Jak sąsiad poradził sobie z nachalnymi krewnymi

Mam domek letniskowy na działce i jak tylko tylko zniknie śnieg, jeżdżę tam, by się zrelaksować, a przy okazji uprawiam działkę i całe lato mam świeże warzywa i owoce.
Moja działka sąsiaduje z działką państwa Kowalskich, to spokojne, w średnim wieku małżeństwo. Zawsze zamieniamy ze sobą kilka zdań, wymieniamy się uwagami na temat upraw. Oni też często uciekają z miasta na działkę, żeby trochę odpocząć.
Ale niestety, nie zawsze im się to udaje. Bardzo często jest tak, że ledwo przyjadą i zaczną rozpalać grilla, jakby wiedzeni szóstym zmysłem, pojawiają się krewni żony pana Kowalskiego. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby to zdarzało się raz na jakiś czas, ale oni zjawiają się prawie za każdym razem.
Jak to mówi Pan Bogdan, „Nic ze sobą nie przyniosą, tylko patrzą, co można by wynieść.”
Dzieciaki grasują po całej działce, depczą kwiaty i uprawy. Gdy trzeba coś pomóc, to nigdy nie mają czasu, ale po marchewki czy jabłka to zawsze mają czas, żeby przyjechać.

Tak też było i tydzień temu, Kowalscy rozpalili grilla i zaczęli coś robić przy kwiatach, nie minęło pół godziny i już u sąsiadów zrobiło się głośno, przybyli krewni.
Nie zwracałem na to większej uwagi, miałem swoje zajęcia, gdy nagle poczułam straszny smród, który był wszechobecny. Nie wytrzymałem i wróciłem do domu. Po tygodniu znów pojechałem na działkę, po ubiegłotygodniowym smrodzie nie było śladu. Za płotem palił się grill, sąsiedzi podwiązywali pomidory, a krewnych ani śladu.
Pań Bogdan podszedł do płotu i gestem ręki przywołał mnie do siebie:

– Dzień dobry, panie sąsiedzie, chciałem przeprosić za ubiegłą sobotę, po prostu mieliśmy z żoną dość nachalnych krewnych i uknułem pewien plan – powiedział sąsiad.
Okazało się, że dzieciaki krewnych specjalnie wypuszczały wodę przeznaczoną do podlewania, więc pan Bogdan zakupił u rolnika 20 litrowy zbiornik z gnojowicą. Dzieciaki myśląc, że to woda wypuściły zawartość, trochę na działkę, trochę na siebie…


Od tamtej pory minęło 2 miesiące, u sąsiadów często pali się grill. Czasami zapraszają mnie na pieczoną kiełbaskę, a po krewnych słuch zaginął, nie pokazali się ani razu od pamiętnej przygody.

Oceń artykuł

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × 3 =

Jak sąsiad poradził sobie z nachalnymi krewnymi