Zwykle nie wywlekam spraw rodzinnych na światło dzienne, ale tym razem jestem na tyle oburzona, że muszę się tym z kimś podzielić. Zawiodłam się na córce i zięciu, nie wiem dlaczego postąpili w ten sposób. Karola przyjęliśmy jak syna, nie przeszkadzało nam, że pochodzi z biednej rodziny, ponieważ nie miało to dla nas znaczenia, najważniejsze było szczęście Iwonki. Nam nigdy nie brakowało pieniędzy, więc chętnie sfinansowaliśmy ich ślub i wystawne wesele, zgodnie z życzeniem młodych. Rodzina Karola praktycznie się nie dołożyła, ale nasza rodzina stanowiła zdecydowaną większość gości, dlatego nie widzieliśmy w tym problemu. Poza tym mieliśmy świadomość sytuacji finansowej rodziców Karola.
Jako prezent ślubny przekazaliśmy im nasze mieszkanie, które przez ostatnie 10 lat wynajmowaliśmy lokatorom. Nie robiliśmy remontu, bo wiadomo, że każdemu podoba się coś innego i tę kwestię zostawiliśmy dzieciom, ale daliśmy im na ten cel pieniądze. Po ślubie Iwona z Karolem zamieszkali tam, ale nie planowali robić remontu – pieniądze, które od nas dostali, wydali na samochód dla Karola. Moja córka ma w miarę nowy samochód, który kupiliśmy jej kilka lat temu, a zięć jeździł starym strupem, który nadawał się już tylko na złom. Nie chodzi o to, że mam coś przeciw, doskonale rozumiem, że samochód to teraz niezbędna rzecz, zwłaszcza dla młodych, ale przecież jego rodzina też dała jakieś pieniądze w kopertach i mógł wykorzystać tamte pieniądze. Tym bardziej, że do wesela się nie dołożyli.
Teraz to wygląda tak, jakbyśmy dali im w prezencie niewyremontowane mieszkanie i samochód… a przecież chcieliśmy, żeby mieszkali w godnych warunkach i zrobili remont pod własny gust. Ostatnio byliśmy u nich w odwiedzinach i zwróciłam uwagę, że mogliby chociaż lekko odświeżyć wnętrze – pomalować ściany, wymienić zasłony i kupić nową kanapę do salonu, w końcu myśleli o powiększeniu rodziny, więc moim zdaniem wypadało, by przygotować również pokój dla dziecka. Odpowiedź mojego zięcia zwaliła mnie z nóg! Powiedział, że nie czuje się zobowiązany do jakichkolwiek ingerencji w to mieszkanie, bo nie jest właścicielem… Żądał przepisania mu połowy mieszkania, wówczas mógłby pomyśleć o remoncie.
Zdenerwowałam się, faktycznie zakupiłam to mieszkanie z myślą o naszej jedynej córce, ale nie czuliśmy potrzeby zmian w księdze wieczystej. A co jeśli Karol postanowi zostawić naszą córkę? Nigdy nie wiadomo jak się sprawy potoczą, w końcu teraz tak łatwo o rozwód. Karol wydaje się takim typem, który nie odpuściłby „swojej” części majątku przy rozstaniu, a ja znam się na ludziach. znacznie bardziej zabolała mnie jednak postawa Iwony – tylko stała i milczała, nie miała nic do powiedzenia. My się martwimy o jej przyszłość, a ona nie reaguje. Z tej rozmowy wyniknęło tylko tyle, że nie odzywam się do zięcia, a Iwona nie ma ochoty się z nami widywać. I teraz powiedzcie mi, proszę, czy warto pomagać dorosłym dzieciom? Może lepiej jakby sami dorobili się na wesele i mieszkanie. Prawdopodobnie tylko wtedy doceniliby tę wartość i wiedzieli jak ciężko walczy się o marzenia.
