Krysia ma trzydzieści trzy lata i pomimo tego, że od wielu lat jest zamężna czuje się, jakby była samotną matką. Kiedyś udane życie rodzinne, od jakiegoś czasu zupełnie rodziny nie przypomina. Wszystkie obowiązki spoczywają na barkach kobiety, której mąż postanowił dla swojej wygody zmienić godziny pracy.
– To wcale nie przypomina już rodziny! Dzieci praktycznie nie widują ojca. Równie dobrze mogę wziąć rozwód, nie będzie większej różnicy. – żali się Krystyna.
– Ale co się stało? – spytałam.
– Mąż, bez żadnego porozumienia ze mną, zmienił sobie godziny pracy tak, żeby to jemu było wygodnie. Stwierdził, że czuje się bardziej komfortowo, jeżeli może się wyspać i dopiero iść do pracy. Teraz wraca do domu, kiedy dzieci już kładą się spać. Wszystko robię sama. A on jest uszczęśliwiony swoim pomysłem. – odpowiada ona.
Jak mówi dalej, takie życie jest dla niej udręką. Mąż przychodzi do domu około dwudziestej pierwszej, siedzi do północy a ona pada z nóg, bo musi wstać wcześnie, żeby przygotować i zawieźć dzieci do przedszkola przed swoją pracą. On spokojnie się wysypia i znowu idzie do pracy, by beztrosko wrócić wieczorem. Uważa, że jego praca jest bardziej produktywna, kiedy może się wyspać. A co z ich życiem rodzinnym? Nie istnieje. On promienieje a ona ma ochotę go zabić.
Krysia i Marek mają dwóch synów w wieku pięciu i trzech lat. Drugiego dziecka nie mieli w planach ale skoro już zaszła w ciążę, to postanowili powiększyć swoją rodzinę. Mieli sprzęty i ubranka po starszym dziecku, więc niewiele ich to na początku kosztowało.
Krysi nie było lekko z dwójką małych dzieci ale na szczęście jej mąż okazał się bardzo pomocny. Przybiegał prosto z pracy i odciążał ją w obowiązkach. Chętnie kąpał synków, kładł ich do łóżka i karmił. Nie widział problemu w tym, żeby z nimi posiedzieć w domu, podczas, gdy żona załatwiała jakieś swoje sprawy.
Sytuacja uległa zmianie, kiedy dzieci podrosły na tyle, by iść do przedszkola a Krysia poszła do pracy. Musiała tak ułożyć godziny pracy, żeby swobodnie odbierać i zawozić dzieci. Na szczęście nie były chorowite, więc nie musiała chodzić na zwolnienia. Marek doszedł do wniosku, że żona sobie świetnie radzi.
Kiedy oświadczył jej, że zmieniły mu się godziny pracy, sądziła, że to wymóg jego szefa. W trakcie rozmowy okazało się jednak, że to była jego inicjatywa. Nie czuł się zobligowany do tego, żeby taką decyzję z nią przedyskutować. Uznał, że teraz, kiedy dzieci już podrosły, żona nie będzie potrzebowała jego pomocy.
A gdzie miejsce na czas, jaki powinien spędzać ze swoimi synami? Dzieci potrzebują ojcowskiej uwagi!
Marek w ogóle nie widuje dzieci. Żyje w zgodzie ze swoimi biorytmami, jak mówi, i jego wydajność w pracy wzrosła. Nie widzi tego, że chłopcy go potrzebują. Nie dochodzi do niego, że wszystkie obowiązki i rozwiązywanie problemów spoczywa tylko na jej głowie, a ona też przecież pracuje.
Jej zdaniem mąż zrobił to tylko i wyłącznie dla swojej wygody. Może spokojnie siedzieć do nocy i oglądać filmy, podczas gdy w domu wszyscy śpią. Rano z kolei on śpi, kiedy reszta się szykuje do wyjścia z domu. Nie ma żadnych obowiązków poza pracą.
Mąż nie chce słyszeć o powrocie do wcześniejszych godzin pracy. Uważa, że świetnie sobie radzi jako głowa rodziny, która zapewnia im dobry byt. Nie rozumie zarzutów żony.
Czy żona ma prawo wymagać od niego, by zmienił styl życia i zaczął znowu poświęcać czas rodzinie? Czy takie ważne jest, by spędzał czas z dziećmi?
