Pochodzę z małej miejscowości, a przypadek, który wydarzył się podczas mojego porodu kilka lat temu, do dziś jest sensacją wśród tutejszego personelu szpitala. Wyobraźcie sobie, że urodziłam bliźniaki, ale w różnych latach! Sama długo musiałam tłumaczyć rodzinie i znajomym, jak to możliwe, że moje bliźnięta mają różny rok urodzenia.
Między moimi córeczkami jest tylko 6 minut różnicy, a jednak jedna urodziła się w 2018 roku, a druga w 2019 roku. Poród rozpoczął się 31 grudnia około godziny 23. Wraz z mężem świętowaliśmy Sylwestra, termin porodu miałam na koniec stycznia. Wiedziałam, że mogę urodzić wcześniej, a jednak byłam bardzo zaskoczona, kiedy odeszły mi wody. Nie miałam nawet jeszcze spakowanej torby do szpitala, aż wstyd się przyznać, ale odłożyłam to na Nowy Rok…
Spanikowałam, pojechaliśmy do szpitala tak, jak staliśmy, mąż na szybko złapał tylko czysty ręcznik i kapcie, a resztę dowiózł mi później. Poród odbył się siłami natury, nie trwało do długo, bo dzieci nie były duże – nie dość, że to ciąża bliźniacza, to jeszcze urodziłam wcześniaki. Na szczęście dwutygodniowy pobyt w inkubatorach pozwolił moim dzieciom na prawidłowy rozwój i szybko mogłam zabrać dziewczynki do domu.
Martwiłam się o dzieci w pierwszych dniach życia i nie miałam głowy, by myśleć o niezwykłości mojego porodu. Dopiero, kiedy wraz z mężem odbieraliśmy dziewczynki po ostatnich badaniach w szpitalu, lekarze, śmiejąc się, uświadomili nam, że mamy bliźniaki urodzone w różnych latach. Kiedy odetchnęliśmy z ulgą, trzymając w ramionach nasze córki, zaczęły się nami interesować lokalne media. Odmówiliśmy jednak udzielania informacji o naszym życiu prywatnym i zaczęliśmy się cieszyć rodziną. Od kilku lat bardzo hucznie żegnamy Stary Rok i witamy Nowy.
