Teresa nie myślała, że kiedyś będzie tak chora, ale na wszystko przychodzi pierwszy raz. Z powodu powikłań po grypie, trafiła do szpitala.
Razem z nią, w pokoju, leżały trzy kobiety w różnym wieku. Ich telefony rozdzwaniały się od mężów, a telefon Teresy uparcie milczał. Ona również miała męża, ale z jakiegoś powodu nie poświęcał jej czasu, by zapytać chociaż o jej samopoczucie.
Miała trochę pieniędzy i zeszła na stołówkę, żeby kupić sobie drożdżówkę i owoce. Kiedy wróciła, zobaczyła u innych z sali wielkie torby z jedzeniem, miały odwiedziny.
Krztusząc się suchym ciastem, kobieta odwróciła się twarzą do ściany i próbowała stłumić chęć zalania się łzami. Minęły już dwa dni, a Marek nawet nie zadzwonił, nie mówiąc już o jedzeniu.
Sąsiadki przyszły, by ją wesprzeć, mężowie dodawali im otuchy i obiecywali, że zajmą się dziećmi.
– O nic się nie martw, Kasiu, odpoczywaj i nabieraj sił – uspokajał jedną z kobiet jej mąż.
Naiwna Tereska myślała, że inne kobiety w małżeństwie, też mają tak jak ona. Mężowie nie interesują się nimi, nie mają wspólnego języka, żyją obok nich. Okazało się jednak, że byli mężczyźni, którzy potrafili otoczyć kobiety opieką.
Kiedy nadszedł czas wypisu, dziewczyna podjęła trudną decyzję, że odejdzie od obojętnego męża.
„Ja też jestem godna uwagi i troski, a to najwyraźniej nie jest miłość” – pomyślała kobieta i bez żalu złożyła pozew o rozwód.
