Były prosi mnie, bym zajęła się jego chorą matką.
– Moja matka jest chora, a Aśka nie chce się nią zajmować. Miałaś z nią dobry kontakt. Pomóż mi. – prosił Janek, mój były mąż.
Rozwiedliśmy się cztery lata temu.
Janek od kilku dni dziwnie się zachowywał.
Krążył niespokojnie po domu, moje pytania zbywał monosylabami. Zawsze lubił jeść, moja kuchnia mu smakowała, a teraz wręcz unikał przebywania w kuchni i jedzenia.
Był wtorek. Pamiętam ten dzień jak dziś. Janek wrócił późno z pracy. Nawet nie zdjął płaszcza, usiadł przy stole i kazał mi zrobić to samo. Ogarnął mnie jakieś dziwny lęk. Posłusznie usiadłam i czekałam, na to co chce mi przekazać. Nie musiałam długo czekać. Mój mąż bez żadnego wstępu oświadczył, że chce rozwodu, bo się zakochał i od pół roku ma kogoś. W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakiś koszmar, zły sen który za chwilę się skończy.
Ale niestety, to nie był sen. Janek wstał, wyciągnął z szafy walizkę i zaczął się pakować.
– Kochanie, co robisz? Próbowałam wyrwać mu z rąk walizkę. – Co będzie że mną? Z naszymi synami?
Delikatnie, lecz stanowczo odsunął mnie od siebie.
– Nie dramatyzuj. Ludzie się rozstają i świat się nie kończy. Poradzisz sobie.
W akcie desperacji stanęłam w progu i powiedziałam, że jeśli go przekroczy nie będzie miał powrotu.
Uśmiechnął się tylko, przesunął mnie i wyszedł.
– Ty łajdaku. To było wszystko, co potrafiłam powiedzieć.
Nigdy nie myślałam, że coś takiego mnie spotka. Wydawało mi się, że takie rzeczy przydarzają się innym, ale nie mnie.
Dnie, które nastąpiły później, to był najgorszy okres w moim życiu. Przestałam o siebie dbać, prawie cały czas płakałam. Zdarzało się, że po całych dniach nie jadłam. Dobrze, że moja matka zabrała dzieci do siebie, bo nie byłabym w stanie się nimi zajmować.
Któregoś dnia spojrzałam w lusterko i przeraziłam się tym, co zobaczyłam.
Z lusterka patrzyła na mnie jakaś zmizerowana istota, której włosy od tygodnia nie widziały grzebienia. Zapadnięte policzki i oczy, które straciły swój blask.
To byłam ja.
– Boże! Jak ja wyglądam? Dlaczego robię sobie taką krzywdę? Czas się ogarnąć. Dzieci muszą wrócić do przedszkola, a ja do pracy.
Zostało mi jeszcze kilka dni urlopu, które postanowiłam wykorzystać na uporządkowanie swoich spraw i ułożenie planu na przyszłość.
Wiedziałam, że muszę ruszyć z życiem naprzód.
Po jakimś czasie otrzymałam papiery rozwodowe. Rozwód był ciężkim przeżyciem. Janek próbował obarczyć mnie całą winą za rozpad małżeństwa, siebie przedstawiał jako idealnego męża. Nie przyniosło to jednak zamierzonego efektu.
Od tamtego czasu minęło cztery lata. Dzieciaki zdrowo rosły, ja awansowałam.
Nie szukałam miłości, nie chciałam ponownie się sparzyć.
Pewnego popołudnia z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam. W progu stał Janek.
W żaden sposób nie przypominał mojego zadbanego męża. Był nieogolony, w ubraniach niepierwszej świeżości. Zaprosiłam go do środka. Rozejrzał się po kuchni.
– Widzę, że dużo się zmieniło… Ale ja, nie o tym chciałem porozmawiać. Mam do ciebie prośbę.
Moja matka jest chora, moja obecna partnerka nie chce się nią zajmować, a ja nie daję sobie rady. Zawsze miałyście dobry kontakt. Czy mogłabyś mi pomóc w opiece nad nią.
Chwilę milczał, a potem wziął mnie za ręce i zapytał czy mamy jeszcze szansę. Wyciągnęłam ręce z jego dłoni i powiedziałam, że moja miłość do niego dawno umarła i jedyne, co mogę mu zaproponować to numer telefonu do dobrej pielęgniarki. Wstałam z krzesła i powiedziałam, że powinien już wyjść.
