– Znajduję się teraz w ciężkiej sytuacji. Myślę, że nawet zdrowie dziecko jest ciężko wychowywać samemu, a ja muszę wychowywać niepełnosprawną córkę. Mam czasami wrażenie, że to ciężar nie do udźwignięcia, naprawdę bywa skrajnie ciężko tym bardziej, że nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc w tej trudnej sytuacji. Czasami nie chce mi się już żyć – wzdycha Mariusz.
Sam wychowuje trzynastoletnią Karinę. Dziewczynka jest dobrze rozwinięta fizycznie, może sama chodzić, biegać, ale niestety jest upośledzona umysłowo, przez co nie można jej nawet na chwilę zostawić samej. Nie chodzi do szkoły, ponieważ nie potrafi porozumieć się z innymi dziećmi. Nie może się skupić na jednej czynności i ciągle odrywa się od tego, co zaczyna, poza tym dostaje ataków paniki, kiedy w pomieszczeniu jest więcej niż dwie osoby.
Kiedy moja żona zorientowała się, że nasza córka odstaje od innych dzieci w jej wieku, porzuciła nas bez słowa i zostawiła mnie z córką samego. Teraz już ma nową rodzinę, a ostatnio nawet urodziła kolejne dziecko, tym razem zdrowe.
Na szczęście była żona wywiązuje się z decyzji sądu o alimenty i co miesiąc przelewa pieniądze, za które robię naszej córce badania, opłacam lekarzy oraz rehabilitację. Dzięki alimentom i pieniądzom z opieki społecznej jestem w stanie utrzymać siebie i córkę, mimo, że nigdy nie pracuję, bo przez całą dobę muszę być przy Kalince. Jedyne, co mnie boli to fakt, że jej matka nie chce nawet o niej słyszeć, a dziecko przecież potrzebuje także matczynej miłości.
Moja była teściowa również w ogóle nie interesuje się wnuczką, od lat już jej nie widziała. Ale co tam czepiać się w zasadzie obcej kobiety, skoro moja najbliższa rodzina jaką jest mój brat nigdy nawet nie zapytał mnie, czy sobie radzę i czy nie potrzebuję pomocy. Staram się więc od początku radzić sobie samemu.
Byłem zmuszony wprowadzić się do mamy, która obecnie jest już na emeryturze i pomaga mi przy wychowaniu córki. Brat natomiast nigdy nie interesował się losami swojej siostrzenicy.
Bratu i jego żonie bardzo dobrze się powodzi. Mają własne mieszkanie, domek za miastem, a dwa razy do roku wyjeżdzają na zagraniczne wakacje. Mimo tego Nikodem nigdy nie zaproponował mi żadnej pomocy finansowej, a wie, że jestem w ciężkiej sytuacji. Zarówno on, jak i jego żona mają dobrze płatne prace i mają tylko syna. Zdecydowali, że nie chcą mieć więcej dzieci, bo chcą realizować się zawodowo. Na początku ich synkiem zajmowała się teściowa, ale niedawno zatrudnili nianię, która zawozi dziecko do szkoły i go z niej odbiera, a także wozi na kółka zainteresowań oraz uczy go angielskiego i rosyjskiego. Brat z żoną wracają bardzo późno z pracy i nie mają zbytnio czasu dla swojego syna.
Wszyscy moi znajomi twierdzą, że mój brat zachowuje się okropnie, bo przecież niepełnosprawne dziecko nie tylko ciężko jest utrzymać, ale i wychowywać. Przecież nie chcę od brata nie wiadomo czego, ale wiem, że powodzi mu się finansowo, a mi jest ciężko, więc chyba gdyby czasami dał mi trochę pieniędzy, to nie straciłby na tym wiele.
Oczywiście jeśli go poproszę, to dostanę od niego pieniądze ale uważam, że mógłby to robić sam od siebie, bo zna moje położenie. Kiedyś wytknąłem mu, że w ogóle nie interesuje się swoją siostrzenicą i z nią nie rozmawia, a wtedy ten odpowiedział mi tak:
– Ja nie mogę znaleźć nawet czasu na rozmowę z własnym synem, a Ty mi tutaj o
Twojej córce mówisz! Poza tym nie umiem sobie wyobrazić, o czym miałbym rozmawiać z Kariną – powiedział Nikodem.
Jeśli już poproszę brata o pieniądze, to tak, nie odmówi mi, ale jeszcze nigdy sam nie zaoferował swojej pomocy.
Matka słysząc naszą rozmowę upomniała Nikodema i powiedziała:
– Przecież wiesz, że Twój brat ma niepełnosprawną córkę i i potrzebuje pomocy. Czasami Mariusz otrzymuje od Ciebie jakąś pomoc finansową, ale zwykle robisz to w taki sposób, jakbyś oddawał jej swoje ostatnie pieniądze. Proszę Cię więc, żebyś bardziej zaczął interesować się swoją siostrzenicą.
Te słowa bardzo zabolały Nikodema i odpowiedział matce:
– Ciężko zarabiam na to wszystko, a Wy co, myślicie, że z nieba spadają mi te pieniądze? Obie uważacie, że jestem pazerny? Przecież Mariusz mieszka tutaj z Tobą, była żona płaci alimenty, dostaje też zasiłek i inne zapomogi na dziecko, więc nie ma takiej biedy. Kiedy wyjeżdżam na wakacje, to jadę za swoje i nie proszę nikogo o wsparcie. A może mam jakiś obowiązek i powinienem oddawać Mariuszowi swoje pieniądze?
Mama jednak postanowiła nie odpuszczać i poprosiła Nikodema, aby kupił mi pralkę oraz opłacił siostrzenicy pobyt w prywatnym sanatorium dla dzieci. Nikodem nie odmówił, zrealizował prośby matki, a potem jej powiedział:
– Brat narzeka, że musi mnie prosić o wsparcie finansowe i wydaje mu się, że to ja powinieniem się domyślać, albo może płacić co miesiac coś na wzór alimentów. Nie uważam, abym był do tego zobowiązany, bo rozumiem, niepełnosprawne dziecko ma większe potrzeby i trzeba więcej pieniędzy, by je utrzymać, ale ja także mam dziecko na utrzymaniu, a brat po prostu jest w swoich roszczeniach już bezczelny.
Mama od tego momentu wypomina Nikodemowi, że nie ma sumienia, ale ten powiedział, że jeśli jeszcze raz mu coś takiego powie, to on nie pomoże mi już nigdy.
– Niby czemu mam się za każdym razem płaszczyć się przed bratem, kiedy potrzebuję pomocy?! Nie mam jednak wyjścia – przy chorym dziecku liczy się każdy grosz – mówi Mariusz – Muszę więc upokarzać się przed swoim bogatym bratem, by otrzymać od niego pomoc finansową, ale jemu pewnie to pasuje, bo czuje się lepszy!
