Gdy wprowadził się do nas syn mojego męża, nie spodziewałam się takich problemów

Poślubiłam rozwodnika z bagażem w postaci niemal dorosłego syna. Pomyślałam, że nie będzie z nim żadnego problemu, ale nie wiem dlaczego od razu założyłam, że dzieciak wdał się w ojca, zapominając, że mógł odziedziczyć jakieś cechy po matce lub po prostu wykształcić sobie charakter, który odbiegał od zachowania mojego męża. W każdym razie, chłopak ma prawie 18 lat, od ponad 4 nie miał stałego kontaktu z Piotrem, a jego matka nie dała sobie rady z utemperowaniem jego karygodnego zachowania.

Była żona Piotra nie potrafi ułożyć sobie życia od rozwodu, mimo, że spotykała się już z różnymi mężczyznami, a z tego co wiem z jednym się nawet zaręczyła. Mogę tylko podejrzewać, bazując na opowieściach męża, dlaczego faceci od niej uciekali. A może to wina Adriana, zbuntowanego syna. Chłopaka wyrzucili już z niejednej szkoły, nawet tej płatnej! Źle się uczy i ma naganne zachowanie, a w wieku 17 lat nie skończył nawet pierwszej klasy szkoły średniej.

Matka uznała, że Adrian potrzebuje twardej ręki ojca i przywiozła go do nas razem z walizkami. Odniosłam wrażenie, że odetchnęła z ulgą, gdy przekraczał próg mojego domu. Nie miałam nic do gadania, musiałam przyjąć chłopaka, w końcu wiedziałam, że wychodzę za mężczyznę z dzieckiem. Mam spory dom, więc znalazłam dla niego własny kąt i starałam się od początku, by poczuł się z nami dobrze. Jednak w tym dziecku nie ma ani odrobiny wdzięczności, już pierwszego dnia sprawiał kłopoty. Nie rozumie, że ma umyć ręce przed jedzeniem czy zdjąć buty, gdy wchodzi do domu, a przecież to prawie dorosły mężczyzna.

W pokoju, który dla niego przydzieliłam zrobił taki syf przez kilka dni, że praktycznie nie dało się wejść! Postanowiłam sama to posprzątać, żeby nie pojawiły się jakieś robaki. Do chłopaka nic nie dociera! Mam wrażenie, ze specjalnie robi nam na złość. Piotr załatwił mu nawet pracę, gdy Adrian powiedział, że w wieku 18 lat rezygnuje z edukacji, ale chłopak poszedł do firmy może trzy razy, po czym zamknął się w pokoju i ciągle gra. Nic nie robi w domu, w zasadzie to żyje jak w hotelu, ale całkiem za darmo! I jeszcze narzeka na jedzenie. I to się nazywa wychowanie twardą ręką ojca? Nie wiem już jak mam dotrzeć do męża i Adriana.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × pięć =

Gdy wprowadził się do nas syn mojego męża, nie spodziewałam się takich problemów