Chcę doprowadzić syna do rozwodu. Po co mu taka bezmyślna żona?

Chcę doprowadzić do rozwodu mojego syna. Po co mu taka bezmózga żona?

Istnieje stereotyp, że teściowe to złośliwe wiedźmy, które dręczą biedne, nieszczęśliwe synowe bez powodu. Przeszukałam internetowe fora pełno tam takich historii. A teraz ja jestem tą złą teściową, która nie tylko czepia się synowej, ale stanowczo postanowiła zniszczyć małżeństwo swojego syna. I wiecie co? Nie wstydzę się. Jestem pewna, że mam rację, i zaraz wyjaśnię dlaczego, gdy we mnie kipi gniew i ból o mojego chłopca.

Mój syn, Krzysztof, poznał tę dziewczynę, Zuzannę, około pięciu lat temu. Ale przedstawił mi ją dużo później dopiero gdy złożył jej propozycję małżeństwa. Od pierwszego wejrzenia mi się nie spodobała, i, jak się później okazało, intuicja mnie nie zawiodła ta dziewczyna okazała się prawdziwym koszmarem.

Zaprosiłam ich do naszego domu, do przytulnego mieszkania na przedmieściach Krakowa. Zuzanna nawet nie zdążyła zdjąć butów, gdy zadzwonił jej telefon. Zamiast przeprosić i powiedzieć, że oddzwoni, zaczęła gadać z koleżanką prosto w przedpokoju. Piętnaście minut! Stałam, zaciśnięte zęby, a ona chichotała i plotkowała o głupotach. Już wtedy poczułam, że coś z nią nie tak.

Przy stole nie zadawałam jej poważnych pytań tylko obserwowałam. Ale gdy rozmowa zeszła na jej życie, wszystko stało się jasne. Liceum ledwo skończyła, na studiach się nie pojawia, bo po co? Kobieta, według niej, ma być żoną i matką i kropka. Pracować nie zamierza. Teraz utrzymują ją rodzice, a potem, widać, ten ciężar spadnie na mojego syna. Mieszka z mamą i tatą, ale po ślubie planuje się wprowadzić do nas. I wisienka na torcie jest w ciąży. Termin jeszcze mały, więc ślub musi być szybki, zanim brzuch zdradzi jej sekret. Zachowywała się tak, jakby cały świat był jej coś winien, a jej uroda to bilet do życia bez trosk.

Najgorsze jednak zobaczyłam, gdy Krzysiek wyszedł zapalić na balkon. Zuzanna natychmiast wyjęła paczkę cienkich papierosów i poszła za nim. W ciąży i pali! Omal nie udusiłam się z oburzenia. Co będzie z dzieckiem? Najwyraźniej ją to nie obchodziło.

Wkrótce wzięli ślub i zamieszkaliśmy razem. Wychodziłam do pracy o świcie, wracałam wieczorem, a ona spała do południa, potem wałęsała się po domu bez celu i co chwilę biegała na balkon z papierosem. W szkole załatwiła sobie zwolnienie z zajęć z powodu ciąży. Każdy wieczór witał mnie chaosem: góra brudnych naczyń, porozrzucane ubrania, pusty lodówka. Nie gotowała, nie sprzątała tylko wisiała na telefonie, gadając z mamą lub koleżankami.

Gdy prosiłam o pomoc, machała ręką: raz mdłości, raz zmęczenie. Ale nie przeszkadzało to w wędrówkach po kawiarniach lub nocnych klubach z Krzysiem do rana. Gryzłam język, milczałam dla dobra syna. Aż urodził się wnuk. I co myślicie? Zuzanna ani drgnęła. Krzysiek wstawał w nocy do dziecka, woził go na badania. Ja pomagałam po pracy, padając ze zmęczenia. A ona? Wylegiwała się na kanapie, przeglądała telefon i paliła, jak gdyby nigdy nic. Trzęsłam się ze złości.

Próbowałam rozmawiać spokojnie, potem ostrzej. Słowa przechodziły jej koło uszu, patrzyła na mnie z butnym uśmieszkiem. Najgorsze było to, że Krzysiek zawsze ją bronił. Gdy wskazywałam na jej lenistwo, odpowiadał: Mamo, ona się stara, tylko jest jej trudno. I kłóciliśmy się. Na mnie krzyczał, a jej ani słowa nagany. Mój syn, mój jedyny chłopiec, oślepł od miłości do tej pustej lalki.

Napięcie w domu stało się nie do wytrzymania. Pewnego dnia nie wytrzymałam i w gniewie rzuciłam: Zabieraj swoją żonę z dzieckiem i wynoście się! Zobaczymy, jak sobie poradzicie! Wyprowadzili się. Krzysiek obraził się, przestał odzywać. Próbowałam otworzyć mu oczy, ale odgradzał się murem. Teraz prawie nie dzwoni, nie odwiedza. Jestem pewna: to Zuzanna nastawia go przeciwko mnie, wbija klin między nas. A przecież kocham syna bardziej niż życie, i wnuka uwielbiam całym sercem.

Postanowiłam: taka żona Krzysiowi nie jest potrzebna. Zasługuje na lepszą mądrą, troskliwą kobietę, nie na tę leniwą, bezmyślną dziewuchę. Może teraz tego nie widzi, ale zrobię wszystko, by ich małżeństwo się rozpadło. Nie ustąpię, dopóki nie uwolnię go z tych kajdan. Jestem pewna, że w końcu zrozumie, że miałam rację, przytuli mnie i powie: Dziękuję, mamo. A wnuka wychowamy sami bez jej bezwartościowego cienia, bez obojętności i dymu papierosowego. Nie ustąpię, bo to moja walka o szczęście mojego chłopca.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

czternaście + 4 =

Chcę doprowadzić syna do rozwodu. Po co mu taka bezmyślna żona?