Moja kuzynka mieszka za granicą, gdzie poznała męża, Marco. Oboje pracują w branży modowej – Karolina jest modelką, a Marco projektantem, który również chodzi po wybiegach jako model. Należą do wysokich ludzi, mają ponad 180 cm wzrostu i robili dzięki temu ogromną karierę. Pamiętam sytuację, kiedy Karolina zadzwoniła do swojej mamy, a mojej cioci, która mieszka w domu obok naszego i oznajmiła, że jest w ciąży. Radość rodziny była ogromna, ciocia miała nadzieję, że jej córka wkrótce wróci na stałe do kraju i nigdy już nie wyjedzie. Niestety na tym skończyły się dobre wiadomości. Przynajmniej na jakiś czas.
Już po pierwszych badaniach lekarz powiedział Karolinie, że dziecko nie rozwija się prawidłowo i jest ogromne ryzyko dla zdrowia i życia zarówno dziecka, jak i matki. Wszyscy byliśmy tym zaniepokojeni, ale nikt z nas nie wiedział co tak naprawdę się dzieje. Współczułam kuzynce, gdy lekarze zaproponowali aborcję, przecież oni już kochali to dziecko. Przeżywałam to wszystko razem z nią, ale nie umiałam pomóc. Zaimponowała mi, gdy mimo wszystko postanowiła urodzić. Twierdziła, że nie jest w stanie odebrać życia własnemu dziecku i chciała mu dać szansę na przeżycie, choć lekarze nie dawali wielkich nadziei.
Dopiero po porodzie Karolina przyznała nam jak bardzo się bała, opowiadała, że słowa lekarzy dotarły do niej, gdy była już w sali porodowej, a wtedy nie miała wyboru, musiała urodzić. Zebrała się w sobie i pomyślała, że nie zmieni już niczego, więc postanowiła zrobić wszystko, by wydać dziecko na świat. I udało się! Urodziła zdrowego chłopca. Niestety lekarze po raz kolejny zgasili jej radość, mówiąc, że mały nie ma szans na długie życie i kazali przygotować się na najgorsze. To było straszne, nawet sobie nie wyobrażam co musieli czuć rodzice, nie mogąc pomóc własnemu dziecku.
Pokochali synka najmocniej, jak tylko można i starali się żyć tak, jakby miało nie być jutra. Ale wtedy wydarzył się cud, Adaś z dnia na dzień był coraz silniejszy i miał coraz lepsze wyniki. Nawet lekarze byli zaskoczeni. W końcu ktoś zdecydował, by poddać chłopca jeszcze jednemu badaniu, pod kątem genetycznym, a później przebadano również rodziców. Diagnoza była zaskakująca – Adam cierpiał na karłowatość, a jego rodzice oboje mieli w sobie ten sam gen, jednak nie uaktywnił się on w nich. Faktycznie potem babcia nam mówiła, że miała dwójkę rodzeństwa z tym genem, ale nie dożyli do pełnoletności, dlatego ich nie znaliśmy.
Wszyscy się cieszyliśmy, że diagnoza była obiecująca i trzymaliśmy kciuki za małego Adasia, który w pierwszych latach życia musiał przejść liczne operacje i kilka razy był o włos od śmierci. Karolina i Marco poświęcili się dziecku, ale nigdy nie zdecydowali się na kolejne, w obawie o jego zdrowie. Starają się, aby każdy dzień był dla synka wyjątkowy i dbają, by nigdy nie poczuł się gorszy od innych ludzi, a szpitalne życie nie przyćmiło jego wspomnień z dzieciństwa.
Robią też wiele więcej – uświadamiają społeczeństwo, korzystając ze swojej popularności, odnośnie karłowatości oraz przestrzegają młodych ludzi, by nie do końca ufali w diagnozy lekarzy we wczesnym wieku ciąży, tylko słuchali własnego serca i intuicji. Każde dziecko powinno mieć prawo do życia, a Adaś jest przykładem. Karolina zawsze powtarza, że ma nadzieję, choć w niewielkim procencie, odwieźć ludzi od decyzji o aborcji. Jej synek ma teraz 7 lat i bardzo dobrze sobie radzi, mam nadzieję, że kolejne lata i przebywanie wśród rówieśników nie zniszczy jego pewności siebie.
