Jak się z tym pogodzić i co robić? Nie wyobrażam sobie tolerować takiego postępowania.
Mój mąż od dawna zachowuje się bezczelnie. Traktuje mnie jak swoją służącą – wszystkie obowiązki domowe i opieka nad dziećmi są na mojej głowie, a on wychodzi i przychodzi, kiedy mu się podoba. Dzisiaj Michał wrócił do domu, gdy dzieci już spały. Zaczęłam opowiadać o planach na jutrzejszy dzień, ale w trakcie poszedł do kuchni na kolację.
Jutro nasz syn ma wizytę u dentysty. Mąż obiecał go zawieźć, ponieważ, jak mówił – i tak ma coś do załatwienia w okolicy. Spytałam, czy wszystko w porządku, ale on tylko machnął ręką i odwrócił wzrok.
Po obiedzie Michał poszedł do łazienki, a telefon zostawił na stole w kuchni. Nagle telefon zadzwonił, tylko zerknęłam na wyświetlacz i imię „Ania” uderzyło mnie po oczach. Nie wytrzymałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
Spytałam: „Kto tam?”
W odpowiedzi padło: „Hmm, prawdopodobnie jesteś Weronika? Żona Michasia?”
Głos był paskudny i szorstki. No i co to za koleżanka, że nazywa mojego męża „Michasiem”?! Nawet ja go tak nie nazywam. Zwróciłam jej uwagę i od razu zaczęłam tak drżeć, że bałam się, że telefon wypadnie mi z rąk.
– Kim jesteś? – dopytywałam.
– Jesteś jego żoną, rozumiem. Ale posłuchaj mnie: weź pod uwagę, że się spotykamy i musisz to zaakceptować! Dotarło? W przeciwnym wypadku nie zobaczysz już Michasia. – odpowiedział złowrogi głos z telefonu.
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo mąż wyszedł z łazienki i odłożyłam słuchawkę. Nagle odwróciłam się ku niemu, rzuciłam telefon na stół:
– Zgadniesz, kto to był?
Mocno chwycił mnie ręką za podbródek i rzucił prosto w oczy:
– To nie twoja sprawa!
Mąż poszedł spać, a ja siedziałem do rana w kuchni i płakałam. Nie chciałam iść do pokoju dzieci, żeby ich nie obudzić. Do wspólnej sypialni nie mogłam iść.
Nie wiem, co robić. Nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.






