Karolina szybko sprzątała, bo Wojtek niedługo miał wrócić z pracy. Chciała, żeby wszystko było idealne, nawet upiekła jego ulubione ciasto, ponieważ była specjalna okazja. Chciała podzielić się z nim tą szczęśliwą wiadomością, że w końcu jest w ciąży!
Obawiała się trochę, że mąż nie będzie tak szczęśliwy jak ona, ponieważ mieli już jedno dziecka, syna, ale Karolina wiedziała, że nie chce robić aborcji bez względu na to, jak zareaguje mąż.
Wojtek spóźniał się. Chciała do niego zadzwonić, ale jednak odłożyła telefon, żeby po raz kolejny się nie zdenerwować. Mąż wrócił po dziesiątej, znowu pijany. Karolina ledwo się powstrzymywała, żeby mu nic nie powiedzieć. Zaczęła podgrzewać obiad i powoli uspokajała nerwy, a kiedy mąż usiadł do spóźnionego obiadu, powiedziała:
– Muszę Ci coś powiedzieć.…
– Co?
– Nie złość się tylko! Jestem w ciąży!
– Karolina, Ty chyba jesteś jakaś nienormalna!
– O co Ci chodzi? Jesteś zły?
– Ty siedzisz w domu z dzieckiem, a ja już mam dość utrzymywania całej rodziny. Adrianek ma dopiero dwa latka. Czy Ty w ogóle zamierzasz jeszcze kiedyś pracować?
– Mówiłam Ci, że chcę mieć dwójkę dzieci…
– Chcieć to sobie możesz, ale ja nie zamierzam utrzymywać całego domu. Czy zgłupiałaś od tych pieluch i nie pamiętasz już, skąd się biorą pieniądze? A może wygodnie Ci być na moim utrzymaniu?
Nie spodziewała się takiej reakcji.
– Karolina, mamy małego syna, kredyt hipoteczny na głowie i jeszcze inne zobowiązania. Myślisz więc, że będę skakał ze szczęścia? Mam dość! Chcesz, to sobie ródź, ale nie zamierzam dawać Ci żadnych pieniędzy! Od teraz trzeba oszczędzać! Spełniałem zawsze wszystkie Twoje życzenia, kupowałem Ci, co chciałaś, a Ty tak bezmyślnie postąpiłaś!
Karolina położyła się na kanapie i myślała, o co mu chodzi i o jakich jej życzeniach mówił, skoro nie prosiła męża o nic od dawna. Już dawno zapomniała o tym, czym jest robienie sobie paznokci czy pójście do fryzjera, a o nowych ubraniach to już nawet nie wspomni. Poprosiła go tylko o zakup blendera po tym, jak urodził się Adrianek, żeby sama mogła przygotowywać mu jedzenia i tym samym móc oszczędzić na słoiczkach. Nie miała nawet żadnej biżuterii.
Wtedy usłyszała rozmowę męża, którą prowadził z kimś przez telefon w drugim pokoju:
– Tak, kochanie. Niech robi, co chce. Czekaj, zaraz u Ciebie będę.
Wojtek trzasnął drzwiami i wyszedł, a potem wsiadł do taksówki i odjechał. Karolina nigdy nie dowiedziała się, kto był tym jego “kochaniem”. Jej tak nigdy nie nazywał…
