To jeszcze przyzwyczajenie z czasów wojny. Podobno jeszcze do niedawna była taka statystyka, że na sto osób urodzonych w 1924 roku pod koniec lat 40 żyło z nich tylko troje. Troje!
Z wiekiem coraz częściej myślę nie tylko o nich, ale także o ludziach urodzonych w 1904 roku. O ojcach i matkach tego wojennego pokolenia.
Prawdopodobnie smutek i gorycz tego, co przeżyli jest nawet gorszy niż fakt, że czasami przeżywali swoje dzieci. Ludzie tamtego okresu mieliby na pewno nieco więcej o tym do powiedzenia.
W końcu życie było dość podobne do tego, co teraz. Paliło się światło elektryczne, jeździły trolejbusy, dzieci chodziły do szkoły. Uczyli się nawet podobnych rzeczy, co my.
Czytali te same książki, grali w te same gry. Ich ojcowie i matki również kochali swoje dzieci, tak jak teraz my swoje.
Kiedy wyobrażam sobie siebie na miejscu tych rodziców, po prostu mam nogi jak z waty i jestem przerażony. Co czuli, gdy odprowadzali swoje dzieci na front, które na odchodne patrzyły na nie czystymi, niewinnymi oczami i kurczowo zaciskały swoimi dłoniami ich dłonie? Czym było to marne osiemnaście lat?
Te dzieciaki, te chłopięce niedojrzałe dusze, te cudowne głuptaski, nieostrożne, nie znające życia ani ludzi… i gdzie ich teraz zabiorą?! Potem rodzice wracali ze stacji do domu i już do końca dnia próbowali spokojnie rozmawiać. Jakoś musieli żyć dalej.
A potem pogrzeb… Umarł chłopak z mieszkania numer pięć, siedem, jedenaście, dziewiętnaście… i widzisz, jak Twoja żona zamiera z przerażenia na widok listonosza i wiesz, że nie możesz jej ochronić, nie możesz uchronić przed strasznym żalem. A potem czołga się z żółtym kawałkiem papieru w dłoni, zanosząc się płaczem.
Gdzieś tam w lasach na froncie, w błocie, miesiąc temu krzyczał Twój syn, rozdzierany żelazem, a jego ostatnie słowo brzmiało „mama”… Wszystko byś oddał, żeby Ciebie tam zabili, a nie jego.
Pozostają po nim tylko rzeczy, zdjęcia na ścianie. Żona zbladła z żalu i wydaje się, że jesteś temu winny, że ona tak czuje. Straszny jest ten świat…
Jesteśmy wojownikami, tak… W nocy słyszysz głos dziecka syna. Wygląda na to, że teraz biegnie radosny do mamy i taty, aby wejść im pod kołdrę. Niestety, to tylko złudzenie – jego już nie ma i nie będzie. Pozostają tylko wspomnienia.
Śmieszne słowa wypowiedziane przez dziecko, przebyta ospa wietrzna, pierwszy bukiet kwiatów dla mamy, pierwsza dziewczyna, ulubione książki, sukcesy, z których cieszyłeś się znacznie bardziej niż ze swoich. Najpierw błysk radości na wspomnienia z przeszłości, a zaraz po nich natychmiast ból.
I tak już zawsze. Wielki to cud, to życie, teksty i fizycy, doskonała praca mózgu, morze, przyroda – ale i to wszystko może nie dawać radości, gdy od środka zjada nas żal.
Po powrocie do Warszawy z linii frontu jeden z żołnierzy napisał w swoim dzienniku, że miasto zostało po prostu zalane żalem. I wszyscy ludzie, którzy do niego przybyli, byli pokryci tym smutkiem i żałością, co dawało się odczuć.
Wojna to gadzina. A dzieci, które odpierały ataki, na zawsze zostaną w naszej pamięci…






