Wychowałem córkę sam, bo żona uciekła z dnia na dzień do innego mężczyzny, kiedy Ania była jeszcze mała. Od dawna mnie już zdradzała i to z wieloma mężczyznami, ale dla dobra dziecka przymykałem na to oczy. Potem jednak sama odeszła. Gdyby nie moi rodzice, pewnie nie poradziłbym sobie ze wszystkim, ale na szczęście mogłem liczyć na ich pomoc.
Dzięki wyższemu wykształceniu, doświadczeniu i wytrwałości udało mi się wspiąć wysoko po szczeblach kariery. Zostałem dyrektorem w jednej z większych firm w moim mieście i zacząłem otrzymywać wysokie wynagrodzenie. Bardzo mi się poszczęściło.
Kiedy córka zaczęła uczyć się w liceum, ja kończyłem już spłacać kredyt hipoteczny. Mimo tego, że miałem własne mieszkanie, wciąż z córką mieszkaliśmy z moimu rodzicami, ponieważ dzięki temu dodatkowym źródłem dochodu były pieniądze z wynajmu mieszkania. Potem zacząłem odkładać znowu pieniądze po to, żeby kupić kawalerkę. Zrealizowałem swój cel i to mieszkanie także wynająłem.
Kiedy miałem 50 lat, firma, w której pracowałem zbankrutowała i zostałem bez pracy. Gdyby nie wynajem mieszkań, to nie wiem, jak bymśmy żyli. A córka? Od niej na pewno nie doczekasz się pomocy! Prawdopodobnie coś przegapiłem w wychowaniu i za bardzo skupiłem się na zarabianiu pieniędzy i budowaniu sukcesu zawodowego. Rozpieszczałem ją, dorastała w prawdziwym dobrobycie. Ubierała się w same modne ciuchy i dostawała ogromne kieszonkowe, a na 20. urodziny dałem jej samochód. Wiele osób o czymś takim może tylko pomarzyć.
Kiedy Aleksandra była na 3 roku studiów, postanowiła wziąć ślub. Prosiłem ich, żeby z tym poczekali, ale potem zdałem sobie sprawę, że to na nic, tym bardziej, że córka była już w ciąży. Musiałem oczywiście zapłacić za ślub i wesele, ponieważ rodzice zięcia są biedni. Wszystko to kosztowało mnie prawie 150 tysięcy.
Jedno z mieszkań oddałem córce do tymczasowego użytku. Wszystkie przekazane im z okazji ślubu pieniądze wydali na rozrywki, chociaż mogli wziąć kredyt hipoteczny i kupić sobie własne mieszkanie. Rok po hucznym weselu miał miejsce niestety huczny rozwód. Teraz muszę utrzymywać córkę i wnuka, bo zięć nie płaci nawet alimentów.
Kiedy zdałem sobie sprawę, że nie wyrobię tak dalej finansowo zacząłem nalegać, aby moja córka wprowadziła się do mnie, a mieszkanie ponownie wynająłem. Teraz mam 55 lat. Pracuję, ale o dawnych zarobkach mogę tylko pomarzyć. Teraz także wszystko jest na moich barkach. Rodzice często chorują, a ich skromna emerytura szybko się kończy. A co do córki… brak mi słów!
Wnuk trochę podrósł, ale Ola i tak nie zamierzała iść do pracy, bo jak twierdzi, nie chce pracować za marne grosze. Jest więc ciągle na moim utrzymaniu.
A ostatnio powiedziała mi, że ma nowego narzeczonego, z którym znowu jest chyba w ciąży! Żąda więc, żebym zorganizował im małe przyjęcie weselne i oddał kawalerkę, którą teraz wynajmuję. Jestem jednak temu przeciwny, bo to źródło mojego utrzymania, więc jej odmówiłem.
Córka grozi, że już nigdy się do mnie nie odezwie, jeśli nie spełnię jej warunków. Najprawdopodobniej nie uniknę wielkiej awantury. Nie zamierzam jednak jej ustępować, bo nie jestem jej nic winien.
