O 10:00 zadzwoniła Daria i powiedziała, że przyjedzie w odwiedziny. Oczywiście cieszę się, ale przecież nie mieszkam sama, prawda? Musiałam zadzwonić do męża: – „Kochanie, Daria wpadnie dziś wieczorem, nie masz nic przeciwko temu?” – „Chyba lepiej omówić to z matką! Wiesz, jak będzie się martwić, a poza tym to jej dom” – powiedział mąż i rozłączył się. Hmmm, tego właśnie się obawiałam, moja teściowa bardzo nie lubi gości. Zwłaszcza tych, których nie zapraszała. Pamiętam, że jakiś czas po ślubie odwiedzili nas moi rodzice i przywieźli owoce z ogrodu, warzywa i mięso. Teściowa z zachwytem przyjęła prezenty, a potem, gdy wyszli, zbeształa mnie w kuchni: „Niech rodzice więcej nie przyjeżdżają niezapowiedziani, co to za wiejskie zwyczaje?” Nieważne, że sama pochodzi ze wsi i na niej się wychowała. Potrafi to doskonale ukrywać, nigdy nie wspomina nawet o swoich korzeniach, za to świetnie kopiuje styl ubierania modnych kobiet z miasta.
U teściowej w domu nie wkłada się kartonu z mlekiem tak po prostu do lodówki – część z niego przelewa się do białego porcelanowego dzbanka na mleko, bo „wszystkie kulturalne mieszczuchy tak robią”. Wyobrażam sobie, co by się stało, gdybym postawiła na stole garnek z ugotowanymi ziemniakami. Od jakiegoś czasu kusi mnie, żeby zrobić taki eksperyment, ale nie śmiem – dbam o jej samopoczucie. Nie mam niestety innego wyjścia, niż teraz do niej zadzwonić, nie mogę dłużej zwlekać. – „Dzień dobry, mamo! Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli Daria wpadnie wieczorem?” – wiedziałam, że muszę od razu zapytać. – „Och” – praktycznie widzę ten gest chwytania za serce – „A dlaczego nie uprzedziłaś mnie przynajmniej dzień wcześniej? Wiesz, że mam już plany na ten wieczór, miałam…” – Czuję, jak teściowa wije się, próbując wymyślić dobry powód odmowy, ale znam ją nie od wczoraj i nie dam się tak łatwo zbyć. – „Mamo, spokojnie, ty sobie będziesz oglądać ulubione seriale, napijesz się herbatki, przyniosę ci jakieś gazetki do poczytania” – niemal słyszę jak na jej twarzy pojawia się uśmiech. Hurra, zwycięstwo!
Jest 15:00, do wizyty Darii muszę jeszcze sporo zrobić. W energicznym tempie składanie kalendarza i planu tematycznego oraz programu pracy na rok szkolny – w poniedziałek obiecałam przekazać go dyrektorowi szkoły. Uczę 7 przedmiotów w szkole podstawowej, przy wszystkich tych tematach trzeba umieścić przewidywane daty, aby wszystko zgadzało się z ilością lat przeznaczonych na naukę. Siedzę już trzecią godzinę i nie widać końca mojej pracy. Już 18:00, mąż wrócił z pracy, wleciał do sypialni jak meteor i zaczął grzebać w szufladzie z dokumentami. – „Co zgubiłeś, może poszukamy razem?” Odwraca się do mnie z bladą twarzą i smutkiem na ustach. Widzę wyraz jego twarzy i rozumiem, że czeka mnie niekończący się potok słów: – „Ja? Czego szukam? Czekaj, jak to się nazywało… Akt małżeństwa! Chcę złożyć wniosek o rozwód, bo nie mogę znieść tego, że moja żona tak traktuje moją matkę. Co jej znowu powiedziałaś?” – „No oczywiście, znowu afera, nic jej nie powiedziałam…” – „Zapytałem co się stało i okazuje się, że mama płacze przez ciebie! Idź ją przeproś”. – „Wiedziałam, że zepsułam jej humor, ale totalnie nie mam pojęcia dokąd to zmierza, możesz mnie oświecić?” – próbowałam się opanować, ale nadmiar emocji mnie obezwładnia, a do oczu napływają łzy. Przypomniałam sobie jak spędziłam dzisiejszy dzień z teściową – zrobiłam nam rano śniadanie, wyszłam do pracy, po powrocie ugotowałam dla nas obiad i zajęłam się pracą. Nie miałam nawet kiedy pokłócić się z nią. I to próbowałam przekazać mężowi. W jego głosie pojawił się nieprzyjemny ton – „Nie chcę nic takiego słyszeć! Idź i ją przeproś! To moja matka!” – głos mojego męża jest jakiś odległy i obcy.
Spokój w naszym domu został przywrócony, a winni odnalezieni – to ja. Teściowa przyjęła z moich rąk gorącą herbatę i nie mniej gorące przeprosiny i teraz z zadowolonym spojrzeniem siedzi na kanapie, czekając na nadejście wieczoru. Na przyszłość powinnam wziąć to pod uwagę: muszę przestać zachowywać się jak lokator, czyli siedzieć wieczorami w sypialni. Lepiej wejść do salonu z teściową, posłuchać jej monologów o znakomitych wyczynach w pracy i w życiu. I ekscytować się, ekscytować się, ekscytować się. Wybiła 20:00. Daria zadzwoniła do mnie i powiedziała, że nie da rady dziś przyjść. Zaproponowała, że ja mogę wpaść do niej, mam zabrać męża. Oczywiście mój mąż odmówił i kazał mi jeszcze zapytać o zdanie teściową. – „Człowieku! ja mam 35 lat, nie będę pytać twojej matki czy mogę wyjść zobaczyć się z siostrą!” – „Znowu próbujesz ją zdenerwować?” Nie odpowiedziałam nic tylko wyszłam do Darii. Spędziłyśmy miło czas, obejrzałyśmy kilka wakacyjnych zdjęć, powspominałyśmy nasze dzieciństwo.
Po powrocie czekała na mnie wymowna cisza. Teraz już dwie osoby się do mnie nie odzywają, ale przynajmniej nie muszę z nimi rozmawiać, za co dziękuję. Siedzimy w kuchni razem z kotem, który je późną kolację. Ja piję herbatę i zajadam czipsy. Nagle teściowa pojawia się w kuchni w różowym szlafroku z frotte i ostentacyjnie wyłącza światło i nie wyjaśniając niczego, idzie do sypialni. Cóż, nie jestem dla niej nikim więcej niż lokatorem.






