Znowu do niej?
Wanda wpatrywała się w męża wzrokiem, który mógłby przebić mur. Marek nie przerywał wiązania butów.
Do dzieci, Wan. Do dzieci, nie do niej mruknął, poprawiając sznurowadło. Ile można to wałkować?
Wanda milczała. Wargi ścięte w cienką kreskę. Chciała powiedzieć tak wiele, ale słowa utknęły się gdzieś w gardle, tworząc bolesny guz.
Przed ślubem ci to nie przeszkadzało ciągnął Marek, wstając i sięgając po kurtkę z wieszaka. Wiedziałaś, że mam dzieci. Od początku ci mówiłem. Mówiłaś, że rozumiesz. A teraz co? Histeria? Przesłuchania?
Wanda zacisnęła zęby jeszcze mocniej. Marek zarzucił kurtkę na ramiona i, nie czekając na odpowiedź, wyszedł. Zamek zaskoczył, a ona została sama.
Minęło kilka sekund, zanim Wanda zdołała się ruszyć. Nogi miała jak z ołowiu. Osunęła się na kanapę w salonie. Włączyła jakiś głupi serial. Tło. Cokolwiek, by zagłuszyć myśli.
Z Markiem byli razem trzy lata. Dwa w małżeństwie. I tak, wiedziała od początku. Rozwód. Dwójka dzieci. Chłopiec i dziewczynka. Marek opowiedział o nich na trzeciej randce. Wtedy Wanda się uśmiechnęła. Powiedziała, że to nie problem. Że rozumie. Że dzieci nie są przeszkodą.
Teraz te słowa wydawały się naiwne, głupie.
Przykryła oczy dłonią i wzięła głęboki oddech. Powstrzymywanie łez stawało się coraz trudniejsze. W klatce czuła ucisk, jakby ktoś położył na niej niewidzialną płytę.
Z czasem stało się nie do zniesienia. Dwa razy w tygodniu. Punktualnie: wtorek i sobota. Marek szedł do domu byłej. W teorii zobaczyć się z dziećmi. Ale zostawał na kolację. Spędzał czas z byłą żoną. Z Ewą.
Wanda wiedziała, że to głupie. Ufała mężowi. A przynajmniej próbowała się w tym przekonać. Ale coś w środku podpowiadało, że zbliża się katastrofa. Niewyraźne przeczucie, od którego robiło się niedobrze.
Gdy Marek wychodził, Wanda zostawała sama w mieszkaniu. Poddawała się samoudręczeniu. Winiła się, że nie potrafi stanowczo postawić na swoim. Że daje się przekonywać jego obietnicom. Że milczy, gdy powinna krzyczeć.
Sięgnęła po telefon i szybko napisała do przyjaciółki:
Znowu u niej.
Telefon zadrżał przychodzące połączenie. Kasia.
Halo Wanda odebrała, starając się, by głos nie drżał.
Wandka, co ty wyprawiasz? Kasia nie owijała w bawełnę. Jak długo będziesz to znosić? On cię zdradza. To oczywiste.
Nie, Kas, nie rozumiesz zaczęła Wanda, ale przyjaciółka przerwała.
Rozumiem doskonale. Dwa razy w tygodniu znika u byłej. Zostaje tam do nocy. I będziesz mi wmawiać, że tam tylko układa klocki z dziećmi?
Wanda przetarła dłonią twarz. Wiedziała, że Kasia ma rację. Ale powiedzieć to na głos znaczyło przyznać, że jej małżeństwo to farsa.
Mówi, że między nimi nic nie ma szepnęła Wanda. Że chodzi tylko o dzieci.
Boże, jaka ty jesteś naiwna westchnęła Kasia. Wandzia, błędnie cię. Otwórz oczy. Normalni faceci nie spędzają pół wieczoru u byłych żon. Normalni zabierają dzieci do siebie, idą z nimi na spacer, a potem odwożą. A twój siedzi u niej w kuchni, je jej pierogi i pewnie trzyma ją za rękę, gdy dzieci nie widzą.
Kasia, przestań Wanda ścisnęła telefon mocniej.
Przestać? Dobrze. Ale zapamiętaj moje słowa. Jeszcze się z nim nałykasz gorzkiego. I gdy to się stanie, nie mów, że cię nie ostrzegałam.
Rozmowa się skończyła. Wanda wpatrywała się w sufit. W telewizji ktoś się głośno śmiał. Ale jej było to obojętne.
Marek wrócił tuż przed północą. Wanda słyszała, jak mąż rozbiera się w przedpokoju. Jak idzie do łazienki. Położył się obok, a ona natychmiast poczuła zapach obcych perfum. Słodkich, mdłych.
Nie spytała, czemu się spóźnił. Nie miała siły. Ale Marek sam zaczął, układając się wygodniej.
Przepraszam, że tak późno. Córeczka miała zrobić pracę do przedszkola. Pomogłem jej mruknął, już zamykając oczy. Zrobiła taką krowę z szyszek. Śmieszna wyszła.
Wanda skinęła głową w ciemności, choć Marek tego nie widział.
Tak mijały kolejne miesiące. Wtorek. Sobota. Wyjście. Powrót. Zapach obcych perfum. Wymówki.
A potem Marek się zmienił. Stał się bardziej ponury i zamknięty w sobie. Całe wieczory mógł spędzić, wpatrując się w telefon, marszcząc czoło. Wanda próbowała dopytywać, co się stało. Ale Marek tylko machał ręką. Mruczał coś niewyraźnego i wychodził do innego pokoju.
Po kilku tygodniach oznajmił Wandzie nowinę:
Słuchaj, w piątek idziemy na podwójną randkę.
Wanda odwróciła się, unosząc zdziwione brwi.
Z kim?
Z Ewą i jej nowym facetem.
Wandzie jakby kamień spadł z serca. Więc Ewa z kimś jest? Więc Marek nie był z byłą? Nie zdradzał? Wszystkie jej obawy były bezpodstawne?
Na twarzy Wandy pojawił się uśmiech. Obróciła się do męża, objęła go za szyję.
Oczywiście, pójdziemy.
Piątek nadszedł szybko. Wanda nawet kupiła nową sukienkę. Jasnoniebieską, podkreślającą figurę. Chciała wyglądać dobrze. Chciała pokazać Ewie, że jest godna Marka. Że to ona jest właściwym wyborem.
Spotkali się w knajpce na drugim końcu miasta. Przytulne miejsce z drewnianymi stolikami i miękkim światłem. Ewa już siedziała przy stoliku z mężczyzną po czterdziestce. Wysoki, sportowy, z miłym uśmiechem.
Cześć Ewa wstała, by się przywitać. To Tomek.
Wyglądała dobrze. Szczupła, zadbana, piękna kobieta.
Tomek skinął głową, ściskając dłoń Marka. Usiedli.
Wanda miała dobre przeczucie. Wieczór miał minąć spokojnie. Poznają się, pogad






