Dziadkowi wystarczyły dwa tygodnie, by zdziałać cuda.

W dzieciństwie całe wakacje spędzałem na wsi u dziadków razem z moim bratem, Frankiem. Nigdy nam się nie nudziło, bardzo lubiliśmy spędzać tam czas i z utęsknieniem wyczekiwaliśmy końca roku. Najlepsze jest to, że z biegiem czasu podobało nam się coraz bardziej, choć obawialiśmy się, że jako nastolatkowie będziemy woleli inne rozrywki. Nasz dziadek to bardzo surowy człowiek, z zamiłowaniem do dyscypliny i ścisłej rutyny – podobno wyniósł to z wojska. Natomiast babcia, to przemiła staruszka, która ulegała każdej naszej prośbie i rozpieszczała nas, jakby chciała nadrobić stracony czas z ostatnich miesięcy, kiedy się nie widzieliśmy.

Babcia była mistrzynią kuchni, każde danie, które wychodziło spod jej ręki, było doskonałe! Pamiętam, że z każdych wakacji wracaliśmy kilka kilogramów ciężsi, ale na pewno szczęśliwsi. A dziadek zawsze się wtedy śmiał, że w przyszłym roku zrobi z nami porządek. No i nadszedł ten obiecany czas – babcia w lipcu wyjechała na dwa tygodnie do swojego najmłodszego syna, któremu niedawno urodziła się córeczka i potrzebował wsparcia, a my z Frankiem zostaliśmy sami z dziadkiem. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie będzie łatwy czas, ale byliśmy podekscytowani na myśl o czekającej nas przygodzie.

Gdy tylko odwieźliśmy babcię na dworzec, usiedliśmy do stołu. Na obiad była tylko zupa, nie było miejsca na grymaszenie, bo dziadek ogłosił, że mamy 10 minut na jedzenie, a później zabrał nam talerze. Po obiedzie był czas na odpoczynek, a potem poszliśmy posprzątać w kurniku. Po kolacji dziadek kazał nam iść spać i powiedział, że śniadanie jest o 8:00, a jeśli nie wstaniemy, to nie dostaniemy jeść do obiadu. Oczywiście nie wstaliśmy i było tak, jak zapowiedział. Oj, jak my tęskniliśmy za babcią!

Z burczącymi brzuchami poszliśmy za stodołę, żeby wykąpać się w rzece, ale straciliśmy poczucie czasu i na obiad też nie zdążyliśmy! Dziadek był nieugięty, nie dał nam jedzenia aż do kolacji, musieliśmy jeść ogórki z pola, żeby zabić głód. Kolacja była o 18:00, a my już pół godziny wcześniej kręciliśmy się koło kuchni, ale kiedy dziadek postawił na stole jedzenie, obaj z Frankiem zaczęliśmy na siebie spoglądać z niedowierzaniem i marudzić. Wtedy dziadek chciał nam zabrać talerze, pytając czy nie jesteśmy głodni. Natychmiast chwyciliśmy widelce i zaczęliśmy jeść to, co przygotował.

Po kolacji pozmywaliśmy, poszliśmy się umyć i posłusznie udaliśmy się do łóżek, żeby następnego dnia o 8:00 siedzieć przy stole. Po dwóch tygodniach takiej dyscypliny, babcia nie wierzyła własnym oczom – nie tylko nie marudziliśmy przy stole, ale nawet pomagaliśmy przy przygotowaniu posiłków i zmywaliśmy po jedzeniu. Nasz dziadek to jednak prawdziwy dowódca! Nasza mama też na tym skorzystała, bo czasem wyręczaliśmy ją w kuchni, a ona doskonale wiedziała czyja to robota, że byliśmy jakby podmienieni po ostatnich wakacjach.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia − siedemnaście =

Dziadkowi wystarczyły dwa tygodnie, by zdziałać cuda.