Przez długi czas oszczędzałem pieniądze na mieszkanie. W końcu, kiedy odłożyłem już potrzebną kwotę na wkład własny, moje marzenie się spełniło i uzyskałem kredyt hipoteczny na zakup swojej nieruchomości. Udało mi się zostać szczęśliwym posiadaczem kawalerki. Dla mnie to wystarczająca przestrzeń, bo jestem sam – z żoną rozwiodłem się już wiele lat temu.
Kiedy tylko się tam wprowadziłem, poczułem się wolny i szczęśliwy. Cudownie mieszkać na swoim i samemu, nie musząc słuchać wyrzutów ze strony innych. Pracowałem na to tak długo, że nie mogłem się aż nacieszyć całą tą sytuacją.
Jednak moje szczęście nie trwało zbyt długo. Wszystko zaczęło się jesienią, kiedy to ojciec zaczął coraz częściej mnie odwiedzać. Mówił, że tam ciężko i nudno mu żyć samemu, a tak to chociaż może trochę rozerwać się w moim towarzystwie. Bywało nawet, że zostawał na noc, bo miał daleko do siebie i jak twierdził, nie opłacało mu się już wracać. Momentami czułem się tak, jakbyśmy znowu mieszkali razem. Zachowywał się zupełnie jak u siebie i grzebał mi po szafkach. Znów poczułem się, jakbym to ja żył u kogoś.
Wkrótce także i mój młodszy brat zaczął mnie odwiedzać i zostawać u mnie na noc, aby uciec od kontrolującego ojca. Mógł dzięki temu imprezować nawet do białego rana, a nie wracać już o 23, tak jak chciać nasz ojciec. W zasadzie chłopak ma już 18 lat, ale ojciec mu ciągle powtarza, że dopóki mieszka pod jego dachem, to ma się go słuchać. Ja nie chcę być jednak za niego w żaden sposób odpowiedzialny, ukrywać go przed ojcem i nie spać ze zmartwienia w nocy.
Kiedyś, gdy brat wrócił o 5 nad ranem powiedziałem mu, że już nie będzie u mnie więcej nocował. Obraził się, poskarżył się ojcu i teraz nie rozmawia ze mną. Nie wiem, czego chcą ode mnie krewni. Kupiłem mieszkanie, aby żyć tak, jak chcę, a nie opiekować się rodziną. Ojciec wścieka się i nazywa mnie niewdzięcznym. Powiedzcie mi, czy ma prawo tak sądzić?
