Chciałam znaleźć pracę, a znalazłam synka

W naszym mieście trudno znaleźć porządną pracę. Miasto jest duże, przez co funkcjonuje tutaj mało firm i zakładów pracy. Wcześniej pracowałam w szwalni, ale niestety okazało się, że jest ona nierentowna i w czasie pandemii zbankrutowała.
Chociaż byłam jedną z najlepszych pracownic, i tak zostałam zwolniona jako jedna z pierwszych. Natychmiast zaczęłam szukać czegoś w zamian, ponieważ nie miałam żadnych oszczędności. Nie było też czasu na zdenerwowanie i płacz, ponieważ musiałam skupić się na tym, że jeśli nie znajdę szybko pracy, nie będę miała kompletnie za co żyć. Kupiłam gazetę z ogłoszeniami, ale nie było tam nic dla mnie – tylko praca jako budowlaniec, operator koparki czy hydraulik.
Kiedy przeglądałam gazetę, zadzwonił telefon. To była moja najlepsza przyjaciółka Karolina.
– Cześć, Irka. Mam dla Ciebie fajne miejsce pracy. Byłabyś zastępcą kierownika sierocińca. Spróbujesz?
– Miałabym pracować w domu dziecka? Jakoś mi się to źle kojarzy – odpowiedziałam.
– Nie bój się, dobrze płacą, warunki też są dobrze. Będziesz w ciepełku przeglądała papiery.
– Dobrze, daj mi kontakt.
Wątpiłam, czy dobrze robię, miałam jakieś dziwne przeczucie. Wydawało mi się, że nie idę tam po nową pracę, tylko w zupełnie innym celu. Czułam się tak, jakbym pierwszy raz szła do szkoły podstawowej. Kiedy zobaczyłam tyle osieroconych dzieci, moje serce ścisnęło się z bólu. Podeszłam do jednej dziewczyny i zapytałam:
– Cześć. Pokaż mi, gdzie jest gabinet dyrektorki.
Dziecko pokazało mi drzwi palcem i uśmiechnęło się. Rozmawiałyśmy z dyrektorką przez bardzo długi czas, ponieważ interesowały ją wszystkie szczegóły z mojego życia zawodowego i w sumie nie tylko. Takie staranne podejście było uzasadnione, bo to przecież praca z dziećmi, ale w pewnym momencie już wyraźnie przesadziła.
– Alinko. Czemu tutaj jesteś? Wracaj szybko do zabawy! – krzyknęła dyrektorka, gdy zobaczyła tę samą dziewczynkę pod drzwiami.
– Nie chcę. Czekam na mamę.
Jaką niby mamę?
– No na tę – wskazała na mnie dziewczynka.
Moje serce zaczęło bić jak szalone. Wtedy zdałam sobie sprawę, dlaczego rano byłam taka zdenerwowana. Kiedy ja zatopiłam się w swoich myślach, Alinka w tym czasie uciekła.
W sumie zostałam przyjęta do pracy i wszystko układało się dobrze. Alinka często wpadała do mnie i bardzo się do siebie zbliżyłyśmy. Nagle zdałam sobie sprawę, że kocham tę dziewczynę.
– Chcę adoptować Alinkę – powiedziałam dyrektorce.
– Żartujesz?
– Nie. Pomogła mi załatwić formalności, więc proces adopcji przebiegł szybko i bezproblemowo. Teraz Alinka odwiedza sierociniec tylko po to, by zobaczyć się z dawnymi przyjaciółmi. Ona ma mamę, a ja mam córkę. Sprowadził nas na siebie przypadek, który dał nam nowe życie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − osiemnaście =

Chciałam znaleźć pracę, a znalazłam synka