Znajoma opowiedziała mi ostatnio historię, która przydarzyła jej się w samolocie. Leciała z mężem z powrotem z wakacji. W samolocie była kobieta z dzieckiem. Rzecz w tym, że jej dziecko krzyczało od kilku godzin. Na początku nie zwracali na to uwagi, ale potem tak im to doskwierało, że jej mąż nie wytrzymał i zapytał, dlaczego dziecko ciągle krzyczy i płacze; może czegoś potrzebuje albo coś go boli. Matka dziecka była szczupłą, wyczerpaną kobietą. Widać było, że jest zmęczona.
Nie wyglądała, jakby właśnie wracała z wakacji. Matka chłopca powiedziała, że dziecko zawsze takie było: było niegrzeczne, zawsze krzyczało. Mężczyzna nie wytrzymał i zapytał, jaki był sens wyjazdu na wakacje, skoro dziecko cały czas krzyczało, i czy ona była w stanie odpocząć w takich warunkach? Kobieta nie zrozumiała pytania, bo przecież nieważne jakie jest dziecko, to nadal jest jej dziecko i musi czasem zmienić otoczenie.
Moja znajoma i jej mąż nie mają dzieci; nie wiem, czy po tym zdarzeniu będą chcieli mieć dziecko, czy nie. Koleżanka już chciała wyrzucić dziecko z samolotu, bo nie mogła wytrzymać. Lecieli przez kilka godzin i po tym locie już nigdy nie zobaczą tego dziecka, ale ta biedna kobieta z tym dzieckiem musi żyć. Oczywiście dzieci są różne, a ta biedna kobieta miała po prostu pecha mieć takie dziecko. Z zewnątrz wiele osób może potępić tę kobietę, myśląc, że powinna być w stanie uspokoić swoje dziecko, zwłaszcza w samolocie; ale jak wiemy, jeśli dziecko ma taki temperament, bardzo trudno jest sobie z nim poradzić.
