W dawniejszych czasach nie było żadnych testów na ojcostwo i ludziom żyło się spokojniej. Ludzie nie mieli możliwości poznać prawdy, bo na co to komu potrzebne? Ojcem jest ten, który kocha i wychowuje a nie ten, który począł dziecko. Rodzina mojego przyjaciela rozpadła się właśnie przez testy. Żyli sobie w zgodzie i szczęściu, mój kolega, jego żona i ich sześcioletnia córka. Wszystko im się dobrze układało do momentu, w którym mała zapadła na dziwną, niespotykaną chorobę. Przeprowadzono jej mnóstwo różnych badań ale nic z nich nie wynikało. W końcu postanowiono zainteresować się chorobami dziedzicznymi i zlecono badania DNA.
Czy w rodzinie były podobne choroby? – Nie – odpowiedzieli rodzice. Lekarze nie wierzyli. W każdym kolejnym gabinecie słyszeli to samo. Ktoś w rodzinie musiał to mieć. Pobrano próbki do badań genetycznych wszystkich członków rodziny. I jak się to skończyło? Ano tak, że mała dziewczynka nie może zrozumieć, dlaczego tata, który jeszcze kilka dni temu nosił ją na rękach, teraz już z nią nie mieszka i nie jest jej tatą. Gdyby nie jej choroba, nigdy by się nikt nie dowiedział i żyliby szczęśliwie.
Udana rodzina się rozpadła. Cierpi w sumie siedem osób, wliczając w to dziadków. Dziecko zostało bez ojca a żona bez męża. Myślę jednak, że mój przyjaciel zbyt pochopnie przekreślił rodzinę. Mógł trochę odczekać, uspokoić się, przemyśleć. Pewnie na początku ciężko by mu było to przełknąć ale myślę, że z czasem wszystko by się ułożyło.
W ich wypadku nie sprawdziło się powiedzenie, że lepsza byle jaka prawda, niż dobre kłamstwo. A Wy, jak uważacie? Lepiej poznać prawdę i cierpieć czy może nic nie wiedzieć i żyć szczęśliwym?
