświadomił mi, że nie powinnam mieć takich odczuć, ponieważ jego mama ma prawo do własnego życia, a my nasze dzieci powinniśmy wychować sami i nie liczyć wciąż na jej pomoc. Opowiedział mi, że jego mama nie miała łatwego życia, wychowała piątkę dzieci, pracowała zawodowo i męczyła się z mężem pijakiem, który w końcu zostawił rodzinę. Nigdy nie robiła nic dla siebie, zawsze dbała o dobro i szczęście dzieci, a teraz Paweł cieszył się, widząc ją uśmiechniętą i otoczoną życzliwymi ludźmi. Po tym, co mi powiedział, zupełnie inaczej na to spojrzałam i przestałam mieć do niej żal.
