Czy relacje teściowa-synowa zawsze są takie same?

Z jakiegoś powodu w moim życiu, od dziecka, nieustannie pojawiały się przykłady relacji teściowa – synowa.

Na początku były to „wojny” między prababcią a babcią. Rodzice zabierali mnie do babci, dopóki nie było miejsca w przedszkolu i tam, w mieszkaniu babci, zobaczyłam piekło. To było tak, jakby w domu mojej babci mieszkały dwie zupełnie inne osoby. Jedna babcia uśmiechała się do mnie czule, wręczała mi smakołyki, opowiadała historie i rysowała ze mną obrazki. Druga ze złością krzyczała na przykutą do łóżka teściową, mając za złe, że musi się na stare lata nią opiekować i krzyczała w myślach: „Kiedy już umrzesz?!”

Prababcia zmarła, wyprowadziliśmy się z wynajmowanego mieszkania do babci i zaczęła się nowa konfrontacja – matka i babcia. Czasami nawet sąsiedzi przychodzili do nas i prosili, żebyśmy byli troszkę ciszej, ale nie trwało to długo.

Byłam już w klasie maturalnej, kiedy pochowano moją babcię. Moja mama z zasady nie przestrzegała żałoby i po dziewięciu dniach rozpoczęła prawdziwą rewolucję w mieszkaniu, pakując do worków rzeczy babci, wszystkie, bez wyjątku, i wynosząc je na śmietnik. Kiedy tata wrócił z pracy do domu, był zszokowany postawą żony, wobec jego nieżyjącej już matki. Potem cały wieczór się kłócili, codziennie powtarzało się to samo, co było chyba punktem wyjściowym do ich rozwodu. I tak się też stało, tata zostawił nas po sześciu miesiącach…

Niedługo po tym wydarzeniu poznałam chłopaka, spodobał mi się od samego początku, zakochaliśmy się w sobie i po roku bycia razem, postanowiliśmy z Marcinem, że weźmiemy skromny ślub, nie stać nas było na wynajęcie mieszkania i jeszcze przed ślubem zdawałam sobie sprawę, że będę musiała mieszkać z jego matką. Przypomniałam sobie skandale, których byłam świadkiem i chciałam żyć z teściową normalnie. Nie liczyłam, że będziemy najlepszymi przyjaciółkami, ale chciałam przynajmniej nie robić sobie scen i nie skracać sobie życia.

Byłam zdeterminowana, aby się dogadać, chciałam mieć dobre relacje, lecz po około roku teściowa zaczęła mi dogryzać. Zebrałam całą cierpliwość którą miałam i starałam się nie reagować na jej uszczypliwe powiedzenia w moją stronę, dotyczące sprzątania, pralnia, gotowania, itp. W jej słowniku nie było ostrych słów, ale w profesjonalny sposób potrafiła się ze mnie nabijać, dając do zrozumienia, że jestem nikim, a ona jest królową.

Po kolejnej „lekcji życia” od mojej teściowej, postanowiłam szczerze z nią porozmawiać. Kupiłam tort na tę okazję, poprosiłam męża, żeby dał nam czas na rozmowę i opowiedziałam teściowej historie relacji w mojej rodzinie. Wtedy zasugerowałam, żeby nie wdawała się w te same afery i problemy, tylko zaczęła się ze mną inaczej komunikować, przynajmniej jak dobrzy sąsiedzi.

Teściowa przerwała mi wtedy, odsunęła tort i oświadczyła: „Pani domu jest najważniejszą osobą tutaj, a Ty wiesz, kto to jest. Będę komunikowała się tak, jak uznam to za stosowne, a najlepszą opcją dla Ciebie jest nie komunikować się w ogóle. To znaczy, żebyś chodziła w ciszy i trzymała się z dala od mojego wzroku.”

Kiedy przyjechał mój mąż, spojrzał na mnie z nadzieją, ale ja w milczeniu potrząsnęłam przecząco głową, ale teściowa wyskoczyła ze swojego pokoju:

– A więc, sąsiadko, czy obiad dla Twojego męża jest już gotowy? – Zapytała teściowa.

Odpowiedziałam, że z takim nastawieniem nie będę miała komu podać obiadu na starość, no i się zaczęło! Mój mąż próbował nas uspokoić, ale po roku milczenia po prostu wybuchłam…

Aby utrzymać rodzinę, musieliśmy wynająć mieszkanie, choć było to trudne finansowo. Stopniowo stanęliśmy na nogi i byliśmy w stanie zaciągnąć kredyt na zakup domu. W tym czasie moja teściowa ciężko zachorowała i wymagała stałej opieki. Ja, mając w pamięci sytuację z dzieciństwa, stanowczo odmówiłam bycia opiekunką.

Zaproponowałam mężowi, żeby znalazł rodzinę, która zaopiekuje się jego matką, z prawem do dziedziczenia mieszkania, a on się zgodził. Eksperymentowaliśmy przez kilka miesięcy. Z moją teściową nikt nie mógł się dogadać dłużej niż dwa tygodnie, płaciliśmy za opiekunkę, a ludzie odchodzili, mówiąc, że z babcią po prostu nie da się normalnie żyć. W końcu udało się znaleźć parę, która przetrwała „mękę” przez dwa miesiące. Zawarliśmy z nimi umowę, która oprócz tego, że odziedziczą mieszkanie, przewidywała, że będziemy nadzorować, w jaki sposób będą się opiekować matką.

Myślę, że to nie ja byłam problemem w moich relacjach z nią, ponieważ jak widać, nie było zbyt dużo chętnych w kolejce po mieszkanie.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 3 =

Czy relacje teściowa-synowa zawsze są takie same?