Mam 32 lata i pracuję jako elektryk w prywatnym przedsiębiorstwie. Ponieważ jestem dobrym specjalistą, to szef często wysyła mnie na obiekty wymagające więcej pracy i doświadczenia. W takie dni zarabiam podwójną stawkę i ogólnie muszę powiedzieć, że jestem zadowolony z mojego stanowiska.
Siedem lat temu dzięki pracy poznałem swoją miłość. Zostałem wysłany do biura w którym nastąpiło dziwne zwarcie, którego przyczynę musiałem odnaleźć, a potem wszystko naprawić, aby działało prawidłowo. Długo tam pracowałem i po kilku godzinach zacząłem być nawet głodny. Wtedy podeszła do mnie dziewczyna i zaproponowała herbatę z ciasteczkami, a ja nie mogłem odmówić.
Usiedliśmy i trochę rozmawialiśmy. Powiedziała, że od dawna pracuje tutaj jako księgowa. Po wypiciu herbaty i miłej pogawędce znów zabrałem się do pracy, która zajęła mi jeszcze godzinę. Wychodząc z biura wziąłem numer telefonu od dziewczyny i zaczęliśmy od tej pory sporo ze sobą rozmawiać, najpierw przez telefon, a potem w trakcie spacerów po mieście. Była bardzo miłą i atrakcyjną dziewczyną, w dodatku zawsze wiedziała, jak mnie pocieszyć i co powiedzieć.
Po dwóch latach związku oświadczyłem się ukochanej. Wiosną odbyło się wesele, a potem pojechaliśmy odpocząć nad morzem. To był najlepszy czas w moim życiu – byłem ogromnie szczęśliwy, że mam taką żonę. Po przybyciu do rodzinnego miasta wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie i wyprowadziliśmy się od rodziców. Natychmiast podzieliliśmy wszystkie obowiązki – ja zajmuję się naprawami i tą najcięższą pracą w domu, a żona gotuje, myje i sprząta. Nasze relacje dzięki temu układały się doskonale, bo każde z nas znało swoje obowiązki i nie było nieporozumień.
Minęły nam trzy szczęśliwe lata razem, ale potem, kiedy awansowała w pracy i zaczęła zarabiać więcej ode mnie wszystko zaczęło się zmieniać. Na początku były to tylko głupie zaczepki słowne typu: „teraz jestem mężczyzną w tym domu, więc teraz Ty będziesz stać przy garach„.
Nie lubiłem takich żartów, ale starałem się nie zwracać na nie uwagi. Po pewnym czasie żarty zamieniły się w wyrzuty – żona narzekała, że ciężko pracuje i jest zmęczona po pracy, więc dlaczego nie mogę chociażby posprzątać mieszkania. Tak było każdego dnia: „zarabiam więcej, więc jestem bardziej zmęczona”. W sumie zaczęła na mnie przerzucać wszystkie swoje obowiązki.
O tym, że zarabiam mniej, wiedziały jej wszystkie koleżanki, które rozmawiały o mnie: „co to za facet, który nie potrafi porządnie zarabiać?” lub „czyli mąż po prostu żyje na koszt żony”. Prawda jest taka, że zarabiałem całkiem dobrze i nigdy nie prosiłem żony o pieniądze.
Czara goryczy przelała się na imprezie z okazji urodzin mojej mamy. Kiedy goście ze zdziwieniem spojrzeli na drogi prezent, który mama od nas dostała, a którym była zagraniczna wycieczka i ktoś pochwalił nas za to, że nie oszczędzaliśmy na jubilatkę pieniędzy żona odpowiedziała coś, co zszokowało wszystkich:
– Jej syn zapłaci tylko za taksówkę na lotnisko, bo na cały prezent nie byłoby go stać. On niby chodzi do pracy, ale jakoś nie potrafi zarabiać pieniędzy.
Zapanowała cisza. Mama chciała coś powiedzieć, ale zaniemówiła. Wziąłem żonę za rękę i wyprowadziłem ją z mieszkania, a potem bez słów zatrzasnąłem jej drzwi przed samym nosem. Nie wróciłem do naszego wspólnego mieszkania i zacząłem osobne życie.
Co jest w tym wszystkim interesujące? To, że moja żona postanowiła założyć swoją firmę i faktycznie na początku dobrze jej szło, ale minął rok i zbankrutowała. Wczoraj do mnie dzwoniła i przyznała się, że jest bezrobotna i ma problemy finansowe. Poza tym prosiła mnie o przebaczenie i marzy o tym, abyśmy żyli jak kiedyś.
Odłożyłem telefon i sam nie wiem, czy się cieszyć, czy lepiej drugi raz nie wchodzić do tej samej rzeki i po prostu zapomnieć. Może ta sytuacja radykalnie ją zmieni, a moja piękna, miła i sympatyczna żona wróci? Sam już nie wiem, co o tym myśleć.
