Jestem z moim mężem od ponad 10 lat. Niedawno urodziło nam się dziecko. Dopiero teraz dotarło do mnie, że mój mąż jest niesamowicie leniwy. Uznaliśmy, że w związku z tym, że ja więcej zarabiam, wrócę do pracy, a on zajmie się dzieckiem. Tak więc siedzi już 4 miesiące na urlopie tacierzyńskim i nic kompletnie nie robi. Chcę dać mu nauczkę. Wyślę go pracy, a sama zajmę się wychowaniem syna.
Wcześniej Wiktor był osobą aktywną i zorientowaną na cel. Szybko rozwijał swoją karierę i nigdy nie siedziała w bezruchu. Jego ambicja mnie urzekła, ale teraz nie ma po niej śladu. Nienawidzę takich leniwych i nieodpowiedzialnych ludzi. Problem w tym, że mój ukochany mężczyzna właśnie taki się stał!
Chcę zacząć pracować zdalnie, bo dzięki Bogu mam taką możliwość. Mogę pracować i opiekować się dzieckiem, bo na szczęście w trybie zdalnym czas pracy jest bardziej elastyczny, niż gdybym miała to robić z biura. Mój mąż nawet o czymś takim nie pomyślał i stwierdził, że to byłoby już dla niego za dużo, opiekować się dzieckiem i jeszcze pracować. Co więc robi przez cały dzień? Siedzi na telefonie. Nie zwraca nawet zbyt wielkie uwagi na dziecko, a o jakiś obowiązkach domowych to już nawet nie wspomnę.
Powiedziałam o tym moim przyjaciółkom. Stwierdziły, że mąż potrzebuje pewnie więcej czasu, aby przyzwyczaić się do nowych obowiązków i statusu taty. Jednak minęło już kilka miesięcy, a on siedzi w telefonie przez wiele godzin i nic więcej nie chce mu się robić. Nie rozumiem, dlaczego zmienił się tak po narodzinach naszego dziecka. Mam wrażenie, że ślub brałam z zupełnie innym mężczyzną. Jeśli nadal będzie się tak zachowywać, będziemy musieli się rozwieść.
Nie, nie wstydzę się tego mówić, bo nie potrzebuję takiego leniwego męża. Może nawet pozwę go o alimenty i to go zmotywuje w końcu do pracy?
Moja mama mówi, że przesadzam i oskarża mnie o to, że wymagam zbyt wiele od Wiktora. Ja w każdym razie nie zamierzam być z kimś takim jak on przez całe życie, bo dla mnie idealny partner to taki, który rozwija się, pracuje, interesuje się czymś, a nie uprawia jakąś degrengoladę na kanapie.
Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to wszystko się skończy, ale naprawdę chcę jakoś dotrzeć do mojego męża. Kochamy się, ale musimy nauczyć się rozumieć nawzajem. Wiktor doskonale wie, że mi to wszystko się nie podoba, ale mimo tego nie spieszy się , by cokolwiek zmienić. Może to jakaś depresja? Ale jeśli tak, to dlaczego nic z tym nie robi? Zawsze jestem gotowa przyjść mu z pomocą i go wysłuchać. Jestem w końcu jego żoną, a nie obcą osobą!
