Tak łatwo nam oceniać powierzchowność obcych osób, nie zastanawiamy się nad powodem takiego czy innego zachowania, lecz osądzamy za samo działanie. Kiedy moja mama, która jest pielęgniarką w miejskim szpitalu, opowiedziała mi pewną historię, zacząłem dostrzegać więcej aspektów ludzkiego zachowania i znajdować w sobie empatię. Chciałbym również z Wami podzielić się tą opowieścią, bo może ona stanowić lekcję dla wielu z nas.
Do szpitala, w którym pracuje mama, przywieziono około ośmioletnią dziewczynkę w ciężkim stanie, wymagała pilnej i skomplikowanej operacji. W tym momencie personel, który miał dyżur, nie był w stanie samodzielnie przeprowadzić operacji, nie było najważniejszego chirurga. Natychmiast powiadomiono lekarza, żeby jak najszybciej stawił się w szpitalu, bo liczyła się każda minuta, chodziło o życie dziecka. Lekarz pojawił się po dłuższym oczekiwaniu, które dla rodziców dziewczynki wydawało się wiecznością. Nikogo nie zdziwiło to, że ojciec dziecka chodził wściekły po korytarzu, a później rzucił się na przybyłego chirurga.
Ciężko wyobrazić sobie, co dokładnie przeżywali rodzice dziecka. Ojciec dziewczynki krzyczał do lekarza, że widocznie za nic ma życie jego Lenki, skoro wcale się nie spieszył. Wyrzucał mu, że mimo złożonej przysięgi, nie potrafił dotrzeć szybciej. Lekarz, bez emocji, przeprosił za opóźnienie, poprosił, by mężczyzna się uspokoił, a później pobiegł na salę operacyjną, gdzie wszystko było już gotowe. Wściekły mężczyzna wciąż krzyczał do chirurga: „Ciekawe czy Pan by się uspokoił, gdyby chodziło o Pana dziecko!”. Lekarz zdążył się jeszcze odwrócić, poprosić rodziców o pozytywne nastawienie i obiecać, że zrobi co w jego mocy, by było dobrze.
Rodzice dziecka wciąż byli roztrzęsieni. Chirurg wyszedł z sali operacyjnej po trzech godzinach i przechodząc obok nich szybko rzucił: „Lenka ma się dobrze, jeśli mają Państwo pytania, proszę kierować je do pozostałych lekarzy lub pielęgniarki. Zaraz wyjdą z sali”. Potem wybiegł ze szpitala. Ojciec dziewczynki wciąż był wściekły, zaczepił pielęgniarkę – moją mamę – wychodzącą z sali i oburzony stwierdził, że główny chirurg nie miał dla niego nawet dwóch minut, by opowiedzieć o operacji. Zauważył, że gdyby miał odrobinę ludzkich uczuć, albo był w podobnej sytuacji, to wiedziałby co teraz czują. Jako rodzice dziecka, które było właśnie operowane, mamy prawo do pytań!
Moja mama rozumiała tego człowieka, ale uznała za stosowne, by przekazać mu powody takiego zachowania chirurga: „On jest dobrym człowiekiem, ostatnio przezywa ciężkie chwile. Jego syn pięcioletni syn zginął trzy dni temu na pasach, a dziś odbył się jego pogrzeb. Pan doktor przyjechał ratować Pana córkę zaraz po uroczystości pogrzebowej, a teraz pobiegł, by wspierać swoją żonę. Mam nadzieję, że teraz Pan rozumie”. Mężczyzna przeprosił i było mu bardzo głupio, że tak naskoczył na lekarza, nie mając pojęcia co przeżywał.
