Czyż nie jest to klucz do szczęścia?
Ludzie w podeszłym wieku żyją tylko wspomnieniami. Rozpamiętują każdy dzień swojego życia, analizują je w najdrobniejszych szczegółach. Właśnie w tym momencie zaczynają sobie uświadamiać, jak wiele błędów popełnili, jak niewłaściwie wykorzystali swój czas, którego nie można cofnąć.
Nina Bębenek, psycholog i pisarka, zauważyła pewną osobliwość w rozmowach ze starszym pokoleniem. Dokonali bilansu i wyciągnęli wnioski. To jest właśnie to, nad czym powinno pracować młode pokolenie.
Czego więc będziemy żałować na starość?
Po pierwsze, że za mało podróżowaliśmy lub w ogóle nigdzie nie byliśmy.
Nie żałujemy, że nie rozwinęliśmy się duchowo lub nie poświęciliśmy się wystarczająco naszym dzieciom i w konsekwencji nie wychowaliśmy ich dobrze. Nie będziemy żałować, że nie poświęciliśmy choć niewielkiej części naszego czasu sztuce, choć z czasem, być może w bardziej zaawansowanym wieku, będziemy (jak twierdzą niektórzy psychologowie).
Pracując jako sprzedawca, miałem kontakt z wieloma starszymi ludźmi, którzy byli w pełni sprawni umysłowo.
Teraz większość z nich żałowała, że dała się wykorzystywać. Znosili zniewagi, upokorzenia i obelgi, na które nie zasługiwali. „Dlaczego nie mogłem się bronić, kiedy moi szefowie kazali mi pracować za trzech?” – powiedział kiedyś jeden z mężczyzn.
Inny wspominał krewnych, którzy tygodniami pomieszkiwali w jego mieszkaniu, podczas gdy on z żoną i trójką dzieci gnieździli się w jednym pokoju. Jego żona im gotowała, robiła pranie, sprzątała po nich, a nawet zrobiła im kilka prezentów. Gdzie jest napisane, że tak ma być?
Wielu znosi wybryki męża pijaka czy tyrana.
Niektórzy spełniają oczekiwania zupełnie obcych ludzi. Nie z tchórzostwa, ale po prostu po to, by nikogo nie urazić, nie znieważyć, a może nawet po to, by kiedyś otrzymać coś podobnego w zamian od tej osoby.
Jeden na dziesięciu żałował, że nie znalazł słów, by odmówić, bo nie chciał wyjść na złego klienta. Teraz pozostaje tylko przypomnieć sobie o tym i ciężko westchnąć.
Drobna, krucha i słodka starsza pani, powiedziała: „Mieszkałam sama z trójką dzieci w internacie. Dwa razy w tygodniu odkręcali ciepłą wodę. To był akurat czas, kiedy wszyscy krewni przyjeżdżali w odwiedziny. Potem wyjeżdżali, a ja nie miałam czasu na pranie ubranek dla dzieci. Żyję już osiemdziesiąt cztery lata i wciąż nie znalazłam powodu, dlaczego ich nie wyrzucałam”. W jej oczach widać było urazę i rozgoryczenie.
Inną kwestią, której będziemy żałować, jest zmarnowany czas, w którym żyliśmy w dobrowolnej niewoli, do której sami się doprowadziliśmy dzięki naszej dobroci, wysiłkom i wyrzeczeniom.
Będziemy żałować cierpliwości, której nikt nie doceniał. Można być cierpliwym, czasem jest to konieczne, ale nie jest niezbędne. Wówczas mielibyśmy czas i siłę na podróże, na dzieci, wnuki, sztukę. Bylibyśmy zdrowsi. W naszych duszach nie byłoby zniewagi, goryczy, litości do samych siebie, musimy po prostu nauczyć się mówić „nie”. I to by było na tyle.
Po prostu ignorujmy wszystkie toksyczne postawy, prośby i inne negatywne rzeczy, poświęcając się teraz rozrywce, dzieciom, wnukom, a nawet podróżom.






