Przez całą ciążę byłam święcie przekonana, że dziecko, którego oczekujemy będzie chłopcem i nawet nie przyszło mi do głowy, że los chce spłatać mi figla. Tym bardziej, że podczas badania USG zapewniali mnie, że to będzie chłopiec, wtedy też całkowicie się uspokoiłam.
O tym, że to będzie jednak dziewczynka dowiedziałam się dopiero w trakcie ostatniego badania USG i do dzisiaj nie wiem, jak mogło dojść do takiej pomyłki! Szlochałam, histeryzowałam i swoim zachowaniem przy okazji doprowadzałam męża do szaleństwa. Przez wiadomość o dziewczynce nie rozmawiałam z nikim przez tydzień, ale potem jakby cała ta złość mnie opuściła i pomyślałam, że córka czy nie córka, to wciąż moje dziecko, dlatego nie ma co dramatyzować, bo trzeba znaleźć odpowiednie imię dla córeczki.
Z mężem więc zaczęliśmy się zastanawiać, jakie imię będzie do niej pasować. Córka męża z pierwszego małżeństwa ma na imię Luiza, które naprawdę dobrze komponuje się z nazwiskiem po jej tacie. Niestety nasze pomysły na imię dla naszego dziecka jakoś nie współgrały z naszym nazwiskiem a każde kolejne, które przychodziło nam do głowy wydawało się tylko gorsze. Mąż nalegał na Mirosławę, ale w ogóle mi się nie podobało, jakieś takie zbyt staroświeckie, a w dodatku surowo brzmiało. Próbowaliśmy tak prawie do porodu, a potem machnęliśmy na to ręką i pomyśleliśmy, że najpierw niech przyjdzie na świat, a potem zobaczymy.
Pięć dni po porodzie z córką byłam już w domu, ale nasza mała wciąż nie miała imienia. Krewni obdarzali nas wieloma swoimi pomysłami, ale zwykle niezbyt trafnymi, więc przez kolejny tydzień patrzyliśmy na dziewczynkę i próbowaliśmy dobrać jej odpowiednie imię. Odhaczaliśmy je nawet z listy, którą wcześniej sobie przygotowaliśmy! Mimo tego na żadne nie mogliśmy się zdecydować. Pewnego dnia niespodziewanie i w tym samym momencie zapytaliśmy siebie nawzajem: “A może Małgorzata?!”. To takie stare i piękne imię. Zatem imię było w końcu wybrane i wystarczyło dokonać już tylko ostatnich formalności.
Mąż poszedł do Urzędu Stanu Cywilnego. Kiedy z niego wrócił, podał mi akt urodzenia na którym nie było napisane “Małgorzata”, a… “Magdalena!”.
Mąż twierdzi, że wypowiedział imię poprawnie, ale być może albo osoba po drugiej stronie okienka nie dosłyszała, albo pomyliła się. Zadzwoniłam do urzędu z żądaniem korekty, ale powiedziano mi, że dokumenty zostały już wydane, więc nie ma opcji na zmianę imienia. Trzeba wypełnić wniosek o zmianę imienia, chociaż po takim krótkim czasie od nadania imienia córce na pewno nie dostaniemy teraz pozytywnej odpowiedzi.
Żyjemy tak więc już rok. Nie lubię tego imienia, więc mówię do niej “Madzia”. Niestety to pomaga na trochę, bo kiedy tylko sięgam po jej dokumenty, to od razu szlocham. Czy ktoś z Was miał podobną sytuację i szybko ją rozwiązał? To dla mnie jak koszmar mimo, że wydaje się być błahostką!






