Dlaczego ciągle ja muszę myć naczynia? Niech mąż się ruszy!

Jeszcze dobrze nie przekroczyłam progu domu, a już trafił mnie szlag – zlew znowu cały zawalony brudnym naczyniem. Przepalona patelnia po jajecznicy, stos kubków i talerzy. Nawet w łazience stał kubek z niedopitą kawą. Niesamowite, ile naczyń może pobrudzić jeden człowiek przez jeden dzień, bo do jedzenia dla mnie nic nie było.
– Jarek czemu w kuchni znowu jest taki bajzel? Przecież masz dziś wolny dzień, mogłeś coś ugotować. Sam zjadłeś, a ja to co? Mi obiad nie przysługuje? zapytałam męża.
Wzruszył tylko ramionami i dalej czytał gazetę.
– Jarek! Czy ty choć raz mógłbyś umyć naczynia po sobie?
Jego odpowiedź za każdym razem jest taka sama: – Alinka przecież wiesz jak ja nie cierpię myć naczyń, nie dramatyzuj to tylko kilka kubków.

Mój mąż pracuje w systemie 1/1 i właściwie to tylko tyle z niego pożytku. Po przyjściu z pracy wykłada się na sofie i albo śpi, albo ogląda telewizję. Jeżeli musi to zrobi sobie coś do jedzenia, ale tylko dla siebie, a przy okazji zrobi taki bałagan, że potem muszę dobrze się nagimnastykować, żeby to ogarnąć.
– A myślisz, że ja lubię po tobie sprzątać, że nie mam nic lepszego do roboty? – mruknęłam pod nosem.
W takich sytuacjach słuch mojego męża jest wprost fenomenalny, bo gdy o coś proszę to muszę, kilka razy powtarzać. A tutaj reakcja natychmiastowa:
– Moja mama robiła wszystko w domu, doglądając przy tym mnie i ojca i nie robiła wokół tego szumu, a ty ciągle się czepiasz – powiedział mój małżonek, nawet nie podnosząc głowy znad gazety.
– Kochany mężu- niewiele mnie obchodzi co robiła twoja matka, ta kobieta pięciu minut nie przepracowała w swoim życiu, bo twój ojciec jako architekt zarabiał krocie.
Jej zajęciem było dbać o dom i dogadzać tobie, twojemu ojcu i bratu. My mamy inny układ, oboje pracujemy, zarabiamy podobne pieniądze więc i obowiązki domowe powinniśmy dzielić na pół – mówiłam zabierając pusty kubek po kawie i skórki po bananie.
– Oj dobrze, dobrze. Już przestań gderać, zrób obiad, a ja w tym czasie odkurzę – łaskawie zaproponował mój mąż i podniósł się z kanapy.
– Ale zapomnij o tym, że umyję naczynia -dodał.
– To nie w porządku – zaczęłam
– Daj już spokój, skoro to mycie to taki wielki problem, to może w końcu kupimy zmywarkę i problem mycia naczyń będzie rozwiązany – zaproponował.
– I sam ją zamontuję- dodał.

Jak powiedział tak zrobił. Następnego dnia, gdy wróciłam z pracy w korytarzu stała zapakowana nowiutka zmywarka.
– Nareszcie -pomyślałam, teraz tylko podłączyć i problem z głowy.
Ale z moim mężem nigdy nie jest łatwo, minął tydzień, a zmywarka ciągle stała nierozpakowana.

– Jarek po co był nam ten zakup, skoro nie ma z niego żadnego pożytku, tylko stoi i przeszkadza? Może byś wreszcie ją podłączył tak jak obiecałeś – powiedziałam.

Ale on codziennie miał jakąś wymówkę, jakieś niecierpiące zwłoki zajęcie, proponował wynajęcie jakiegoś specjalisty do montażu i na tym się kończyło.

Gdy minął drugi tydzień i nic się nie zmieniło i zmywarka zamiast myć naczynia zbierała tyko kurz, nie wytrzymałam wzięłam reklamówkę z szuflady, zebrałam do niej wszystkie brudne naczynia i wrzuciłam do zsypu.
– A tam -pomyślałam – talerze i tak mi się nie podobały, będzie okazja, żeby kupić nowe.

Mąż przez chwilę patrzył na mnie jak na wariatkę, a potem wyjął narzędzia i zaczął podłączać zmywarkę.
Mam nadzieję, że zrozumiał lekcję.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

5 × 1 =

Dlaczego ciągle ja muszę myć naczynia? Niech mąż się ruszy!