Co wieczór, aż do samego rana, sąsiedzi z góry urządzali głośne imprezy. Przez pierwsze tygodnie jakoś to znosiliśmy, ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Postanowiłem coś z tym zrobić.

Zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli będę dobry dla innych, oni będą tacy dla mnie i pozwoli to uniknąć niepotrzebnych konfliktów. żyłem według tej zasady, ale przyszedł taki moment w moim życiu, kiedy straciłem cierpliwość. Razem z żoną kupiliśmy nasze pierwsze mieszkanie, które przez koleje 4 miesiące poddawaliśmy gruntownemu remontowi. Wszelkie ciężkie i hałaśliwe prace zlecaliśmy ekipie w godzinach, gdy większość mieszkańców bloku była w pracy, a po godzinie 17 robotnicy szli do domu. Podczas remontu poznaliśmy najbliższych sąsiadów, z którymi sporo rozmawialiśmy, informując jakie prace i jak bardzo uciążliwe zaplanowaliśmy na kolejne dni, by mogli się do tego przygotować. Większość sąsiadów była przyjaźnie do nas nastawiona i bardzo pomocna, co napawało nas optymizmem na kolejne dni, które będziemy z nimi spędzać w jednym budynku. Byłem prawie pewien, że nie będziemy mieli z nimi żadnych problemów i w zasadzie początkowo tak właśnie było.

Po miesiącu od wprowadzenia się, co wieczór, aż do samego rana, sąsiedzi z góry urządzali głośne imprezy. Przez pierwsze tygodnie jakoś to znosiliśmy, ale z dnia na dzień było coraz gorzej, nie umieliśmy wypocząć. Żyliśmy nadzieją, że kiedyś im się znudzi i przestaną, ale nie dało się tego wytrzymać. Zebraliśmy się większą grupą mieszkańców i wybrali mnie jako swojego przedstawiciela, abym poszedł porozmawiać z sąsiadami, jednak rozmowy nic nie zmieniły. W końcu zadzwoniłem do właścicielki mieszkania i postraszyłem ją policją. Uspokoiła swoich lokatorów na jakieś dwa tygodnie, a potem wszystko zaczęło się od nowa.

Zadzwoniłem ponownie do właścicielki, ale zaczęła być dla mnie nieuprzejma, więc poszedłem o krok dalej i postanowiłem wezwać policję, zgłaszając zakłócanie ciszy nocnej. Okazało się, że lokatorzy nie mają żadnej umowy i sprawa poszła jeszcze dalej, obijając się o urząd skarbowy. Sąsiadka osobiście mnie odwiedziła i zaczęła wygłaszać groźby karalne, nie przestała nawet wtedy, gdy na korytarzu zebrało się kilku innych sąsiadów. Cóż, wtedy postanowiłem, że nie będę się zastanawiał przed kolejnym telefonem na policję w razie imprezy u niej w mieszkaniu. Jeśli ma za nic nasz spokój, to niech płaci!

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

9 + 10 =

Co wieczór, aż do samego rana, sąsiedzi z góry urządzali głośne imprezy. Przez pierwsze tygodnie jakoś to znosiliśmy, ale z dnia na dzień było coraz gorzej. Postanowiłem coś z tym zrobić.