Dlaczego muszę przyjść z własnym jedzeniem?
Teściowie mojego męża cały czas spędzali u nas Święta. Sprzątanie, gotowanie, podawanie – wszystko było na mnie, nikt nigdy nie zaoferował swojej pomocy. Przyszli na gotowe i w nosie mieli wszystko, ale w zeszłym roku postanowiłam to zakończyć. Powiedziałam, że trudno mi zaspokajać potrzeby wszystkich, więc zakomunikowałam, że w tym roku świąt u nas nie będzie. Chciałam też odpocząć i uczcić Święta w normalny sposób, poza tym kwota wydawana na świąteczny stół z roku na rok tylko rosła.
Ostatnio moja teściowa zaczęła płakać, że się starzeje, więc trzeba Święta spędzać razem, więc zadzwoniłam do szwagierki i jej męża i powiedziałam im, że mama nie chce świętować u siebie, a oni od razu pomyśleli, że znów zamierzam przejąć kontrolę i robić wszystko sama u nas.
Zaoferowałam, że faktycznie możemy spędzać święta u nas, ale będę rozdzielać co kto robi i decydować, kto co kupi. Byłam gotowa ogarnąć dom przed i po Świętach, zrobić gorące dania i upiec ciasto, ale nie będzie tak jak co roku, że wszystko jest tylko na mojej głowie.
Moi bliscy mieli przynieść sałatki, wędliny i przekąski, ale gdy im to powiedziałam, zaczęli mieć pretensje, że nie mają ani czasu, ani ochoty na gotowanie, nie widzieli też sensu wychodzenia z domu, jeśli muszą nosić ze sobą jedzenie.
Są więc skłonni do świętowania za darmo, ale nie do podjęcia wysiłku i wydania pieniędzy. Teściowej jeszcze nic nie mówiłam, choć okazuje się, że jej córka i zięć wycofali się i muszę ten problem rozwiązać sama. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jaka starość czeka moją teściową z tą jej rozpieszczoną córeczką…
