Rodzice mieli mnie bardzo późno, dodatkowo jestem ich jedynym dzieckiem. Czasami wydaje mi się, że jednak nie jestem ich rodzoną córką.Teraz mama i tata mają 64 lata, a ja mam 23. Mieszkam z chłopakiem od półtora roku, wynajmujemy mieszkanie. On pracuje i uczy się, a ja skupiam się póki co tylko na studiach. Bywa, że brakuje nam pieniędzy na opłacenie mieszkania. Nie jemy zbyt wiele, ale w tym chociaż pomagają nam rodzice. Kiedy zaczęliśmy mieszkać razem, to natychmiast zdecydowali, że musimy się pobrać, chociaż my nie chcieliśmy się spieszyć. Tak długo jednak wiercili nam dziurę w brzuchu, że w końcu wzięliśmy ślub.
Potem rodzice cały czas poruszali temat wnuków. Zdecydowanie byliśmy przeciwni temu, aby tak wcześnie starać się o dzieci. Nie mamy nawet własnego mieszkania, wciąż oboje się uczymy. Mąż zarabia jakieś grosze, więc nie ma opcji, że udałoby się nam z tego utrzymać. Rodzice jednak naciskali i mówili, że bardzo się martwią, że po prostu nie dożyją wnuków.
Postanowili z nami ponownie porozmawiać i zaproponowali następujące rozwiązanie:
„Urodzisz dziecko i będziesz uczyć się dalej. Został Ci tylko rok, więc w tym czasie my się będziemy zajmowali więcej dzieckiem. My kupimy sobie mały domek na wsi, wyjedziemy tam z tatą, a Ty z mężem przeprowadzisz się do naszego mieszkania i nie będziecie musieli dłużej wynajmować. Pierwszy rok pomieszkacie z nami, żebyśmy Wam mogli pomóc, no chyba, że nie chcecie, no to będziemy płacić za wasz wynajem. Wszystko co niezbędne dla dziecka kupimy oczywiście sami.”
Ich propozycja mi się spodobała, najbardziej ze względu na mieszkanie – miałam już dość tego wynajmowania. Jak się jednak okazało, życie podjęło za mnie samo decyzję i kiedy tak sobie rozmawialiśmy, to byłam już w piątym tygodniu ciąży, chociaż jeszcze o tym nie wiedziałam.
Teraz termin porodu się zbliża, ale nikt nie kupił chociażby pieluchy dla dziecka. Rodzice milczą i myślałam, że może kiedy ciąża będzie już na finiszu cokolwiek kupią i jakoś pomogą – w końcu to ludzie starsi, może zapomnieli, albo mieli jakiś inny powód. Niestety, nic podobnego – mama tylko dzwoni i po raz piąty pyta, czy wszystko jest gotowe na narodziny wnuka, a ja odpowiadam, że nie, bo wszystkie pieniądze wydajemy na wynajem mieszkań. Na to odpowiada tylko: „a co myśli o tym Tomek?”.
Co mam robić? Teraz szukamy pokoju do wynajęcia, żeby chociaż trochę pieniędzy zostawało nam na życie. Nie wystarczy na wszystko, czego potrzeba, ale cóż, zawsze coś. Niestety nie wiem, jak to będzie, bo kiedy widzą mój brzuch od razu się wymigują i nie chcą nam niczego wynająć.
Może jak dziecko się urodzi i dostaniemy na nie jakieś świadczenia, to uda się zamieszkać na wsi i jakoś żyć.






