Moja żona i ja jesteśmy ludźmi, którzy lubią być niezależni od nikogo. Od razu po ślubie wynajęliśmy mieszkanie i zaczęliśmy zbierać pieniądze na mieszkanie. Oboje mamy na szczęście dobrze płatne posady, więc przy lekkim zaciśnięciu pasa nasze marzenia mają szansę realizacji.
Pół roku temu moja żona dostała awans, co bardzo nas ucieszyło. Wiązało się to jednak z jej częstymi wyjazdami służbowymi. I tu zaczęły się kłopoty.
Zawsze miałem dobre relacje z teściową. Może dlatego, że nie widywaliśmy się dość często. W każdym razie, kiedy teściowa dowiedziała się, że moja żona będzie częściej wyjeżdżać, była oburzona. Jej zdaniem małżeństwo powinno być cały czas razem, inaczej skończy się to rozwodem. Puszczaliśmy jej słowa mimo uszu i mieliśmy zamiar żyć po swojemu.
Chwilę po tym, jak Małgosia wyruszyła w swoją pierwszą podróż, na progu naszego domu zjawiła się teściowa.
– Postanowiłam zamieszkać z Tobą, żeby Ci nie było samemu smutno – powiedziała wciągając do domu walizkę i rozglądając się wokół.
– Całkiem niepotrzebnie się mama fatygowała, świetnie sam sobie poradzę, zresztą lubię czasami samotność – odparłem.
Teściowa nie przejęła się moim oświadczeniem i zaczęła się rozpakowywać. Nie spodziewałem się takiego najazdu, stwierdziłem jednak, że jedną noc jakoś z nią przeżyję. Niestety następnego dnia, gdy wróciłem z pracy do domu, teściowa nadal w nim była. Zostawiła w domu męża, by siedzieć i pilnować zięcia. Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie było również uciążliwe.
Nie walczyłem z nią. Mieszkała ze mną przez pięć dni. Przez ten czas doprowadziła mnie prawie do szału, chociaż należę do bardzo spokojnych osób. Czułem się kontrolowany na każdym kroku. Doszło do tego, że nieopatrznie zostawiony telefon był natychmiast przez nią przeglądany. Każda wspólna chwila polegała na poddawaniu mnie przesłuchaniu: gdzie byłem, z kim rozmawiałem, czemu tak późno wróciłem? Koszmar!
Miałem ogromną ochotę wystawić ją z walizką za drzwi, jednak dobre wychowanie i szacunek do żony nie pozwoliły mi na takie zachowanie.
Kiedy po powrocie do domu Małgosia na progu naszego domu zobaczyła własną matkę, była wstrząśnięta. Bardzo dobrze znała jej charakterek i była w szoku, że wytrzymałem z nią tych kilka dni.
Minęło już trochę czasu i moja żona znowu wyjechała w delegację. Słyszę dzwonek do drzwi, na progu stoi teściowa z walizką. Tym razem jednak nie miałem zamiaru być bierny. Grzecznie oświadczyłem, że nie mam czasu na przyjmowanie gości i odprawiłem ją z powrotem do domu. Niech lepiej zajmie się pilnowaniem własnego męża.
Powiadomiłem o incydencie żonę i teraz czekamy, co mamusia wymyśli, żeby mieć mnie nadal na oku. Nie wiem co jej chodzi po głowie ale to musi być męczące, żeby być cały czas takim podejrzliwym. Fantazja ją kiedyś zgubi.
