Wychowałam się w dobrej rodzinie, z troskliwymi rodzicami. Adoptowali mnie, gdy miałam pięć lat i nie pamiętam swoich biologicznych rodziców. Nie interesowałam się specjalnie tym tematem, ponieważ mama i tata robili wszystko, co w ich mocy, abym czuła się kochana.
Dzięki moim rodzicom zastępczym, otrzymałam dobre wykształcenie, które pozwoliło mi na zbudowanie udanej kariery zawodowej. Od siedemnastu lat jestem dziennikarką. Uwielbiam swoją pracę, dziennikarz jest zawsze w centrum najciekawszych wydarzeń.
Czasami drżę na myśl o tym, jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie moi rodzice adopcyjni. W podzięce za ich nieoceniony czyn, podarowałam mojej rodzinie domek na wsi, z dużym ogrodem.
Mój chłopak i ja mieliśmy się zaręczyć, więc poszłam wybrać sukienkę. W salonie czekała na mnie miła pani Wiktoria, która pracowała tam jako konsultantka. Była to wysoka kobieta, o ciemnych włosach i smutnych oczach. Przypominała mi kogoś, ale nie chciałam się nad tym zbyt długo zastanawiać, bo miałam ciekawsze rzeczy do zrobienia.
Spojrzała na mnie, a potem powiedziała:
– Masz taki sam gust jak ja. Te modele byłyby dla Ciebie odpowiednie – zasugerowała.
Kiedy spojrzałam w lustro, byłam zaskoczona. Nie wiem, jak to możliwe, ale zauważyłam uderzające podobieństwo między mną a Wiktorią. Ona też zdawała się to zauważać, byłam dokładnie taka jak ona, tylko dużo młodsza.
Przez chwilę wyobraziłam sobie, że ta kobieta mogła być moją biologiczną matką, a między kolejnymi przymiarkami zadawałam jej luźne pytania, na które chętnie odpowiadała.
Jeśli coś mnie pasjonuje, doprowadzę to do końca. Szczerze mówiąc, nie byłam już zainteresowana tą sukienką. Zebrałam się na odwagę i zaprosiłam Wiktorię do restauracji, żeby porozmawiać. Cóż, nie wierzę w takie zbiegi okoliczności.
Kobieta zgodziła się i opowiedziała mi historię swojego życia. Okazało się, że została porzucona przez swojego narzeczonego, gdy powiedziała mu, że spodziewa się dziecka. Kategorycznie odmówiła usunięcia ciąży i zamierzała wychowywać go samotnie.
Kiedy urodziła dziecko, została z nim w domu tylko przez sześć miesięcy, a potem musiała iść z nim do pracy. Ponieważ Wiktoria zawsze się spóźniała, a dziecko płakało, została zwolniona. Znalazła pracę w sklepie i żeby nie musiała nosić dziecka ze sobą, poprosiła starszą sąsiadkę, żeby zajęła się jej córką, a sama pobiegła do pracy.
Tego dnia nad ulicami zalegała gęsta mgła i widoczność na drogach była słaba. Kobieta została potrącona przez samochód i spędziła długi czas w szpitalu wracając do zdrowia. Nawet po długim okresie leczenia, czuła się tak źle, że nie była w stanie opiekować się swoim dzieckiem. Oddała córeczkę do domu dziecka i obiecała sobie, że wkrótce zabierze ją do domu. Dziewczynka nie miała żadnych krewnych, na których mogłaby polegać.
Zdrowie wróciło do normy dopiero po czterech latach, wtedy Wiktoria zaczęła szukać pracy. Kiedy przyjechała po swoje dziecko, dowiedziała się, że dziewczynka została już adoptowana.
Słuchając jej opowieści, płakałam. Postanowiłyśmy wykonać badania genetyczne, które później potwierdziły pokrewieństwo. Dzięki zaręczynom, mam teraz dwie mamy, które bardzo kocham.
