Kasia i Waldek mieszkali w blokach położonych naprzeciwko siebie. Przez lata wymyślili dla siebie specjalne znaki, które dawali sobie przez okno. Oboje pracowali w tej samej firmie i mieli swoje rodziny. Zaczęli się spotykać dawno temu i nie potrafili zerwać tego związku. Spotykali się w oddalonych od domu hotelikach albo u jej przyjaciółki, Hani. Ponieważ Hanna prowadziła bardzo towarzyski tryb życia, udostępniałą kochankom swoje mieszkanie na czas wyjścia. Hanię znała od dziecka i mogła liczyć na jej dyskrecję. Niejednokrotnie przyjaciółka dawała jej alibi przed mężem. Pomimo tego, że nie pochwalała poczynań Kasi, Hania była lojalna wobec Kasi.
Mąż Kasi był człowiekiem cichym i spokojnym. Nigdy nie sprzeciwiał się żonie, dlatego Kasia kiedyś w rozmowie z koleżankami nazwała go “pantoflarzem”. Ludwik nigdy nie mówił Kasi o swoich rozterkach, wszystko trzymał w sobie. Już dawno domyślił się, że żona go zdradza z sąsiadem, jednak nigdy nie dał tego po sobie poznać.
– Kim jest ten mężczyzna w oknie? Kiedy tam nie spojrzę, on tkwi w oknie i patrzy w naszą stronę. Kiedy podchodzę do okna, on znika. Nie jest przypadkiem Twoim kochankiem? – zapytał kiedyś Ludwik.
– Nie opowiadaj głupot, jestem Ci wierna i kocham Cię. – skłamała Kasia.
Kasia spotykała się z Waldkiem od dwudziestu pięciu lat. On również oszukiwał swoją żonę i nie miał pojęcia, że jego małżonka już dawno domyśliła się prawdy. Milczała, ponieważ kochała męża i nie chciała go stracić. Zarówno Beata, żona Waldka, jak i Ludwik, rozszyfrowali znaki, jakie dawali sobie zza szyby kochankowie. Ludwik podejrzewał również, że córka może nie być jego dzieckiem. Sprawdził to kiedyś potajemnie biorąc próbkę od córki. “Miałem rację” westchnął, położył się na łóżku i zasnął. Już nigdy się nie obudził. Jego serce stanęło z żalu.
Katarzyna nie czuła wielkiego smutku po stracie męża, którego od dawna nie kochała i nie szanowała. Krótko po pogrzebie spotkała się ze swoim kochankiem i zasugerowała mu, żeby się do niej wprowadził.
– Dopiero pochowałaś męża. Zresztą ja kocham swoją żonę, pomimo tego, że ją zdradzałem. Twój mąż pewnie się jakoś o nas dowiedział i jego serce nie wytrzymało tego bólu. – powiedział Waldek.
– Nie opowiadaj głupot! Ludwik był idiotą i tępakiem. Nie mógł się niczego domyślić. Nic nie wiedział i nie umarł z naszej winy. – powiedziała Kasia.
Waldek wstał z ławki i poszedł do domu. Do żony. Nigdy więcej się z nią nie spotkał. Czuł się winny śmierci jej męża. Kasia nie odczuwała żadnej winy i wobec utraty zarówno męża, jak i kochanka, zaczęła prowadzić towarzyski tryb życia razem ze swoją przyjaciółką.
